Recenzja filmu Trzy kroki od siebie (2019)
Justin Baldoni

Tylko dla bardzo sentymentalnych nastolatków

Powstał nieznośnie czułostkowy film, działający jak mocno wykalkulowana maszynka do fabrykowania tanich wzruszeń. Fabuła rozwija się jak po sznurku, przechodząc przez wszystkie punkty zwrotne, ...
Filmweb sp. z o.o.
Melodramat, jak powszechnie wiadomo, to gatunek o niedolach miłowania. Nie ma melodramatu bez przeszkody stojącej na drodze ukochanych. "Trzy kroki od siebieto kolejny po "Gwiazd naszych wina" melodramat z nastolatkami w roli głównej, gdzie przeszkodą na drodze miłosnego spełnienia jest choroba. Tu konkretnie mukowiscydoza.

photo.title   photo.title

Stella i Will poznają się w szpitalu. Oboje cierpią na tę samą przewlekłą chorobę, która nie pozwala się im zbliżać do siebie na mniej niż półtora metra. Chłopak i dziewczyna walczą o życie. Ona czeka na przeszczep płuc, on na wyniki eksperymentalnej terapii.

Wszelkie obawy, jakie można by żywić wobec historii o takim punkcie wyjścia, niestety się sprawdzają. Powstał nieznośnie czułostkowy film, działający jak mocno wykalkulowana maszynka do fabrykowania tanich wzruszeń. Fabuła rozwija się jak po sznurku, przechodząc przez wszystkie punkty zwrotne, przez jakie zgodnie z podręcznikami scenopisarstwa przejść powinna. Nic nas nie zaskakuje, nie wytrąca z oczekiwań. Nie ma ani jednej oryginalnie pomyślanej sceny. W dialogach brakuje nerwu, dowcipu, autentyczności. Ani scenarzyści, ani reżyser nie wysilili się – w efekcie wyszedł film, który nawet w swoim gatunku jest przede wszystkim boleśnie nijaki. 

photo.title   photo.title

W dodatku stężenie sentymentalizmu narasta z każdą minutą, aż na końcu staje się zupełnie nie do zniesienia dla każdego, kto egzaltacje wieku nastoletniego ma już za sobą. Wybrane do filmu piosenki są nieznośne na czysto fizycznym poziomie. Może dałoby się jakoś ścierpieć seans, gdyby odtwarzający główne role nastoletni aktorzy wnieśli na ekran autentyczną charyzmę. Gdyby widać było między nimi chemię. Niestety, nie uświadczymy ani jednego, ani drugiego. Cole Sprouse zupełnie nie sprawdza się w roli Willa, patrząc na niego, nie czujemy dramatycznych stawek, jakie stoją przed bohaterem. Trochę lepiej wypada Haley Lu Richardson jako Stella –najbardziej przekonująca jest jednak wtedy, gdy występuje na ekranie sama, nie w duecie ze Sprouse'em. W melodramacie powinno być chyba jednak odwrotnie.
Jak to kino amerykańskie z takim budżetem, film trzyma pewien poziom, jeśli chodzi o parametry produkcji. Na gwiazdki, jakie przyznałem "Trzem krokom" zapracował głównie profesjonalizm pionu operatorskiego, dźwiękowego, montażu. 

Doceniam też dobrą robotę, jaką film robi dla społecznej świadomości problemów ludzi cierpiących na mukowiscydozę. Podobnie jak konkluzje, do jakich w finale widzowie dochodzą razem ze Stellą. Niestety, nie da się ukryć, że jakkolwiek słuszne by one były, prawie dwie godziny, jakie twórcom zajęło dojście do nich w kinie, to filmowa droga przez mękę.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 21% uznało tę recenzję za pomocną (29 głosów).
Jakub Majmurek
ocenia ten film na:
1 10 3/10 słaby