Recenzja filmu

Godziny (2002)
Stephen Daldry
Nicole Kidman
Julianne Moore

Niepokojąca wizja emocjonalnego rozbicia

Ten niezwykły film porusza w każdym momencie, bo jest to kino wybitne, zadające trudne pytania, zmuszające do poszukiwania odpowiedzi i brutalnie rzeczywiste. To kino wyjęte prosto z kart ...
Ten niezwykły film porusza w każdym momencie, bo jest to kino wybitne, zadające trudne pytania, zmuszające do poszukiwania odpowiedzi i brutalnie rzeczywiste. To kino wyjęte prosto z kart pamiętnika emocjonalnego głównych bohaterek.

Kiedy zaczynamy oglądać pierwsze minuty "Godzin", od razu zderzamy się z surowym pięknem obrazu i głębią emocji, jakie po mistrzowsku przekazuje nam Nicole Kidman. Potem brniemy coraz dalej w pewne elementy historii trzech kobiet oddalonych od siebie epokami (lata 20., 50. i współczesność), a jednocześnie bliskich. Główne bohaterki żyją życiem fałszywym, niechcianym przez nie. I żyć tak muszą póki nie dokonają wyboru, który przyniesie wolność, tylko każdy wybór niesie za sobą konsekwencje - śmierć, nieszczęście innych, porzucenie i ból.

"Godziny" stają się dramatem tak silnie psychologicznym, że mądry widz zaczyna sam zadawać sobie pytania. Trzy kobiety z krwi i kości stają się naszym odbiciem, a my poszukujemy wyjścia i odpowiedzi na sens naszego istnienia. Nigdy jeszcze kino amerykańskie nie podarowało nam tak niepokojącej wizji emocjonalnego rozbicia, w które wnikamy i którego częścią stajemy się mimowolnie. Przepiękne zdjęcia, sugestywna muzyka, mistrzowskie aktorstwo, poruszający scenariusz i niepokój egzystencjalny, jakiego w kinie nie było od co najmniej 10 lat, to gwarancja prawdziwej sztuki filmowej.

"Godziny" są zatem filmem wybitnym, niepowtarzalnym i poruszającym, który czyni z widza wrażliwszego obserwatora otaczającego nas świata. Jest to zdecydowanie nie-amerykański film (spójrzmy chociaż na same zdjęcia tak typowe raczej dla kina europejskiego).

Jeśli chodzi o aktorów, to moją szczególną uwagę zwróciła Julianne Moore (nominowana za swoją rolę do Oscara oraz laureatka Srebrnego Niedźwiedzia za rolę drugoplanową na Festiwalu Filmowym w Berlinie) oraz scena w domu. Jest ona jakby skrótem życia bohaterki - praktycznie z niej da się wyczytać wszystko, jest jakby streszczeniem całego filmu, dalsze sceny wydają się jakby niepotrzebnym "tłumaczeniem kawału". Napięcie jest tak wyczuwalne, że aż namacalne. W powietrzu coś wisi, widać, że coś jest nie tak z bohaterką. Z kolejnym pytaniem małego chłopczyka do matki oczekujemy jakiegoś wybuchu, zaraz krzyknie albo uderzy go. Ona jednak ciągle panuje nad sobą. Zdaje się, że ona ciągle na coś czeka, ma nadzieję, że coś się zmieni. Wpatruje się w okno i macha na pożegnanie mężowi - nic się nie stało, kolejny dzień gnuśnienia, duszenia się codziennym życiem. W końcu przestaje stać i myśleć (bo jeszcze pomyśli, że mogło być inaczej) i zaczyna piec ciasto dla męża na urodziny. Napięcie, cisza pomiędzy matką a dzieckiem ma coś z tykającej bomby. Pocałunek z koleżanką był jak olśnienie, jak otarcie się o niebo i piekło naraz, o prawdziwe żywe życie. Bohaterka jest najtragiczniejszą ze wszystkich trzech. Jest symbolem buntu jednostki o własne prawa przeciwko naturze, która narzuca role: matki, ojca, pracownika itp., zniewala wyznacza nasze życie od początku do końca. Ona nie chce żyć tak jak wszyscy, ona chce doświadczyć wszystkich zakazanych rzeczy, chce przeżyć życie intensywnie, chce działać, a nie czekać na lepszy dzień.

Świat w filmie "Godziny" toczy się niespiesznie, wolno wygrywając akordy tragedii. Przemijający bezwolny czas postępuje ścieżką dramatycznych wyborów: życia i śmierci. Nie można rozszyfrować drogi, która pomyka wokoło bohaterów, jakieś poszlaki rzeczywistości zatopione w rwącej rzece. Istotne są te genialne podobieństwa, każda z bohaterek godzi w siebie, zabija się. Każda na swój sposób umiera, ale żadna z nich nie woła o pomoc. Może z wyjątkiem Virginii, która wiedziona uczuciem, kładzie swoje pytanie o przyszłość o los swojej miłości - siostrze.

To niezwykły film, porusza lękliwe ogrody naszych myśli, każe pytać, kołatać do duszy. Wszędzie i na lądzie, i na morzu są ścieżki, do których nie możemy dotrzeć, bo nie są oznaczone. Ten film rozbudza myśl o drodze w nieustannym poszukiwaniu. Film jest naprawdę niesamowity.
1 10 6
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
85% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (27 głosów).
Udostępnij:
Cyfra trzy od zawsze pełniła niepośrednią rolę w życiu człowieka: trójkąt ma trzy boki, w chrześcijaństwie są trzy osoby boskie, Chrystus miał 33 lata, umierając na ... więcej
zdaniem społeczności pomocna w: 85%
Stephen Daldry ("Billy Elliot") stworzył obraz o niesamowitej psychologicznej głębi. Film, który zostawia niezatarte wrażenie na każdym, kto go obejrzy. To niezwykłe ... więcej
zdaniem społeczności pomocna w: 76%