Recenzja filmu

Ślepowidzenie (2014)
Eskil Vogt
Ellen Dorrit Petersen
Henrik Rafaelsen

Nieoczekiwane pożytki z niewiedzy

Gdy już uznamy "Blind" za prostą opowieść o samotności wśród czterech ścian, autor robi zwrot i zaczyna kluczyć, bawiąc się oczekiwaniami widzów.
W "Blind" nic nie jest takie, jakim się wydaje. Norweska produkcja przypomina bowiem układankę, którą reżyser – w chwili, gdy wydaje wam się, że macie już cały obrazek – wstrząsa, tworząc nową konfigurację i do której stale dołącza nowe elementy. Eskil Vogt prowadzi przemyślaną, dopracowaną grę z widzem zarówno na poziomie całej konstrukcji, jak i na poziomie poszczególnych scen. W rezultacie udało mu się przelać na ekran intrygującą i wielowymiarową wizję nie tylko na temat kwestii związanych z utratą wzroku.

Film rozpoczyna się skromnie. Poznajemy Ingrid (Ellen Dorrit Petersen), zamężną kobietę, która po utracie wzroku spędza czas w domu i coraz bardziej zamyka się w sobie. Po wstępnej narracji przeprowadzonej przez główną bohaterkę, następuje przedstawienie dwóch nowych  postaci, które wydają się jedynie odciągać uwagę od Ingrid. Gdy już uznamy "Blind" za prostą opowieść o samotności wśród czterech ścian, autor robi zwrot i zaczyna kluczyć, bawiąc się oczekiwaniami widzów.     

Temat samotności wciąż jest jednym z wiodących motywów w dalszej części filmu, ale w międzyczasie twórca stale poszerza warstwę znaczeniową (zahaczając między innymi o plastyczne przedstawienie działania wyobraźni) i stara się ukazać wszystkie aspekty problemu utraty wzroku. Używa najróżniejszych zabiegów (w tym również i komizmu), by pokazać, jak funkcjonuje Ingrid w swojej przestrzeni i jak działa jej umysł. Przy okazji Vogt popisuje się swoimi umiejętnościami zarówno jako reżyser, jak i autor scenariusza (wspomniani wcześniej dodatkowi bohaterowie okazują się później idealnie służyć głównemu wątkowi). 

To, co jednak ujęło mnie w "Blind" najbardziej, to postać Ingrid. Doskonale poprowadzona i przedstawiona bohaterka obdarzona została przez Vogta interesującą osobowością. Obserwujemy różne strony jej charakteru. – widzimy, jak pogrąża się w apatii i jak (zaraz potem) ukazuje swoje poczucie humoru i skłonność do złośliwostek. Poznajemy jej relację z mężem; jej refleksje, lęki i nadzieje, przy czym na uznanie zasługują często bardzo subtelne manewry, jakie reżyser wykonuje, by te uczucia ukazać (szczegółów wolę nie zdradzać, by nie psuć seansu). Na pochwałę oczywiście zasługuje również Ellen Dorrit Petersen, która bardzo naturalnie ukazuje wszystkie aspekty postaci. 

Choć pierwsze sceny nie zapowiadają jeszcze późniejszej "Vogta zabawy formą", to jednak wpisują się w ogólną koncepcję reżysera. Autor stopniowo przechodzi od dramatu do groteski; stale zwiększa ilość fabularnych zawijasów i poszerza portret psychologiczny głównej bohaterki. Parę niuansów dotyczących Ingrid może umknąć naszej uwadze, ale to w niczym nie przeszkadza – film jest na tyle dobry, że zasługuje przynajmniej na jeszcze jeden seans. 
1 10
Moja ocena:
9
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
80% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (10 głosów).
Udostępnij:
Reżyser świetnie portretuje granice świata Ingrid. Nie stroni od mechanicznych, dosłownych chwytów: kamery umieszczonej tuż za głową niewidomej czy nieuniknionego (?) ... więcej
zdaniem społeczności pomocna w: 85%