Historia, która, wydawałoby się, nie ma szans porwać tłumów ze względu na swą zwyczajność i prowincjonalny charakter, jest prawdziwym inspiracyjnym tsunami.
Niemal każdy rok przynosi hollywoodzką produkcję opowiadającą o legendarnym wokaliście lub grupie muzycznej – w kończącym się właśnie 2025 roku było to "Springsteen: Ocal mnie od nicości", w poprzednim sezonie nominacje do nagród zdobywał "Kompletnie nieznany" i tak dalej. Do filmowych biografii wielkich muzyków jesteśmy przyzwyczajeni, ale historie tzw. tribute bandów, czyli grup wykonujących utwory innych znanych wokalistów, to w kinie raczej rzadkość. O jednym z takich zespołów opowiada "Song Sung Blue" Craiga Brewera.
Bohaterem najnowszego filmu twórcy "Nazywam się Dolemite" jest nie najmłodszy, ale wciąż aspirujący muzyk o zabawnym nazwisku, Mike Sardina (Hugh Jackman), były żołnierz, mechanik i niepijący alkoholik. Poznajemy go w dniu jego 20. "trzeźwych urodzin", kiedy po spotkaniu grupy AA pędzi do Wisconsin State Fair, gdzie ma do wykonania kolejną chałturę. Ale zamiast udawać na scenie pochodzącego z Hawajów Dona Ho, postanawia rzucić tę robotę i spróbować sił jako Lightning, wymyślone przez siebie sceniczne alter ego. Do tego jednak nigdy nie dochodzi – zanim Mike odmówi wykonania wspomnianej chałtury, zdąży poznać urodziwą i utalentowaną Claire (Kate Hudson), z którą szybko nawiązuje nić porozumienia. To właśnie ona staje się drugą połową Lightning & Thunder, duetu wykonującego największe przeboje Neila Diamonda – muzyka, którego wielbi Mike Sardina.
Wszystko w historii tej grupy jest definicją sławy w skali mikro – Lightning & Thunder stają się popularną formacją, ale tylko w okręgu Milwaukee; ich występy porywają publiczność, tyle że w niewielkich lokalach. Trzeba jednak przyznać, że Brewer pokazuje to tak, jakby nie były to miejscowe domy kultury, tylko największe sceny koncertowe – Lightning & Thunder błyszczą najjaśniejszym blaskiem, a ich wykonania największych hitów Neila Diamonda brzmią naprawdę pięknie. "I am an entertainer" – mówi Mike w rozmowie z Claire i jest to najlepsza definicja tego bohatera; nie chce być gwiazdą ani występować na największych scenach, chce po zakończonym występie mieć poczucie, że publiczność dobrze się na nim bawiła. I dokładnie to czuje zarówno widownia w scenach z filmu Brewera, jak i widzowie podczas seansu. Hugh Jackman doskonale wie, jak zrobić show – był już "Królem rozrywki", teraz stał się królem skromnych scen stanu Wisconsin, a w każdej z tych ról potwierdza nie tylko talent wokalny, ale i aktorski magnetyzm.
Prawdziwym – nomen omen – diamentem w "Song Sung Blue" jest Kate Hudson. Po wielu raczej chudych latach kariery blondwłosa gwiazda powraca w wielkim stylu (właśnie zdobyła nominację do Złotego Globu), a u Brewera naprawdę ma sporo do zagrania. Jej Claire zostaje wystawiona na potężną próbę (w wyniku wypadku traci część nogi), z której wychodzi zwycięsko tylko dzięki miłości rodziny. Tragedia przychodzi w najgorszym możliwym momencie – gdy niesieni sławą wynikającą z niespodziewanego występu z jednym ze wschodzących gwiazdorów grunge’u (pamiętajmy, że jest połowa lat 90.; sami sprawdźcie, o którego grunge’owca chodzi!) Lightning & Thunder mają grać duże koncerty na wyprzedanych salach. Zanim dochodzi do wypadku, Claire czuje, że jej trudne do tej pory życie – rozwód, opieka nad dwójką dzieci, praca niedająca satysfakcji – wreszcie zaczyna rozdawać jej dobre karty. Nic bardziej mylnego – w najmniej spodziewanym momencie przychodzi prawdziwy test charakteru.
Historia, która, wydawałoby się, nie ma szans porwać tłumów ze względu na swą zwyczajność i prowincjonalny charakter, jest prawdziwym inspiracyjnym tsunami. "Song Sung Blue" na papierze wydaje się niepozorny, ale dzięki wspaniałym kreacjom aktorskim – także na drugim planie, gdzie błyszczą m.in. Jim Belushi w roli menedżera grupy i Ella Anderson jako córka Claire – i potężnej mocy pozytywnego przekazu, film Craiga Brewera może okazać się jednym z niespodziewanych konkurentów w walce o nominacje w trakcie sezonu nagród. I nie miałbym nic przeciwko, gdyby "Song Sung Blue" zgarnęło kilka statuetek.