Recenzja filmu Joker (2019)
Todd Phillips

Mój Błazen

Postać wykreowana przez Phoenixa wygląda jak dziecko Travisa Bickle'a ("Taksówkarz") i Harley Quinn, które było wychowywane przez Ruperta Pupkina ("Król komedii"). Obecność w obsadzie Roberta De ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Joker (2019)
Jakiś czas temu wytwórnia Warner Bros odpowiedzialna za uniwersum DC zorientowała się, że pod względem tworzenia kinowej franczyzy, nie jest w stanie dogonić disnejowskiego MCU. Oczywiście nie poniechano kontynuowania DCEU, ale pojawił się też pomysł wykreowania tzw. origin story, czyli osobnych filmów niepowiązanych z rządną filmową serią. Jeśli kolejne projekty mają być na poziomie tegorocznego zwycięzcy festiwalu filmowego w Wenecji, to już zacieram ręce, bo "JokerTodda Phillipsa to nie tylko najdojrzalsze podejście do konwencji kina superbohaterskiego od czasu "Niezniszczalnego", ale także jeden z najlepszych komiksowych filmów wszech czasów... o ile nie najlepszy.

Arthur Fleck (Joaquin Phoenix) to życiowy nieudacznik, który wciąż mieszka z matką Penny (Frances Conroy). Pomimo ogromu nieszczęść, jakie go spotkały, jego marzeniem jest niesienie radości innym, gdyż od dziecka marzy o karierze estradowego komika, inspirując się popularnym telewizyjnym showmanem Murrayem Franklinem (Robert De Niro). Niestety kolejne próby wybicia się i zdobycia uznania widzów okazują się jałowe, a Arthur zostaje napadnięty i pobity. Nie umiejąc odnaleźć się w realiach brutalnego świata, Arthur zagłębia się w depresji i zaczyna tracić kontakt z rzeczywistością...



Kiedy studio wypuściło do sieci drugi zwiastun "Jokera" pod filmem pojawił się komentarz porównujący obraz Phillipsa z filmem Burtona. Twórca "Ed Wooda", aby wykreować, postać szalonego Jokera wrzucił go do kwasu, a Phillips wrzucił go do... społeczeństwa. Właściwie to zdanie idealnie podsumowuje cały film. Nie doświadczymy tutaj kosmicznych kataklizmów, latających kobiet czy przekoksowanych herosów umiejących zniszczyć pół planety jednym skinieniem palca. Twórcy obiecali nam połączenie mrocznego thrillera psychologicznego z klimatem starych filmów Scorsese (producent filmu) i choć raz filmowe obietnice okazały się poparte czynami.

Skoro jestem już przy twórczości Martina Scorsese to momentami aż trudno uwierzyć, że to nie on wyreżyserował "Jokera" i nie chodzi tu tylko o niespotykanie wysoki poziom artystyczny, ale o trafne balansowanie pomiędzy smrodem wielkomiejskiej dżungli a uchwyceniem istoty postaci Jokera. Postać wykreowana przez Phoenixa wygląda jak dziecko Travisa Bickle'a ("Taksówkarz") i Harley Quinn, które było wychowywane przez Ruperta Pupkina ("Król komedii"). Obecność w obsadzie Roberta De Niro wydaje się więc uzasadniona, bo w pewnym sensie to on jest dla tytułowego bohatera jednym z punktów zapalnych dla błazeńskiej "metamorfozy". W roli Phoenixa jest też coś z Alexa DeLarge’a ("Mechaniczna pomarańcza") i Gwynplaine'a ("Człowiek, który się śmieje"), który przecież zainspirował komiksowych twórców do wymyślenia postaci księcia zbrodni Gotham. Gdyby nie fakt, że Joaquin Phoenixjest tak nielubiany, przez członków Akademii za swoje zamiłowanie do niepoprawności politycznej to dostałby za swoją kreację Oscara, ale czy tak się stanie? Zobaczymy…



Największym zaskoczeniem filmu nie jest jednak nikt z obsady, a osoba reżysera. Todd Phillips to znany i lubiany twórca komedii imprezowych, który równo dekadę temu rozśmieszył miliony widzów swoim kultowym już "Kac Vegas". Podobnie jak Peter Farrelly przed rokiem jemu też zmiana repertuaru na bardziej ambitne kino wyszła na dobre, bo "Joker" to jego opus magnum, które przebić będzie niezwykle ciężko. W przeciwieństwie do obrazów, gloryfikujących lata osiemdziesiąte, Phillips zabiera nas w podróż do Gotham tamtych lat, które wypełnione jest cwaniakami, złodziejami, prostytutkami, a wszystko to w przygnębiającej scenerii obskurnej wielkomiejskiej dżungli. Gotham, które tutaj zobaczymy, nie ma za wiele wspólnego ze światem wykreowanym przez Burtonaczy Schumachera. Bliżej mu do realizmu Nolana, ale "Joker" jest bardziej klaustrofobiczny z domieszką postmodernistycznego brudu, idealnie komponując się z szalonym grymasem i śmiechem Flecka.

Tytułowemu bohaterowi wcale nie przeszkadza nieobecność Rycerza Gotham, bo dzięki temu "Joker" jest filmem surowym i dojrzalszym, za to z doskonale zagranymi i poprowadzonymi wątkami. Miejmy nadzieję, że widzowie docenią tę wizję, równie mocno, jak jury w Wenecji, a może to skłoni następnych filmowców do realizacji ambitniejszych projektów, gdyż "Joker" to nie tylko początek nowej jakości w kinie, ale przede wszystkim udowodnienie, że w erze powtarzalności wciąż można stworzyć coś świeżego i wyjątkowego.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 87% uznało tę recenzję za pomocną (191 głosów).
Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię