Recenzja Sezonu 2

Klangor (2021)
Łukasz Kośmicki
Arkadiusz Jakubik
Maja Ostaszewska

Zło w nas

Świnoujście jest dla tej historii idealnym krajobrazem. Nie ma w Polsce bardziej chandlerowskiej lokacji – to jest miejsca, które w podobnym stopniu pozwala poczuć nostalgię i wyobcowanie (tu
Zło w nas
Figura strudzonego Arkadiusza Jakubika w żółtej kurtce weszła już do kanonu polskiego kryminału. "Klangor" był hitem pandemicznym – a także dowodem, że rodzime seriale nie muszą odstawać jakością od międzynarodowych produkcji. Sukces pierwszego sezonu był wynikiem idealnego zgrania wszystkich filmowych elementów: mrocznego scenariusza, świetnego castingu, wyrazistych lokacji i muzyki najwyższej próby. Czy po pięciu latach ten sam zestaw wystarczy na kolejny hit? Pora wrócić do Świnoujścia.


Drugi sezon sygnuje już nie kultowa kurtka Jakubika, ale malinowa puchówka Małgorzaty Gorol ("Twarz", "The Office PL", "Śubuk"). Pracująca w niemieckim seksbiznesie Helena Zdun wraca do rodzinnego miasta, aby odnowić kontakt z porzuconym przed laty dzieckiem – dziś dorosłą już kobietą, która sama została matką. Jednak zanim minie doba, córka przepada jak kamień w wodę, a były mąż Heleny zostaje znaleziony martwy. Ale to nie wszystko – w placówce, gdzie pracował denat, zaczyna się walka o kontrolę nad więziennym handlem narkotykami.

"Klangor" rozgrywa się z dala od wielkomiejskiej wrzawy – w zamkniętej społeczności każdy się zna, ale liczą się przede wszystkim więzy krwi. A lojalność wobec rodziny każe usprawiedliwiać nawet najgorsze czyny. To właśnie z podobną ścianą milczenia co rusz zderza się protagonistka w poszukiwaniu córki. Twórcom udało się stworzyć na ekranie zimny i okrutny świat – pełen przemocy i pozbawiony perspektyw, w którym jedyną drogą ucieczki wydaje się wyjazd za granicę. Kolejny raz na planie zebrała się też niesamowita obsada. Bo poza Gorol na ekranie można zobaczyć między innymi Piotra Trojana ("25 lat niewinności. Sprawa Tomka Komendy"), Jacka Belera ("Inni ludzie"), Dobromira Dymeckiego ("1670") i Weronikę Książkiewicz ("Furioza"). 


Świnoujście jest dla tej historii idealnym krajobrazem. Nie ma w Polsce bardziej chandlerowskiej lokacji – to jest miejsca, które w podobnym stopniu pozwala poczuć nostalgię i wyobcowanie (tu wzmaganą dodatkowo niepokojącą i sentymentalną muzyką Mikołaja Trzaski). Przygraniczne miasto przecięte na pół ujściem rzeki to przestrzeń liminalna: miejsce między lepszym a gorszym życiem, między wodą a lądem. Przesuwające się przez kadr promy jedynie wzmagają dystans dzielący zagubionych bohaterów, a stapiające się z horyzontem morze potęguje samotność. Komunikacyjna impotencja ponownie staje na drodze dzieciom, rodzicom i małżonkom. Prędzej zobaczymy tu pożegnania niż pojednania. Nie wiem tylko, czy po seansie serialu ktokolwiek będzie chciał odwiedzić Świnoujście. 


Twórcy nie mają do zaoferowania więcej ponad posępnie dojmującą wizję świata – zamieszkałego jedynie przez gangsterów, drobnych dilerów, morderców z przypadku i ich niewinne ofiary. Do eskalacji przemocy prowadzą biblijne przywary: pycha, chciwość i niewierność. Mam z tym obrazem jeden problem – to opowieść na jedną nutę, tym mniej przekonująca, im bardziej mnożą się kolejne zbrodnie i nieszczęścia. Widzka bardzo szybko zdaje sobie sprawę, że bohaterom nie ma prawa przytrafić się jedna dobra rzecz, a postępującego mroku nie rozświetli niespodziewany zakręt fabuły czy rozładowujący atmosferę żart. A przecież trudno o tragizm niezbalansowany humorem czy groteską; wystarczy wyobrazić sobie "Fargo" pozbawione czarnego humoru. Skala smutku i przemocy dobiła w "Klangorze" do takiego ekstremum, że każdy kolejny wypadek tylko potęgował niezamierzone poczucie absurdu, dystansując mnie od stylizowanej na realistyczną akcji.

Ostatecznie serial bywa zbyt gęsty i ciężki, aby pozwolić sobie na pełne zanurzenie w fabule. To nie tytuł do zbindżowania – cotygodniowe premiery wyznaczają rozsądne tempo oglądania. Ktoś powie, że właśnie o taki odpychający brud przecież tu chodzi. Zgadzam się, ale trzeba też zręcznej modulacji tonu, żeby obraz tego, jak banalnie rodzi się zło, zmroził do kości.
1 10
Moja ocena serialu:
6
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
Recenzja Klangor
W opiniach na temat "Klangoru" raz za razem powraca porównanie do skandynawskich kryminałów. Zupełnie,... czytaj więcej