Recenzja filmu Joker (2019)
Todd Phillips

Zbój komedii

Film o początkach kariery księcia zbrodni z Gotham City okazał się dokładnie tym, co obiecywali jego twórcy. To jednocześnie studium obłędu oraz niepokojący portret miasta-molochu pogrążającego ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Joker (2019)
Pamiętacie, jak James Wan odgrażał się, że siódma część "Szybkich i wściekłych" będzie surowym filmem zemsty rodem z lat 70.? Mając na względzie, ile zostało z tamtych deklaracji, z dystansem podchodziłem do zapowiedzi, jakoby inspirowany komiksami DC "Joker" Todda Phillipsa miałby być ponurym dramatem psychologicznym. Trudno mi było sobie wyobrazić, że upupioną, sprowadzającą wszystko do najniższego wspólnego mianownika Fabrykę Snów stać jeszcze na tak bezkompromisowy eksperyment. Film o początkach kariery księcia zbrodni z Gotham City okazał się jednak dokładnie tym, co obiecywali jego twórcy. To jednocześnie studium obłędu oraz niepokojący portret miasta-molochu pogrążającego się w chaosie. I kto się śmieje ostatni?

photo.title

Arthur Fleck (Joaquin Phoenix) opuścił niedawno zakład psychiatryczny. Za dnia zarabia na życie jako klaun do wynajęcia. Wieczorami w obskurnej czynszówce wraz z przykutą do łóżka ciężko chorą matką ogląda prowadzony przez Murraya Franklina (Robert De Niro) talk show, marząc, by kiedyś wystąpić w nim w charakterze komika. Raz na jakiś czas bohater odwiedza opiekę społeczną. Odbiera recepty na leki i zdaje znudzonej urzędniczce relację z postępów w powrocie na łono społeczeństwa. Od samego początku twórcy dają do zrozumienia, że umysł Arthura bezustannie chybocze się na linie zawieszonej nad przepaścią. Kiedy więc pewnego dnia kolega z pracy podarowuje mężczyźnie rewolwer, upadek w otchłań pozostaje kwestią czasu.

photo.title

Tego, że Phoenix pozamiata w tytułowej roli, można się było spodziewać nawet bez oglądania filmu. Kto jak nie on - ekranowy kameleon, jeden z wybitniejszych aktorów swojego pokolenia - mógł wnieść nową jakość w interpretację postaci, którą wcześniej sportretowali m.in. Jack Nicholson i Heath Ledger. Zabójczy błazen w wykonaniu gwiazdy "Wady ukrytej" odcina się grubą kreską od swoich wcześniejszych filmowych inkarnacji. Arthur to niebezpieczny psychopata, a zarazem bohater tragiczny: outsider, obiekt szyderstwa, ofiara przemocy. Szaleniec będący wytworem szalonego społeczeństwa. Desperat poszukujący bezskutecznie miłości i akceptacji. Reprezentant uciskanych mas Gotham City czekających na iskrę, która roznieci ogień rebelii przeciwko establishmentowi. Chyba nic tak dobrze nie oddaje złożoności tej postaci jak jej niekontrolowane, będące efektem przypadłości neurologicznej wybuchy śmiechu. Ów straceńczy, nierzadko doprawiony łzami rechot wyraża całą rozpacz i złowieszczość Jokera. Brzmi jak sygnał SOS nadawany z jądra ciemności.

photo.title

Brawurowa kreacja aktora idzie w parze z pierwszorzędnym filmowym rzemiosłem reszty ekipy. Wrażenie robi zarówno pieczołowita stylizacja na lata 80., brutalne, a przy tym malowniczo zainscenizowane sceny przemocy oraz smoliście czarny humor (w pewnym momencie reżyser robi nawet aluzję do pamiętnego występu swojej gwiazdy w programie Davida Lettermana w 2009 roku). Film nieprzypadkowo otwiera stworzona przez legendarnego Saula Bassa stara czołówka wytwórni Warner Bros. Dzieło Phillipsa na każdym kroku czerpie ze spuścizny tzw. Nowego Hollywoodu - pokolenia niepokornych reżyserów, którzy pół wieku temu weszli do świata kina razem z drzwiami. Dla twórcy "Kac Vegas" podstawowym źródłem inspiracji są filmy Martina Scorsesego (autor "Wściekłego byka" otrzymał zresztą propozycję piastowania stanowiska producenta wykonawczego "Jokera"). Arthur Fleck to duchowy brat Travisa Bickle'a i Ruperta Pupkina,  tonące w nieczystościach - dosłownie i w przenośni - Gotham City przywodzi na myśl grzeszny Nowy Jork z  "Taksówkarza" i "Ulic nędzy", zaś grany przez świetnego De Niro gospodarz telewizyjnego show budzi natychmiastowe skojarzenie z postacią Jerry'ego Lewisa z "Króla komedii".

photo.title

W jednej ze scen Arthur w przebraniu dostaje się na organizowany dla miejscowej elity pokaz "Dzisiejszych czasów" - nakręconego w trakcie Wielkiej Depresji arcydzieła o wycieńczonym nerwowo robotniku, który po wyjściu ze szpitala psychiatrycznego nieustannie popada w konflikt z prawem. Grany przez Charliego Chaplina pechowiec pomimo kolejnych porażek nie poddaje się i z optymizmem patrzy w przyszłość. Joker to mroczny odpowiednik włóczęgi w meloniku i z laseczką. Zamiast nieść malutkim śmiech i pocieszenie, inspiruje do aktów anarchii i terroru. Tramp na miarę naszych niespokojnych czasów.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 92% uznało tę recenzję za pomocną (838 głosów).
Łukasz Muszyński
ocenia ten film na:
1 10 9/10 rewelacyjny

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)

Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię