Recenzja filmu

Mission: Impossible - Rogue Nation (2015)
Christopher McQuarrie
Tom Cruise
Jeremy Renner

Gdy niemożliwe staje się możliwe

Cruise od początku zapowiadał naszpikowaną akcją produkcję, która zasłuży na tytułowe miano "Misji niemożliwej". Jak przystało na gentlemana, ulubieniec tłumów bez problemu wywiązał się z ...
Lekko zmodyfikowane powiedzonko głoszące, iż "w młodym ciele, młody duch" to chyba jedna z dewiz życiowych Toma Cruise'a. Aktor przekroczył "pięćdziesiątkę" w metryce już trzy lata temu, tym niemniej w żaden sposób nie ima się go upływ czasu. Ekranowy przystojniak wciąż dziarsko wymiata na scenie z wyeksponowaną klatą ("Rock of Ages"), zwalcza najazd krwiożerczych kosmitów ("Na skraju jutra") oraz kładzie na łopatki przewyższających go... liczebnie drabów ("Jack Reacher"). Do brawurowych wyczynów Cruise może już dopisać zwisanie wiele kilometrów nad ziemią czy nurkowanie w zbiorniku wodnym przy znikomym zapasie tlenu, bowiem wspomniane akcje, jak i wiele innych, stanowią sól najnowszej odsłony serii "Mission: Impossible". Nie wiem jak to mu się udało, ale hollywoodzki gwiazdor po raz kolejny nie tylko rozbił bank, ale dostarczył także kawał porządnej, wysokooktanowej rozrywki wprost do sal kinowych.



Po kolejnej karkołomnej akcji dochodzi do rzeczy bezprecedensowej – w wyniku nacisków szefa CIA, Alana Hunleya (Alec Baldwin), rozwiązana zostaje jednostka "IMF", w skład której wchodzi, m.in. Ethan Hunt (Tom Cruise), Benji Dunn (Simon Pegg) i William Brandt (Jeremy Renner). Niezrażony Hunt decyduje się działać na własną rękę celem rozbicia międzynarodowej szajki funkcjonującej pod mianem "Syndykatu". Niestety, doświadczony agent wpada w pułapkę zastawioną przez przebiegłego Solomona Lane'a (Sean Harris), który zmusza Ethana do podejmowania coraz bardziej desperackich kroków. Hunt nie cofnie się przed niczym, by pokrzyżować plany organizacji i wymierzyć sprawiedliwość złoczyńcom. Na szczęście reszta ekipy nie ma najmniejszego zamiaru zostawić swego pobratymcy na pastwę losu, co daje nadzieję na sukces ryzykownej operacji.



Cruise od początku zapowiadał naszpikowaną akcją produkcję, która zasłuży na tytułowe miano "Misji niemożliwej". Jak przystało na gentlemana, ulubieniec tłumów bez problemu wywiązał się z obietnicy, kładąc na szali własne zdrowie. Gwiazdor włożył bowiem sporo serca, krwi i potu w mrożące krew w żyłach sekwencje, z których każda kolejna przebija pod względem spektakularności swe poprzedniczki. Począwszy od niespodziewanego lotu na (zamiast w) kadłubie samolotu, przez rozróbę w wiedeńskiej operze, kończąc zaś na dynamicznym pościgu przez uliczki Maroka; Cruise zapewnia widzom niesamowitą dawkę emocji skondensowaną w jednym filmie. To prawda, iż akcją z "piątki" można by obdzielić parę skromniejszych produkcji, jednak co za dużo, to niezdrowo. Gdzieś w całym tym natłoku ryzykownych scen gubi się nieco scenariusz, w dodatku główny nemezis Hunta dopiero pod koniec pokazuje pazury... o parędziesiąt ładnych minut za późno.



Intryga zaserwowana w "Rogue Nation" stanowi li tylko usprawiedliwienie dla miażdżących gałki oczne scen, których w filmie jest aż do przesytu. Samo inwigilowanie "Syndykatu" raczej niczym nie zaskoczy zaprawionego w bojach widza, w dodatku gros tzw. zwrotów akcji to raczej przewidywalne zabiegi opierające się na starych, lubianych gadgetach (vide: facemaker). Mimo wszystko fabuła została na tyle zgrabnie skonstruowana, iż liczne wyczyny Hunta mają sens i logikę, co więcej, rzucają drużynę "IMF" po różnych zakątkach globu. Oko widza cieszyć zatem będą tak interesujące miejscówki jak nadmienione już Maroko, stolica Austrii czy Wielka Brytania. Ciekawe, że wizyta w Wiedniu przynosi lekką zmianę konwencji na kino szpiegowskie a la stary, dobry Bond. Hunt niczym agent 007 lata w dobrze skrojonym garniaku i pod krawatem, czyhając na grasującego w operze draba. Jak można wykoncypować, dystyngowana atmosfera obcowania z wyższą sztuką błyskawicznie przerodzi się w zdecydowanie mniej dystyngowaną wymianę ognia i ciosów, z korzyścią dla odbiorcy filmu. Szkoda tylko, że takich odstępstw od rutyny jest tyle, co zagłodzony kot napłakał. Inna sprawa, iż "Mission: Impossible" zawsze różniło się od przygód agenta Jej Królewskiej Mości innym, żwawszym podejściem do tematu, co też wyraźnie odznacza się w "piątce".



