Recenzja filmu

MaXXXine (2024)
Ti West
Mia Goth
Elizabeth Debicki

Sen o sławie, który kończy się krzykiem

Ti West w „MaXXXine” zamyka jedną z najciekawszych trylogii współczesnego horroru. Po surowym „X” i baśniowo-psychotycznej „Pearl” dostajemy film, który przenosi akcję do neonowego Hollywood lat
Ti West w „MaXXXine” zamyka jedną z najciekawszych trylogii współczesnego horroru. Po surowym „X” i baśniowo-psychotycznej „Pearl” dostajemy film, który przenosi akcję do neonowego Hollywood lat 80. i stawia kropkę nad i w opowieści o kobiecie, która chciała być kimś – za wszelką cenę.

To już nie horror o duchach ani o potworach. To horror o wizerunku, o tym, jak pragnienie sławy potrafi pożreć człowieka od środka. „MaXXXine” to film o tym, że prawdziwe zło nie czai się w ciemnej stodole czy w starym domu – tylko w obiektywie kamery i w oczach tych, którzy patrzą.

Ti West od początku budował swoją trylogię jako coś więcej niż tylko horror. „X” był hołdem dla kina eksploatacji lat 70., „Pearl” – pastiszem technikolorowej baśni o narodzinach obsesji, a „MaXXXine” zabiera nas do świata VHS-owej estetyki, neonów i popkulturowego blichtru. 

Reżyser konsekwentnie bawi się formą, ale nigdy nie gubi emocjonalnej prawdy. Każdy kadr wygląda jak plakat z tamtej epoki, a jednocześnie zachowuje autentyczne napięcie. To jego największa siła: umiejętne łączenie kina gatunkowego z komentarzem o kulturze, w której granica między prawdą a performansem dawno przestała istnieć.

Serce trylogii stanowi Mia Goth. W „X” poznaliśmy ją jako dziewczynę z Teksasu marzącą o sławie, w „Pearl” odkryliśmy początki jej obsesji, a „MaXXXine” pokazuje konsekwencje tej nieustającej pogoni za uwagą. Bohaterka, która przeszła przez piekło i dotarła do Hollywood, zaczyna funkcjonować jak produkt własnego mitu. Goth gra z ogromną świadomością; jej Maxine jest jednocześnie silna i pusta, pewna siebie i przerażona, fizyczna, czasem groteskowa, ale konsekwentnie prawdziwa. To postać, która wie, że w świecie opartym na iluzji rola gwiazdy jest jedną z form przetrwania.

„MaXXXine” doskonale pokazuje zdolność Westa do łączenia realizmu psychologicznego ze stylizowanym snem. Hollywood w jego interpretacji wygląda jak teledysk, ale emocjonalnie przypomina dokument o samotności, strachu i nieustannej potrzebie bycia zauważonym. Elementy przemocy, narkotyków czy seksualności pojawiają się nie po to, by szokować, lecz by budować świat tak sztuczny, że aż bolesny w swojej prawdziwości. To opowieść nie o upadku moralnym, ale o pragnieniu uwagi i iluzji nieśmiertelności, która nigdy nie daje miłości, a jedynie jej imitację.

Film naturalnie wpisuje się w współczesny nurt art-horroru, obok „Midsommar” Gino AsteraAstera czy „The Witch” Eggersa, lecz West nadaje temu podejściu bardziej cielesny, ironiczny i amerykański charakter. Zamiast rytuałów czy mitologii skupia się na popkulturze, wizerunku i kobiecości. Podczas gdy Aster opowiada o żałobie, a Eggers o grzechu, West koncentruje się na tym, jak bohaterka kontroluje sposób, w jaki jest postrzegana. Dzięki temu „MaXXXine” jest chyba najmniej mistycznym, ale najbardziej psychologicznym filmem tej fali ambitnego horroru.

Na ogromne uznanie zasługują zdjęcia Eliota Rocketta. Ziarniste kadry, neony, dym, kiczowate wnętrza i VHS-owa faktura nadają filmowi charakterystyczny rytm. Muzyka Tylera Batesa i Chelsea Wolfe wzmacnia klimat lat 80., łącząc mroczny synthwave z melancholijnymi brzmieniami. Twórcy doskonale rozumieją estetykę tamtej dekady, która nie ogranicza się jedynie do kostiumów, lecz obejmuje cały świat zbudowany z pozerstwa, ambicji i pragnień.

„MaXXXine” to dopracowane i przemyślane domknięcie historii kobiety, która za wszelką cenę chciała być widziana. Horror staje się tu metaforą życia, a życie metaforą nieustannego występu. West i Goth tworzą opowieść, która łączy gatunkową energię z emocjonalną szczerością i trafnie odsłania świat, w którym performans jest zarówno tarczą, jak i więzieniem. To film o tym, że każdy z nas nosi w sobie coś z Maxine - potrzebę, by ktoś patrzył i zapamiętał. A jednak, jak pokazuje West, prawdziwe przetrwanie polega na zachowaniu choć odrobiny siebie.

Kino stylowe, odważne i przemyślane – horror, który mówi o nas więcej, niż chcielibyśmy przyznać.
1 10
Moja ocena:
8
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
Recenzja MaXXXine
Nie zgodzę się na życie, na które nie zasługuję! – wykrzykuje gwiazda kina dla dorosłych Maxine Minx,... czytaj więcej