Recenzja filmu To właśnie życie (2018)
Dan Fogelman

Tacy jesteśmy wtórni

Od czasu do czasu zdarzają się w filmie sceny, które naprawdę wzruszają lub śmieszą. Oscar Isaac doskonale odegrał zakochanego do szaleństwa mężczyznę. Antonio Banderas ma mocny monolog, w którym ...
Filmweb sp. z o.o.
"Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki" – rzekł dawno temu Heraklit z Efezu. Reżyser "To właśnie życie" najwyraźniej postanowił pokazać, że w świecie kina ta zasada nie obowiązuje. Film Dana Fogelmana jest bowiem kopią jego wielkiego przeboju telewizyjnego, czyli "Tacy jesteśmy". Niestety, mimo wielu zbieżności z serialem "To właśnie życie" jest tylko jego pokraczną imitacją, która razi naiwnością, prymitywnym graniem na emocjach oraz eksploatacją wzorców muzycznych obecnych w niezależnym kinie amerykańskim od 30 lat.

photo.title

"Tacy jesteśmy" jest historią kilku pokoleń rodziny Pearsonów. Opowieść prowadzona jest nielinearnie i ma wielu równorzędnych bohaterów. Każdy epizod rozpisany jest na wiele odcinków. To pozwala spojrzeć na wydarzenia z różnych perspektyw oraz zaprezentować gromadzenie się konsekwencji na przestrzeni dziesiątek lat. Tragedie i chwile radości, miłość i złość, wszystko to miesza się tu w niesamowicie skomplikowany wzór przywodzący buddyjską mandalę obrazującą ludzką egzystencję w jej wszystkich wzlotach i upadkach.

Podobnie jest w "To właśnie życie": oglądamy tu losy dwóch rodzin, które są ze sobą nierozerwalnie splecione. Dan Fogelman znowu prowadzi opowieść nielinearnie. Akcja nieustannie przeskakuje w przyszłość i przeszłość. Całość rozbita została na kilka rozdziałów mających własny zestaw bohaterów, a perspektywa jest płynna i ulega nieustannym zmianom. Widzimy przypadkowe – raz piękne, innym razem bolesne – chwile w życiu bohaterów, które będą miały swoje konsekwencje wiele lat później, często dotykając innych ludzi. 

photo.title   photo.title   photo.title

Realizując film, Fogelman pozostał wierny temu wszystkiemu, co zapewniło sukces serialowi "Tacy jesteśmy". Mimo to film rozczarowuje na całej linii. Dlaczego? Wydaje się, że odpowiedź kryje się w presji czasu. "Tacy jesteśmy" doczekał się trzech sezonów po 18 niemal godzinnych odcinków. Tymczasem "To właśnie życie" trwa niecałe 120 minut. Ograniczona przestrzeń czasowa sprawia, że poszczególne wątki ulegają nadmiernej kompresji. To zaś pociąga za sobą uproszczenia i zanik wyjątkowości bohaterów. Łańcuch zdarzeń, który ma wzbudzać w widzach refleksję nad niezbadanymi ścieżkami ludzkich losów, okazuje się powtarzanymi w kółko banałami godnymi domorosłych filozofów, którzy sami w życiu niewiele doświadczyli. Wzruszające sceny drażnią infantylizacją ludzkich tragedii i traktowaniem wszystkiego jako narzędzia do spinania wątków oddzielonych przez czas i przestrzeń. Sceny wielkiej miłości są przesłodzone do tego stopnia, że tracą swój piękny, pełen wrażliwości i delikatności charakter.

Od czasu do czasu zdarzają się jednak w filmie sceny, które naprawdę wzruszają lub śmieszą. Oscar Isaac doskonale odegrał zakochanego do szaleństwa mężczyznę. Antonio Banderas ma mocny monolog, w którym opowiada historię życia swojego bohatera. Kilka scen chwyta za serce, jak choćby ta, kiedy dziadek i wnuczka nie mogą wyrazić tego, co naprawdę czują. W tych wszystkich momentach widać, że Fogelman nie zatracił umiejętności tworzenia pięknych i skomplikowanych wzorów życia pełnych delikatności, empatii i życiowej mądrości. Niestety film nie zatrzymuje się na nich, brakuje w nim miejsca na refleksję, a widzowie pozbawieni zostają możliwości zachwycania się chwilami cudów. To, co w zamyśle miało radować serce, ulatnia się, pozostawiając po sobie pustkę niespełnionych nadziei. Jeśli więc ktoś chciałby w pełni docenić umiejętności Fogelmana, zamiast po imitację powinien sięgnąć po oryginał.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 63% uznało tę recenzję za pomocną (8 głosów).
Marcin Pietrzyk
ocenia ten film na:
1 10 5/10 średni