Recenzja filmu

Capote (2005)
Bennett Miller
Philip Seymour Hoffman
Catherine Keener

Portret ambiwalentny

Biografia to jeden z najbardziej konwencjonalnych i wyeksploatowanych gatunków filmowych. Powiedzenie czegoś w sposób zajmujący i odkrywczy w tej materii wydaje się więc mało prawdopodobne. ...
Biografia to jeden z najbardziej konwencjonalnych i wyeksploatowanych gatunków filmowych. Powiedzenie czegoś w sposób zajmujący i odkrywczy w tej materii wydaje się więc mało prawdopodobne. Dlatego dzieło tak ambiwalentne w swej wymowie i nieszablonowe w swej formie jak "Capote" zdecydowanie zasługuje na uchylenie kapelusza w ramach wyrazu szacunku.
Film opisuje pracę tytułowego bohatera, Trumana Capotego nad jego książką pt. "Z zimną krwią". Był to jeden z utworów, który zrewolucjonizował twórczość non-fiction w amerykańskiej literaturze i jednocześnie najgłośniejsze dzieło tego pisarza. Opowiada ona o śledztwie i procesie związanym z brutalnym morderstwem rodziny farmerów w Kansas w 1959 roku. Pisarz chcąc wiernie opisać całe zdarzenie postanawia zaprzyjaźnić się ze złapanymi mordercami.
Dzieło Bennetta Millera imponuje pod względem opowiadanej historii. Zamiast stworzyć konwencjonalną biografię opowiadającą cały życiorys Capotego, reżyser decyduje się na zamknięcie fabuły w paru latach, które przeznaczył na pracę nad ostatnią książką. To jednak wystarcza by oddać esencję jego osobowości i twórczości jednocześnie nie rozwlekając niepotrzebnie całości.
"Capote" to nie tylko opowieść o tytułowym bohaterze, ale i o idei, którą jego sztuka reprezentowała. O poszukiwaniu szczerości, wrażliwości i zrozumienia we własnej twórczości. O znalezieniu sposobu na wyrażenie siebie i zaspokojenie chorobliwej ambicji. Kto czytał dzieła twórcy "Śniadania u Tiffany'ego", ten wie, jak imponującym warsztatem literackim operował. Jego język, pełen subtelnej metaforyki i bezpretensjonalnego piękna, stawiał go w czołówce największych stylistów literatury anglojęzycznej obok takich tuzów jak Vladimir Nabokov czy James Joyce. Zaczął pisać w wieku siedmiu lat z jednym celem – by zostać wielkim artystą.
Pisarz udaje się w pogoń za realizacją własnej ambicji, często dyktowanej wsobnym egotyzmem i potrzebą zaimponowania światkowi literacko-artystycznemu, która ściąga Capotego ze ścieżki rozsądku. Jest to jednocześnie historia o wierze w intuicję, która wyciąga wrażliwego artystę z ciepłego salonowego życia, i rzuca go w odmęty zbrodni i przemocy. W tym pościgu sztuka staje się wartością nadrzędną względem zwykłego życia. Autor "Letniej przeprawy" w interpretacji Millera jest postacią ambiwalentną. Z jednej strony to egoistyczny pisarz, który zwęszył temat mający zdefiniować jego twórczość. Z drugiej, człowiek wrażliwy i zarazem jedyny, który wykazał się zrozumieniem dla dwójki morderców.
Tak jak w "Synekdosze, Nowym Jorku", główny bohater to artysta, który tworzy dzieło swojego życia, z jednej strony przytłaczające odpowiedzialnością, a z drugiej niczym żywe srebro stale się ruszające i mogące w każdej chwili wymknąć się spod kontroli. Choć doszukiwanie się analogii w brzmieniu imienia protagonisty (Truman = True Man) może wydawać się naciągane, w pewnym sensie oddaje główny dylemat autora. Kolizja pomiędzy emocjonalnym zaangażowaniem i literacką ambicją zapędzają Trumana Capotego w pułapkę, przez którą cierpi on i jego bliscy.
Film utrzymany jest w prostej konwencji, pozbawionej nadmiernie bogatej formy. Z kadrów bije chłód, przywołujący na myśl tytuł dzieła Capotego, "Z zimną krwią". Z zimną krwią historię prowadzi również Miller, nie popadając w emocjonalizm, choć zapewne wielu reżyserów na jego miejscu uległoby takiej pokusie. Przeciwnie, twórca Moneyball zwalnia, by dokładniej przyjrzeć się swojemu bohaterowi i jego procesowi tworzenia powieści. Bardziej niż typowa biografia, jest to raczej psychodrama, przywołująca odległe skojarzenia z twórczością Ingmara Bergmana, stawiająca pytania, ale niekoniecznie na nie odpowiadająca.
Zastosowane ujęcia są bądź odległe, kreujące poczucie chłodu i emocjonalnego odłączenia, bądź oparte o zbliżenia tworzące poczucie intymności i podkreślające zagubienie pisarza w tej etycznie wątpliwej sytuacji. Muzyka stanowi tło, które niespecjalnie zapada w pamięć, ale też nie przeszkadza w odbiorze, przede wszystkim zakodowanym w warstwie fabularnej.
Gdyby zastosować jazzową metaforykę, "Capote" byłby typową solówką saksofonisty, w której cały zespół (czyt. aktorzy) stanowi jedynie akompaniament, zostawiając wystarczająco dużo miejsca jednemu wykonawcy. Tym wykonawcą jest Philip Seymour Hoffman. Jego dykcja, timbre i akcent z niesamowitą wiernością oddają głos Capotego. By w pełni zrozumieć skalę tej kreacji polecam sprawdzić nagrania wywiadów z pisarzem na Youtube. Wrażliwość, jaką emanuje postać grana przez Hoffmana urzeka każdego jego rozmówcę, a przy tym widza. Aktor, jeden z najlepszych jakich Hollywood widziało w ciągu ostatnich parunastu lat, w "Capotem" sprawił wrażenie, jakby był urodzony by wcielić się w tę rolę, za którą zasłużenie otrzymał Oscara.
Bennett Miller pokazał w swej drugiej fabule, dokąd może zaprowadzić dojrzałość i asertywność w prowadzeniu swojej historii. "Capote" to opowieść wyróżniająca się na tle naiwnych i konwencjonalnych dzieł z tego gatunku, z pewnością godna swojego bohatera, jak i uwagi ze strony widza.
1 10
Moja ocena:
7
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
83% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (12 głosów).
Holcomb - niewielka mieścina na południu Ameryki. To tu dochodzi do tragedii, która zaintrygowała Trumana Capote tak bardzo, że poświęcił jej kilka lat swojego życia. Co ... więcej
zdaniem społeczności pomocna w: 76%
Gdy po raz pierwszy zobaczyłem w Oskarowych nominacjach tytuł "Capote", nominowany w 5 kategoriach, nie miałem nawet zielonego zabarwienia o tej pozycji. Nic w tym ... więcej
zdaniem społeczności pomocna w: 44%