Recenzja filmu Z pianą na ustach (2017)
Janis Nords

Wściekłe psy

Kino Nordsa dokumentuje w makroskali niejednoznaczność i kompleksowość ludzkiej natury, balansując na jej skrajnościach. Intensywna "szarość" jego bohaterów raz mieni się czernią, a raz bielą – ...
Filmweb sp. z o.o.
Kino krajów nadbałtyckich (z wyłączeniem Skandynawii i Rosji) wciąż pozostaje w Polsce stosunkowo nieznane, a poza kilkoma chlubnymi wyjątkami (z "Mandarynkami" oraz twórczością Sharunasa Bartasa na czele), nieczęsto trafia nawet do ograniczonej dystrybucji. Premiera "Z pianą na ustach", koprodukcji litewsko-łotewsko-polskiej, to świetna okazja, by zasmakować tej kinematografii – bliskiej, a zarazem tak nieznanej.

Nowy film reżysera "Mamo, kocham Cię", piąty w dorobku 36-letniego Janisa Nordsa, to dramat psychologiczny przefiltrowany przez konwencję kina grozy: mroczna, baśniowa aura "Pokotu" zlewa się na łotewskiej prowincji z poczuciem nieuchronnego fatalizmu spod znaku "Durnia" Yuriya Bykova. Łotysz nie próbuje jednak moralizować ani oceniać. Każdy z jego bohaterów jest zagubiony i na swój sposób ułomny – a przez to bardzo ludzki.

Didzis jest dziś trenerem psów policyjnych; kiedyś, prawdopodobnie przed wypadkiem, w którym stracił nogę, był policjantem na czynnej służbie. Jego żona, Jana, pracuje jako fizjoterapeutka w lokalnym gimnazjum sportowym, gdzie uczy się i trenuje 17-letni Roberts, zawodowy pływak, z którym kobieta nawiązuje romans. Ten groteskowy trójkąt miłosny, który szybko przestaje być tajemnicą, stawia bohaterów pod ścianą i wymusza podjęcie szeregu decyzji – choć sami zdają się nie do końca wiedzieć, czego właściwie chcą.

Psychologiczne portrety bohaterów są bardzo precyzyjne, ale kreślone subtelnie, z dużą dozą empatii. W opozycji do tej "miękkiej" psychologii stoją chłodne, wyostrzone zdjęcia, wizualny rym do zewnętrznych uwarunkowań, z którymi muszą zmierzyć się bohaterowie. Nords pozwala wybrzmieć wszystkim tłumionym emocjom, ale zarówno reżyserowi, jak i bohaterom daleko do egzaltacji. Każda z postaci zamyka się w świecie własnych ograniczeń i niedoskonałości – jest definiowana nie przez to, co ma, ale przez to, za czym tęskni. Manifestujący się brak – fizyczna ułomność (kalectwo), emocjonalna pustka (butwiejące uczucie wobec męża) czy też zbyt ciasny gorset narzucanych norm (ograniczająca wolność relacja z konserwatywną matką) uruchamiają w bohaterach emocje i działania, którym nie potrafią się ani przeciwstawić, ani z nich wyzwolić. To uwikłanie w siatkę sprzecznych uczuć zarówno wobec siebie samych, jak i wobec innych, tworzy pajęczynę emocji, która subtelnie drga z każdym okruchem ekranowej akcji.

Reżyser nie sili się na uniwersalizm ani nie udaje, że opowiada wielką historię, a kameralny charakter zdecydowanie działa na korzyść opowieści. Wiele kwestii pozostaje niedopowiedzianych (co tak naprawdę przydarzyło się Didziasowi? Jak długo trwa znajomość Jany i Robertsona? Jak wyglądało małżeństwo Jany i Didziasa przed wypadkiem?), ale status quo właściwie nie jest istotny: liczy się tylko działanie i jego skutek. Akcja zamyka się w zaledwie 2-3 dniach i pozbawiona jest jakiegokolwiek dodatkowego komentarza spoza kadru – widzowie mogą tylko obserwować, wewnętrzny świat uczuć bohaterów pozostaje przed nimi zamknięty. Ta epizodyczność i bezpośredniość sprawiają wrażenie, jakby kamera tylko na moment zatrzymała się wśród bohaterów, by za chwilę poszybować dalej i opowiedzieć inną historię, równie uwikłaną emocjonalnie.

Kino Nordsa dokumentuje w makroskali niejednoznaczność i kompleksowość ludzkiej natury, balansując na jej skrajnościach. Intensywna "szarość" jego bohaterów raz mieni się czernią, a raz bielą – ale zawsze reprezentuje to, co pośrodku, szarego człowieka, zagubionego w rzeczywistości. Zdjęcia subtelnie odzwierciedlają tę grę napięć wewnątrz ludzkiej natury: świeża krew na śniegu, gorący oddech wypuszczony w mroźne powietrze, niespokojne psy skaczące na tle uśpionego lasu – świat pełen jest sprzeczności, których na co dzień nie dostrzegamy.

Paralelę do świata ludzkich dylematów i emocji stanowią losy 3 owczarków, trenowanych przez Didziasa, które zarażają się panującą w lesie wścieklizną. Kipiące od instynktów, z pianą na ustach, kończą w oczywisty sposób. Przekaz nie napawa więc optymizmem, ale reżyser pozostawia ludziom wentyl nadziei – zawiesza paralelę i proponuje otwarte zakończenie, przekazując widzom przywilej decydowania o swoich bohaterach.

W powstaniu filmu mieli swój udział także polscy twórcy: charakteryzatorka Agnieszka Hodowana, montażystka Agnieszka Glińska i kompozytor Mikołaj Trzaska (autor pulsującej, mrocznej muzyki). Za efekty komputerowe odpowiada Studio Produkcyjne Orka, a koproducentem jest firma Madens. Film otrzymał również dofinansowanie PISF. 

Piąty film w dorobku Nordsa posiada w sobie nurtującą chropowatość kina skandynawskiego i cierpki fatalizm świata znany z filmów współczesnych reżyserów rosyjskich. Produkcja została nagrodzona podczas 40. Festiwalu Filmowego w Moskwie specjalnym wyróżnieniem rosyjskich krytyków filmowych "za artystyczne podejście do problemów współczesności" – choć dylematy i emocje towarzyszące bohaterom są tak samo aktualne niezależnie od czasów.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 0% uznało tę recenzję za pomocną (1 głos).
Patrycja Calińska
ocenia ten film na:
1 10 7/10 dobry