Recenzja filmu Człowiek bez pamięci (2015)
Shin-yeon Won

Memento mori

Łatwo zarzucić opisywanemu tytułowi scenariuszową indolencję, lecz rachunek zysku i straty po przekalkulowaniu wychodzi na korzyść Won Shin-yeona. Podporządkowanie fabularnej zwartości dynamice ...
Filmweb sp. z o.o.
O specyfice południowokoreańskiego kina z pogranicza thrillera nawet nie ma co się specjalnie rozpisywać, bo chyba żadne słowa nie oddadzą owej atmosfery, do przyswojenia której niezbędne będzie zawieszenie niewiary. No i choćby delikatne zmrużenie oka – tego wewnętrznego, odpowiedzialnego za logiczne myślenie i skądinąd racjonalny wymóg, żeby fabuła utkana była zgodnie z prawidłami ciągu przyczynowo-skutkowego. Są to, rzecz jasna, uogólnienia, bo sensacje z tamtejszym rodowodem bywają też konwencjonalne, "zwesternizowane", lecz najciekawiej wypadają filmy kontrastowe do dreszczowca w wydaniu zachodnim, żeby nie powiedzieć – egzotyczne na poziomie fabularnym. Do takowych należy cokolwiek nieprzewidywalny, i doprawiony szczyptą tego charakterystycznego dla azjatyckiego thrillera nihilizmu, "Człowiek bez pamięci".


Bo przecież mowa o filmie o emerytowanym seryjnym mordercy cierpiącym na postępującego Alzheimera, napisanym z rozmachem, choć nie zawsze z polotem, grubą krechą i z mocnymi zawijasami, miksującym telenowelową zadumę z natłokiem fabularnych wolt. Byung Soo (postarzony i ucharakteryzowany Sol Kyung-gu) nie zabija od niemalże dwóch dekad, zresztą nawet gdy jeszcze parał się dawnym fachem, na ofiary wybierał starannie tych, których uznał za obywateli życia niegodnych. Ale zanim podniosą się podobne głosy, uprzedzam: Byung Soo nie ma ani trochę uroku Dextera Morgana, to sterany życiem, neurotyczny i skądinąd lękliwy senior o trzęsących się dłoniach i zanikach pamięci. Mordować przestał, bo po prostu nie dawał już rady, a pustkę po kompulsywnym hobby wypełnia mu córka Kim Eun-Hee (w tej roli piosenkarka Seol-hyun). Któregoś dnia jednak – kiedy po niegroźnej samochodowej stłuczce identyfikuje drugiego kierowcę jako potencjalnego mordercę dziewcząt (kreskówkowo demoniczny Kim Nam-gil), który zagrażać może i jego dziecku – jego instynkt łowcy odżywa.


Czy aby słusznie? Może to tylko rojenia chorego umysłu? Ze sceny na scenę narracja prowadzona przez Byung Soo robi się coraz bardziej niewiarygodna i pogmatwana, a ta swoista gonitwa kota za myszą (kto jest tutaj kim?) może okazać się jedynie próbą pochwycenia swojego ogona. Jako że fakty nieustannie przenikają się z fikcją, mężczyzna ostatecznie zaczyna podejrzewać o brutalne zabójstwa samego siebie. Szkoda, że reżyser Won Shin-yeon może zbyt szybko porzuca podobne niuanse i uparcie dąży do maksymalnej eskalacji napięcia, raz po raz serwując zaskakujące wywrotki i miejscami umyślnie zaprzedając fabularną spójność karuzeli atrakcji. Ale "Człowiek bez pamięci" opowiedziany jest z tak bezczelną brawurą, że uchodzi mu to na sucho. Choć trudno nie mieć zastrzeżeń co do poszczególnych decyzji reżysera – szczególnie jego zamiłowania do mnożenia kulminacji, objawiającego się tym częściej, im bliżej do ostatnich minut – samo doświadczenie filmowe jest satysfakcjonujące. Spotkanie z domniemanym mordercą jest dla Byung Soo odskocznią do niejako ożywczej konfrontacji z samym sobą. Mężczyzna rozpaczliwie stara się zachować resztki pamięci, rejestruje na dyktafonie to, co mu się przytrafia, choć zdarzają mu się napady tak ostre, że nie rozpoznaje twarzy. Dlatego też nie potrafi skojarzyć, kim jest miejscowy gliniarz Tae Joo, który zaczyna umawiać się z jego córką... Może trochę zbyt łatwo zostajemy wyciągnięci z tego labiryntu niepamięci i popycha się nas ku prostemu korytarzowi prowadzącemu do kakofonicznego finału, kiedy to "Człowiek bez pamięci" zbliża się strukturalnie do świetnego, również południowokoreańskiego, "Ujrzałem diabła". Z zastrzeżeniem, że nie udaje mu się tamtemu filmowi dorównać.

Łatwo zarzucić opisywanemu tytułowi scenariuszową indolencję, lecz rachunek zysku i straty po przekalkulowaniu wychodzi na korzyść Won Shin-yeona. Podporządkowanie fabularnej zwartości dynamice opowiadania i karkołomnym fikołkom ostatecznie się opłaciło, choć niefrasobliwa nieszablonowość będzie łatwa do przetrawienia przez oko, lecz już niekoniecznie przez mózg. 
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 75% uznało tę recenzję za pomocną (16 głosów).
Bartosz Czartoryski
ocenia ten film na:
1 10 7/10 dobry