Prawdopodobnie z racji sentymentu największą sympatią darzę pierwszą i trzecią odsłonę cyklu, "dwójkę" uważając zaś za lekką pomyłkę ze strony reżysera, Johna Woo. "Ghost Protocol" przestawił tory serii na typową, gnającą na złamanie karku akcję, wprowadzając jednocześnie nowe postacie, Benji'ego i Brandta. Poświęcenie skryptu na rzecz wbijających w fotel scen uważam za krok w bok, tym niemniej w tym właśnie kierunku podążyła "piątka", będąc pod względem efektowności niczym czwarta część franczyzy podniesiona do sześcianu. Na szczęście w projekcie znalazło się miejsce dla kultowego motywu przewodniego, który rozbrzmiewał w różnych aranżacjach we wszystkich "Misjach niemożliwych". Rozpoznawalne dźwięki nie pozwalają zapomnieć o rodowodzie "Rogue Nation", nawet w obliczu różnic artystycznych i koncepcyjnych.



Najważniejsze, iż do karkołomnych popisów Hunta/Cruise'a twórcy podeszli w luźny i humorystyczny sposób, wplatając tu i ówdzie zabawne komentarze tak poczciwego Benji'ego jak i samego Ethana. W pewnym momencie sami bohaterowie poddają w wątpliwość odstawianie kolejnych numerów, jednak czego się nie robi dla światowego pokoju... A propos obsady, warto wspomnieć, iż Tom Cruise w trakcie seansu szpanuje muskulaturą, dobitnie udowadniając swą sprawność w trakcie niezliczonych sekwencji balansujących na granicy zdrowego rozsądku. Pewnikiem wielu pięćdziesięciolatków mogłoby mu pozazdrościć świetnej kondycji i hartu ducha, które przekładają się na emocje bijące z ekranu. Scenarzyści odnieśli także sukces na polu relacji między protagonistami, umieszczając w centrum intrygi urodziwą Ilsę Faust (Rebecca Ferguson), która doprowadzi do wrzenia nie tylko Hunta, ale także i męską część widowni. Ekranowa chemia między partnerami/rywalami odnotowana, można iść dalej. Zwolennicy Simona Pegga ucieszą się na samą myśl o aktywnym udziale ich ulubieńca w ryzykownych misjach, zaś kinomani starszej daty docenią angaż Aleca Baldwina w roli zatwardziałego agenta CIA depczącego Ethanowi po piętach. Nieco zawodzi, niestety, antagonista, czyli Solomon Lane. Owszem, jego chrypka niczym u Redmayne'a w "Jupiter: Intronizacja" ma swój urok, tym niemniej sama postać została potraktowana lekko po macoszemu. Niby gość jest zły do szpiku kości, ale do adwersarza z "trójki" odgrywanego przez Philipa Seymoura Hoffmana mu daleko.



"Misja niemożliwa" stała się możliwa. Piąta (!) odsłona kasowego cyklu nie przynosi serii wstydu, kierując jednak ewentualny sequel na zupełnie inne tory niż protoplasta z 1996 r. "Rogue Nation" to szybkie, efektowne i lekkostrawne kino, które wciąga, mimo niedoróbek i wad. Owszem, zapewne można było nieco jeszcze popracować nad scenariuszem i skondensować sceny akcji, z drugiej jednak strony film po prostu spełnia wymagania obecnego odbiorcy. Robi to co prawda z gracją primabaleriny zaliczającej okazjonalne potknięcia, tym niemniej na tle innych regularnie wypuszczanych sequeli wypada co najmniej porządnie. Dziękuję za uwagę, strona ulegnie samozniszczeniu za pięć sekund. Bez odbioru.

Ogółem: 7+/10

W telegraficznym skrócie: kolejny sukces na koncie Cruise'a; sam aktor jest w wyśmienitej formie, film zaś wypada po prostu porządnie; masa powalających scen akcji nieco maskuje przewidywalność scenariusza i słabe nakreślenie "Syndykatu"; dzięki "piątce", widz ma zapewnioną wycieczkę po świecie bez ruszania pupy z domu; plus za motyw muzyczny odhaczony; na pewno "Rogue Nation" wypada sprawdzić w jakości kinowej z potężnym nagłośnieniem; warto nabić Cruise'owi portfel, zasłużył na to jak mało kto.
1 10
Moja ocena:
7
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
89% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (35 głosów).
Udostępnij:
Co tu dużo mówić. Piąta już część sensacyjnej serii "Mission: Impossible" to prezent dla dużych chłopców jak znalazł. Ponad pięćdziesięcioletni Tom Cruise im starszy, tym ... więcej
zdaniem społeczności pomocna w: 88%
"Mission: Impossible – Rouge Nation" stanowi mimo wszystko znośną rozrywkę, chociaż najlepszą częścią serii z pewnością nie jest. Ostatecznie co takiego niemożliwego jest ... więcej
zdaniem społeczności pomocna w: 33%