Recenzja filmu Almanya (2011)
Yasemin Şamdereli

Gdzie dom twój?

Urocza końcówka sprawia, że kiedy wychodzimy z kina, w sercach gra nam nostalgiczna nuta. Jest to bezcenne.
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Almanya (2011)
W pierwszej chwili "Almanya" oglądana w Polsce budzi zmieszanie. Film zdaje się bowiem mieć bardzo konkretnego odbiorcę. I nie jest nim wcale przeciętny polski bywalec kin, a tureccy emigranci mieszkający w Niemczech. Szybko jednak okazuje się, że w przeciwieństwie do naszych produkcji, których za granicą nikt nie zrozumie, film Yasemin Şamdereli jest bardzo uniwersalną opowieścią.

Bohaterami filmu, owszem, są członkowie dużej tureckiej rodziny, która od dziesięcioleci mieszka w Niemczech. Młodsi z nich urodzili się już w Europie, a Turcję znają jedynie z opowieści, i nawet z językiem mają kłopoty. I choć czują się w germańskim kraju znakomicie, nie zawsze tak było. Kraj rodzinny niektórym z nich wciąż kojarzy się ze szczęściem i idyllą.

Podpatrując swoich bohaterów, Yasemin Şamdereli uczy nas, czym są uprzedzenia, strach przed nieznanym i iluzja tego, co zostało zostawione za sobą. W rozbrajająco zabawny sposób reżyserka pokazuje, jak przed przyjazdem do Niemiec bohaterowie boją się tego, co zastaną w nowym miejscu. Przeraża ich religia i zwyczaje. To, co opowiadają na temat Niemców, może i jest absurdalne, ale jednocześnie nie mam wątpliwości, że gdzieś tam na świecie jacyś ignoranci święcie w te bzdury wierzą. Na szczęście bohaterowie "Almanyi" nie są zaślepionymi ekstremistami - dają Niemcom szansę i z czasem przyzwyczają się do nowego miejsca.

Jeszcze zabawniej wyglądają sceny, w których bohaterowie wracają do rodzinnego domu. Choć w Niemczech żyło im się w miarę komfortowo, w głowach cały czas kołatała się im myśl, że w dalekiej Turcji byłoby im lepiej. I dopiero na miejscu, kiedy tracą dostęp do domowych udogodnień, zaczynają weryfikować wspomnienia z realiami. Przyznają też sami przed sobą, że to nie jest już miejsce dla nich, że się zmienili... a przynajmniej większość z nich.

Ponieważ film powstał w Niemczech, jego humor nie jest zbyt wyrafinowany. Nie można mu jednak odmówić trafności spostrzeżeń. Autorka bardzo umiejętnie gra stereotypami i uprzedzeniami i tworzy sporo zabawnych scen (jak choćby koszmar w urzędzie paszportowym). Tym, czym naprawdę ujęła mnie Şamdereli, nie jest jednak wcale humor, ale brak cynizmu. "Almanya" cały czas pozostaje filmem ciepłym, rodzinnym, a w kilku miejscach wręcz wzruszającym. Urocza końcówka sprawia, że kiedy wychodzimy z kina, w sercach gra nam nostalgiczna nuta. Jest to bezcenne, rzadko kiedy bowiem obraz kinowy pozostaje z widzami na długo po zakończeniu seansu.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 74% uznało tę recenzję za pomocną (31 głosów).
Marcin Pietrzyk
ocenia ten film na:
1 10 7/10 dobry