Recenzja filmu Noe: Wybrany przez Boga (2014)
Darren Aronofsky
Marek Robaczewski

Po bożemu

Aronofsky bawi się biblijną kosmogonią, do budowy Arki i walki z barbarzyńcami wykorzystuje animowanych w komputerze i poklatkowo kamiennych Strażników. A jednak ten zamaszysty koncept nastręcza ...
Filmweb sp. z o.o.
Producenci i dystrybutorzy skroili zwiastuny "Noego" pod wrażliwość kółek różańcowych, ale nie lękajcie się – nic, co boskie nie jest nam obce: kamienne giganty, płonące anioły i ogniste miecze to najmocniejsza strona filmu Darrena Aronofsky'ego i pozostaje żałować, że twórcy skąpią im czasu ekranowego. Pulpowa, przejaskrawiona stylistycznie opowieść o potomku Seta byłaby o wiele lepszym filmem niż konserwatywne widowisko przebrane w szatki wielkiej reinterpretacji mitu.

photo.title

Twórca "Zapaśnika" otwiera swój film brykiem z Księgi Rodzaju, który kojarzy się nieodparcie z czołówkami nowoprzygodowych szlagierów. Jeśli ktoś spał na lekcjach i w kościele, dowie się o bratobójstwie Kaina, waśni jego potomków z prawnukami Seta oraz o wielkim potopie przewidzianym przez Noego (Russell Crowe) – ostatniego sprawiedliwego, który bierze na siebie ciężar budowy azylu dla "wszelkiego zwierza podług rodzaju swego". Połączenie surowego biblijnego eposu z apokryfami oraz elementami fantasy ma swoje źródła w komiksie autorstwa reżysera, który stał się podstawą scenariusza. Jej emocjonalnym rdzeniem są wątki poświęcone rodzinie bohatera – jego żonie Naameh (Jennifer Connelly), synom Chamowi (Logan Lerman), Semowi (Douglas Booth) i Jafetowi oraz przybranej córce, Ili (Emma Watson). Wszyscy orbitują wokół Noego anno Domini 2014, który ma mięśnie jak arbuzy, chlasta nożem trzech napastników jednocześnie, a w wolnych chwilach wyprawia się z misją szpiegowską do pobliskiej osady, by na własne oczy przekonać się, że potop będzie zbawieniem dla ludzkości.

Centralne pytanie wydaje się ciekawe i przekorne: a co, gdyby dzieje Noego były alegorią religijnego fanatyzmu? (Co zresztą zasugerowane jest w Koranie, gdzie żona Noego, Waila, odmawia wejścia na Arkę i stara się dowieść obłędu męża). Ten intrygujący trop rozpoczyna się bodaj najlepszą sceną w filmie, gdy kamera zastyga na skupionej twarzy bohatera, a spoza kadru docierają głosy umierających ludzi. I przez chwilę wybrzmiewa, gdy Noe domaga się odpowiedzi i wskazówek od okrutnego, starotestamentowego Boga. Koniec końców reżyserska obietnica musi pozostać bez pokrycia – nikt w Hollywood nie wyda 130 milionów dolarów na film, w którym dogmaty chrześcijaństwa wywraca się na lewą stronę. Konkluzja, że kwestionowanie wyroków Najwyższego definiuje człowieczeństwo, nie jest niczym obrazoburczym – w końcu wolna wola i cała miłość do bliźnich zasiana w sercu bohatera też są sprawką Stwórcy.

photo.title

Rąbiący i wątpiący Noe wypada świetnie dzięki dobrej roli Russella Crowe'a – gwiazdor nadaje odpowiednią barwę nieudolnie stylizowanemu językowi, potrafi zamienić w perełki obowiązkowe sceny "wielkich improwizacji" i bez wysiłku uwiarygadnia prowadzącego wewnętrzną bitwę bohatera. Niestety, na jego tle fatalnie wypada reszta obsady – osuwający się w koleiny autoparodii Anthony Hopkins, nadekspresyjna Connelly, nienaturalna Watson i obnoszący groźne miny Ray Winstone.

Aronofsky bawi się biblijną kosmogonią, do budowy Arki i walki z barbarzyńcami wykorzystuje animowanych w komputerze i poklatkowo kamiennych Strażników. A jednak ten zamaszysty koncept nastręcza nie tylko problemów fabularnych, ale i estetycznych. Abstrahując już od faktu, że trudno ustalić, na co właściwie wydano te 130 milionów (Cyfrowo podrasowane islandzkie plenery? Parominutowa scena powodzi? Wizyjne retrospekcje i animowany wąż zrzucający skórę?), problemem jest sama konwencja. "Noe" mógł być kameralnym dramatem o psychomachii tytułowego bohatera. Miałby też rację bytu jako rozbuchane kino fantasy, zderzające pierwotne podanie z superbohaterskim mitem popkultury. Aronofsky zatrzymuje się jednak w pół kroku. Panu Bogu świeczkę, a diabłu ogarek? Zasada dobra w dyplomacji, w sztuce niestety sprawdza się rzadko.  


Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 43% uznało tę recenzję za pomocną (598 głosów).
Michał Walkiewicz
ocenia ten film na:
1 10 4/10 ujdzie

przeczytaj również recenzje użytkowników (8)

zobacz wszystkie