Recenzja filmu Dzika grusza (2018)
Nuri Bilge Ceylan

Grusza i gruszka

Zamiast "Wiśniowego sadu" Czechowa Ceylan oferuje wczasy pod rosnącą na ojcowiźnie gruszą. Nie liczcie jednak, że czeka tam Was chwila beztroskiego wypoczynku.
Filmweb sp. z o.o.
W filmie Nuriego Bilge Ceylana niedaleko pada gruszka od gruszy. "The Wild Pear Tree" to kreślony z cierpliwością portret świeżo upieczonego absolwenta pedagogiki, który wraca do rodzinnego Çan w północno-zachodniej Turcji. Początkowo Sinan (Aydin Dogu Demirkol) utwierdza się w przekonaniu, że jego bliscy - szczególnie ojciec, trwoniący zarobki na zakładach bukmacherskich - zasługują tylko na politowanie i nacechowane wyższością gesty. Chłopak pozuje na kogoś, kto przewyższa obyciem i inteligencją prowincjonalną społeczność, ale w miarę upływu czasu (odmierzanego zmianami pór roku) przekonuje się, że więcej go z ojcem łączy niż dzieli - co przynosi mu jednocześnie gorycz i ukojenie.

Punkt wyjścia przypomina "Cichą noc" Piotra Domalewskiego: Sinan wraca na stare śmieci jako obywatel dużego miasta, któremu obce są lokalne sprawy i problemy. Mikrokosmos Çan wciąga go i nie puszcza, na wierzch wychodzą tajone urazy, a sytuacja rodzinna stopniowo się komplikuje. Ceylan nie dba jednak o to, by ulepić z "The Wild Pear Tree"pełnokrwisty dramat. Wystarcza mu filmowanie bardzo długich rozmów (dyskusja spacerujących po wiosce trzech kumpli o Koranie zajmuje u niego kilkanaście minut) oraz przemycanie w dialogach szczegółów o bohaterach i ich poglądach, które dopiero w kolejnych scenach nabierają odpowiedniej wagi. 

Mistrzem ironii i sarkazmu jest w filmie sam Sinan - wiecznie przygaszony i wycofany, a jednocześnie nieprzeciętnie złośliwy, zdeterminowany, by wygrać każdą słowną utarczkę. Kiedy swoim pasywno-agresywnym tonem doprowadza do szału świeżo poznanego, poczytnego pisarza, nie mamy wątpliwości, że w bohaterze siedzą niemałe pokłady agresji i niechęci do samego siebie. Jeśli Sinan czegoś w życiu chce, to właśnie tego, by zostać pisarzem. Zanosi manuskrypt swojej powieści do burmistrza Çan i lokalnego "bibliofila" (który z dumą pokazuje mu całe dwie półki książek w swoim biurze), ale mimo deklarowanego przez nich zainteresowania, nie udaje mu się zdobyć funduszy na publikację. Sinan, podobnie jak jego rodzina i przyjaciele, pogrążony jest w marazmie i łagodnej melancholii.

"The Wild Pear Tree" kojarzy się najbardziej z poprzednim filmem Ceylana, czyli nagrodzonym Złotą Palmą "Zimowym snem". W obu bohaterem jest nieprzyjemny, pełen pychy mężczyzna i oba mają pokazać przede wszystkim kunszt scenariopisarski reżysera. Nazywany często "tureckim Czechowem", Ceylan wziął chyba te słowa na poważnie i już po raz drugi zanurza nas w ponad trzygodzinnej opowieści o ludzkich słabościach i pielęgnowanej w samotności mizantropii, której główną wartością ma być serwowany przezeń szerokim gestem dialog. Choć scenariusz filmu wydaje się subtelniejszy od bardziej otwarcie autobiograficznego „Zimowego snu”, jednostajny rytm rozmów zamienia potencjalnie intensywne wymiany zdań w niemal stoickie medytacje. Paradoksalnie zatem to wówczas, kiedy bohaterowie nie rozmawiają, ujawnia się siła kina Ceylana.

Większość akcji dzieje się na jesieni, która nasyca obraz soczystym złotem, czerwienią i brązem. W odróżnieniu od poprzednich filmów, rozległe krajobrazy nie kryją w sobie żadnych tajemnic i punktują tylko zmianę scenerii kolejnych sekwencji. Jeśli ktoś tęskni za obłędną atmosferą wybitnego "Pewnego razu w Anatolii", najbardziej nieoczywistego "kryminału metafizycznego" ostatniej dekady, to odnajdzie ją być może w kilku momentach "The Wild Pear Tree". Ceylan jak zwykle w wyjątkowy sposób inscenizuje sceny toczące się w ciemności: kiedy w domu Sinana brakuje prądu, bohaterowie przemierzają korytarze ze świeczkami, klucząc po omacku z drżącym źródłem światła w ręce, jakby pożerani przez otaczającą ich czerń. Korzysta też sporadycznie z materii snów, które są u niego nieodróżnialne od rzeczywistości i wyrażają lęki związane z przemocą, samobójstwem i gniciem.

Rozkochany w Bressonie, Ozu i Tarkowskim, Ceylan celuje od kilku lat w podobnie ascetyczny i totalny model kina - próbuje zawrzeć w pojedynczej opowieści jak najmniej, aby powiedzieć jak najwięcej. Fabularny minimalizm "The Wild Pear Treejest jednak zwodniczy. Kiedy ojciec i syn odbywają w końcu pierwszą zwyczajną rozmowę, film okazuje się niebagatelną wizją relacji między kilkoma pokoleniami mężczyzn oraz rozprawą o ojcowskim długu - tym, który zaciągnęliśmy i tym, który przyjdzie nam po nich spłacić. Zamiast "Wiśniowego sadu" Czechowa Ceylan oferuje więc wczasy pod rosnącą na ojcowiźnie gruszą. Nie liczcie jednak, że czeka tam Was chwila beztroskiego wypoczynku.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 85% uznało tę recenzję za pomocną (13 głosów).
Sebastian Smoliński
ocenia ten film na:
1 10 7/10 dobry