Recenzja filmu Kobieta sukcesu (2018)
Robert Wichrowski

Dobra karma

"Kobietę sukcesu" ogląda się bez cienia zażenowania. Co więcej, w wielu momentach jest autentycznie zabawnie, a niektóre numery – jak Bartosz Gelner miotający się między śpiworem a łóżkiem Mańki, ...
Filmweb sp. z o.o.
Polska komedia romantyczna – sztandarowy projekt popkultury III RP – to dynamiczne zjawisko, które wciąż przechodzi przez etap prób i błędów. Niedostatki scenariuszowe, brak odpowiedniego rzemiosła reżyserskiego, bezmyślne kopiowanie zachodnich wzorców – lista zarzutów skierowanych pod adresem filmów o zakochanych w wielkim mieście jest długa, ale nie ma żadnego wpływu ani na ich popularność wśród widzów, ani na częstotliwość, z jaką pojawiają się na ekranach. Czwarta już w tym roku rodzima komedia romantyczna, "Kobieta sukcesu" Roberta Wichrowskiego, nie przewyższa poziomem pozostałych, ale dysponuje jednym atutem – ekipą aktorską, której bezpretensjonalność jest momentami prawdziwie urzekająca.  


Domyślną scenerią gatunku jest oczywiście stołeczne życie korporacyjne – to w nim rozwijają się romanse i to od niego ucieka się na wieś do drewnianego domku z kominkiem. "Kobieta sukcesu" wprowadza nas w świat sprzedawców karmy dla zwierząt, w którym o przetrwanie firmy walczy dyrektorka zarządzająca Mańka (Agnieszka Więdłocha). Kiedy potężna właścicielka sieci sklepów, Bogna Kot (autoironiczna Małgorzata Foremniak), decyduje się podpisać umowę z konkurencyjną korporacją, Mańka dokonuje metamorfozy i jako Kama udaje się na przeszpiegi do firmy zarządzanej przez prezesa Radosława (występujący w prawie wszystkich polskich komediach romantycznych Tomasz Karolak). Otoczona zalecającymi się do niej mężczyznami i goszcząca u siebie w domu trzpiotowatą cioteczną siostrę Lilkę (Julia Wieniawa-Narkiewicz), Mańka z czasem zerwie ze swoim pracoholizmem i otworzy się na prawdziwą miłość.

Choć "Kobieta sukcesu" rozwija wiele wątków pobocznych, żaden z nich nie pełni w filmie ważnej roli. Szybko też zapominamy, o co tak naprawdę toczy się gra. Tymczasowa zmiana tożsamości, po której władcza Mańka staje się potulną sekretarką testującą, który typ papieru najlepiej znosi plamy z kawy, to pomysł zgrabny, ale niewyzyskany i nie generujący żadnego napięcia. Nie boimy się, że bohaterka zostanie zdemaskowana; dużo groźniejszy wydaje się zresztą właściciel jej firmy (Andrzej Grabowski), który pojawia się tylko jako głos w słuchawce i grozi zamknięciem całego interesu. A kiedy Mańka ma szansę faktycznie odkryć aferę związaną z obniżaniem standardów jedzenia dla czworonogów, jest już na innej orbicie – zakłada ekologiczną cukiernię, do której można przychodzić ze zwierzętami, co tylko wzmacnia buzujący w filmie pro-środowiskowy przekaz.


Rozłażąca się na boki fabuła wydobywa jednak na wierzch to, co jest w "Kobiecie sukcesu" najbardziej zaskakujące: film ogląda się bez cienia zażenowania. Co więcej, w wielu momentach jest autentycznie zabawnie, a niektóre numery – jak Bartosz Gelner miotający się między śpiworem a łóżkiem Mańki, kiedy udaje przed wujostwem jej narzeczonego – osiągają lekkość, której ze świecą szukać w większości komedii romantycznych. To drugi film Roberta Wichrowskiego, który wchodzi do kin w tym roku. Po ambitnym, choć fatalnie przyjętym "Synu Królowej Śniegu" możemy zobaczyć, jak poradził sobie z bardziej komercyjnym scenariuszem Hanny Węsierskiej – reżyseruje bez specjalnego polotu, ale i bez ciśnienia, skupiając się przede wszystkim na zgrabnej inscenizacji perypetii swoich bohaterów.

Mańka to bodaj najlepsza rola Agnieszki Więdłochy, która od czasu "Planety Singli" wyrasta na gwiazdę polskich komedii romantycznych. W świetnych kostiumach Barbary Sikorskiej-Bouffał, ubierającej aktorkę to w eleganckie żakiety, to w jeansy i swetry, Więdłocha gra niezwykle swobodnie, nasycając każdą scenę energią, dowcipem i seksapilem. Może jej sukces leży w tym, że nie stara się ona tworzyć "kreacji" – stawia na urok osobisty i pociągającą zwyczajność, dzięki czemu wypada naturalnie nawet w źle napisanych scenach. Partnerujący jej Bartosz Gelner, obdarzony lekko melancholijnym uśmiechem, jest równie interesujący w roli fajtłapowatego nadwrażliwca, którego pies jest bardziej zaradny od niego samego. Gelner i Więdłocha ratują tę nieprzekonującą fabularnie, opartą na uproszczeniach komedię, udowadniając, jak ważny jest opowieściach romantycznych trafny casting. Oby do tej dwójki aktorów dobra karma wracała jak najczęściej.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 59% uznało tę recenzję za pomocną (51 głosów).
Sebastian Smoliński
ocenia ten film na:
1 10 6/10 niezły

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)