Przed kamerą wypowiadają się głównie osoby duchowne. Na ogół przyznają, że kwestie objawień budzą wiele kontrowersji. Jednak autor rzadko dopuszcza do głosu orędowników racjonalnego punktu
Objawienia Matki Boskiej Fatimskiej oraz stopniowo ujawniane tajemnice fatimskie, od lat przekonują o swej autentyczności rzesze przekonanych i nie przekonują nieprzekonanych. Dokument Rafała Tichy schlebia głównie osobom przekonanym, ale seans nie jest zbyt uciążliwy dla tych drugich.
Przed kamerą wypowiadają się głównie osoby duchowne. Generalnie przyznają, że kwestie objawień budzą wiele kontrowersji. Jednak autor rzadko dopuszcza do głosu orędowników racjonalnego punktu widzenia, owszem, sygnalizuje istnienie punktu widzenia niedowiarków, ale ostatnie słowo należy do rozmówców w koloratkach. Trudno nie zauważyć, że takie podejście całkowicie zadowoli jedynie część potencjalnej widowni.
Siła ciężkości narracji, kumuluje się głównie na interpretacji znaczenia kolejnych tajemnic fatimskich, rzekomo powierzonych przez Matkę Boską trójce portugalskich pastuszków, których perypetie – na ogół smutne – również zostały przybliżone.
Temat objawień fatimskich aż prosi się o zgłębienie uzasadnionych wątpliwości, które zasłużyły na szersze omówienie niż powierzchowne przypisy zawarte w filmie. Szkoda, że został potraktowany tak pobieżnie. Łucja, ponoć przed objawieniami zdradzała dużą skłonność do tworzenia zmyślonych historii i fantazjowania, doprowadzając do złości swoją matkę (skoro KK uznał za prawdziwe objawienia Matki Boskiej, czemu nie dołączył do kanonu, wspomnianych w filmie, zabaw Łucji z aniołami i pomniejszych "boskich" epizodów z życia dziewczynki?). Tysiące wiernych oczekujących w histerycznej ekstazie doświadczyło Cudu Słońca - miganie, zmiany rozmiarów i kolorów tarczy słonecznej. Osoba niedyskretna, mogłaby stwierdzić, iż to dość typowe obserwacje jakie poczynić może każdy, nawet niewierzący, jeżeli wystarczająco długo popatrzy nieosłoniętym okiem na południowe słońce. Dość powszechne są wątpliwości, czy tajemnice powierzone pastuszkom, nie przepowiadały wydarzeń już dokonanych. Na te i inne wątpliwości, widz musi szukać wyjaśnień samemu. Rada płynąca z ekranu - tylko posiadając wiarę dziecka, można uwierzyć w Fatimę. Trudno się z tym nie zgodzić.
Zbieżność tytułu z wydanym w tym samym roku Kodem Da Vinci ma na celu sugerować, że kwestie przenikania się świata materialnego z duchowym są efektowne i pasjonujące, jak fabuły rodem z amerykańskich blockbusterów. Podobny chwyt Rafał Tichy wykorzystał w dokumencie "Mała Arabka i Matrix", w którym forsowana jest karkołomna paralela św. Marii od Jezusa Ukrzyżowanego i Wybrańca z filmu braci Wachowskich. Boki zrywać, dobrze że tym razem widzom oszczędzono takich porównań stojących w jawnej sprzeczności z dobrym gustem.
Autor dokumentu, w tym kontekście istotne - Polak, silnie zaakcentował polski wątek historyczny. Ważny trop przy próbie zrozumienia kariery fatimskiego fenomenu. Największym jego popularyzatorem był papież Jan Pawłem II. Polski papież swoje życiowe doświadczenia z czasów wojny oraz zamach z 13 maja 1981 roku, bardzo silnie utożsamił z przepowiedniami Matki Boskiej Fatimskiej (kwestia zamachu jest łączona z trzecią przepowiednią, co przyznają wypowiadające się w dokumencie persony, niestety w dość karkołomny sposób). Gdybym był katechetą, prawdopodobnie nie omieszkałbym zapoznać z tą historią dziatwy uczęszczającej na katechezę. Wszakże miło usłyszeć, że Matka Boska tak szczególnie upatrzyła sobie pewien kraj na wschodnim krańcu Unii Europejskiej a także wywodzącego się stamtąd papieża.
Czas najwyższy wrócić na ziemię. Pretekstem niech będzie omówienie spraw technicznych. Realizacja filmu przypomina typowe produkcje dokumentalne, nagrane na zajechanych kasetach VHS, które oglądało się w szkołach dwie dekady temu. Absolutnie nic nie wybija się tu ponad przeciętność. W polskim wydaniu Wyjątek stanowi, w pewnych kręgach absolutnie kultowy, głos lektora Mirosława Utty (użyczył głosu w grach z serii "Stalker", a także w pseudo dokumencie "Wojna Marsjańska"). Chociażby dla barwy tego rozpoznawalnego głosu, warto przemęczyć poświęconą treść.
Rafał Tichy uważa, że główną ideą przyświecającą Matce Boskiej było przestrzeżenie przed komunizmem, który zagraża całej ludzkości. Z tą myślą zostawia nas autor. Nie pozostaje nic innego jak ciężko westchnąć i zakończyć recenzję - z Bogiem (dla przekonanych) i cześć (dla reszty)!