Tematem filmu jest szeroko rozumiana cenzura, a narratorem i przewodnikiem tej opowieści jest nieistniejący Pan N. - ograniczony, choć niepozbawiony poczucia humoru dygnitarz-cenzor. Jego monolog wewnętrzny nadaje całemu filmowi określony bieg, a także "uwiarygodnia" wypowiedzi twórców, krytyków i ówczesnych urzędników.
W dokumencie o wolności artystycznej i jej ograniczaniu wypowiadają się niemal wszyscy wybitni reżyserzy, scenarzyści i krytycy powojennego 50-lecia. Słuchamy
Czesława Miłosza,
Jerzego Stefana Stawińskiego,
Janusza Morgensterna,
Marii Kaniewskiej,
Kazimierza Kutza,
Janusza Głowackiego,
Feliksa Falka,
Wojciecha Marczewskiego,
Marka Piwowskiego,
Janusza Kijowskiego,
Wiesława Saniewskiego,
Marka Ryszarda Grońskiego i
Krzysztofa Zanussiego. Nie zabrakło i recenzentów:
Krzysztofa Teodora Toeplitza i
Zdzisława Pietrasika.
Twórcy opowiadają o swoich kłopotach i walkach o kształt i formę swoich dzieł z szefami resortów, ministrami, politycznymi dygnitarzami, kolaudantami i cenzurą. Na ponad 1300 wyprodukowanych od 1946 roku filmów pełno- i średniometrażowych blisko 300 miało kłopoty. Niektóre pozycje przeleżały na półkach po kilkanaście lat, w innych ingerencje cenzorskie były tak wielkie, że dzieła zatraciły całkowicie swój pierwotny charakter ("Robinson warszawski" przekształcony w "
Miasto nieujarzmione"), jeszcze inne w ogóle nie zostały dopuszczone do produkcji lub ich produkcję wstrzymano ("Przedwiośnie"
Andrzeja Wajdy lub "Wierna rzeka"
Lenartowicza). Aby niektóre filmy mogły powstać, wykorzystywano sprzyjające momenty polityczne ("
Eroica"), o inne zaś toczono zawzięte boje. Szczytem ingerencji cenzorskiej było zaś żądanie podczas kolaudacji "
Przesłuchanie" zniszczenia wszystkich kopii tego dzieła.
Jednak nie tylko przeszłość polskiej kinematografii jest tematem tego dokumentu. Twórców interesuje także jej teraźniejszość. Zauważają, że znikł, co prawda, dyktat działaczy politycznych i urząd na Mysiej, zaczął się natomiast dyktat producenta i widza. Chcąc zaistnieć w świecie filmu, należy tworzyć takie obrazy, jakich domaga się publiczność. Najważniejsze stały się pieniądze i układy, nie zawsze jasne są motywy sponsoringu. Dokąd to doprowadzi? Prawdopodobnie do zejścia pozycji ambitnych do nurtu kina offowego i kręcenia większej liczby filmów niskobudżetowych. Jak mówi na koniec jeden z twórców, "wybiliśmy się na wolność, a najlepsze filmy zrobiliśmy w okresie cenzorskim i już takich nie zrobimy"...