Recenzja filmu Kroniki Spiderwick (2008)
Mark Waters
Elżbieta Kopocińska-Bednarek

Freud spiskuje z ogrami

"Szklana pułapka" ubrana w zgrzebne ciuszki filmowej baśni. Tak najkrócej można określić świetne "Kroniki Spiderwick".
Filmweb sp. z o.o.
"Kroniki Spiderwick" nie są (jak może sugerować tytuł) fascynującym opisem wykopków i sianokosów w malowniczej posiadłości na prowincji. Film Marka Watersa ("Wredne dziewczyny") to naładowane ostrą amunicją fantasy, przy którym nawet wyrobieni dorośli poczują dziki dreszcz emocji. Nie ma się co dziwić, za scenariusz odpowiadają twórcy "Shreka" i "Piratów z Karaibów". Ci panowie mają w małym palcu wyczucie materii kina – wiedzą kiedy docisnąć pedał gazu, by widz wiedział, na co wydał kasę.

Film zaczyna się niewinnie. Do zapuszczonego domu na odludziu przyjeżdża rozbita rodzina: mama, starsza siostra oraz bliźniacy Jared i Simon (Freddy Highmore w podwójnej roli). Na miejscu znajdują bogate zapasy miodu, sosu pomidorowego oraz sól rozsypaną przy oknach. Wcześniej domostwo zamieszkiwała ciocia Lucinda (Joan Plowright), która teraz przebywa w zakładzie psychiatrycznym. Jared nie chce spędzić młodości wśród dzikich lasów, więc marzy o przybyciu ojca. Ten z pewnością zabierze go z powrotem do Nowego Jorku. W trakcie przeszukiwań strychu chłopiec odnajduje tajemniczą książkę, która okazuje się przewodnikiem po magicznej rzeczywistości. Jared jeszcze nie wie, że za chwilę przyjdzie mu się zmierzyć z okrutnym ogrem Mulgarathem i armią jego upiornych popleczników...

Waters z wprawą godną uroczego iluzjonisty snuje na ekranie rodzinny dramat, by za chwilę wpuścić swych bohaterów do świata czarów. "Kroniki" mają wówczas wymiar klasycznej baśni. Częściej jednak stanowią kino akcji w stylu "Szklanej pułapki", gdzie garstka śmiałków mierzy się z zastępami czarnych charakterów. Reżyser stawia na pościgi i ucieczki, podczas których płynnie mieszają się ze sobą światy ludzi i magicznych istot.

Dobra rozrywka nie zaspokaja jednak ambicji twórców, a opowieść o obronie domu staje się punktem wyjścia dla rozprawy na temat kryzysu ojcostwa. W "Kronikach Spiderwick" rodzic przestaje spełniać funkcję zapewnienia bezpieczeństwa potomstwu. Zajęty własnymi marzeniami zostawia dzieci na pastwę losu. W symbolicznej scenie Jared rzuca się z nożem na postać swego ojca... Freudowskie tropy giną jednak w nostalgicznym zakończeniu, które działa niczym zasłona dymna dla wcześniejszych ponurych rozważań. Rodzice mogą więc być spokojni po wyjściu z kina. Na razie...
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 66% uznało tę recenzję za pomocną (44 głosy).
Łukasz Muszyński
ocenia ten film na:
1 10 8/10 bardzo dobry

przeczytaj również recenzje użytkowników (2)

Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię