Recenzja filmu

Nazywam się Khan (2010)
Karan Johar
Shah Rukh Khan
Kajol

Nazywam się Khan i nie jestem terrorystą!

Do chwili, w której obejrzałam "Nazywam się Khan", uznawałam "Nigdy nie mów żegnaj" za najlepszy film Karana Johara. Reżyser najnowszym tytułem zdecydowanie pobił samego siebie.  Główny bohater ...
Do chwili, w której obejrzałam "Nazywam się Khan", uznawałam "Nigdy nie mów żegnaj" za najlepszy film Karana Johara. Reżyser najnowszym tytułem zdecydowanie pobił samego siebie. 

Główny bohater jest chory. Jego zachowanie może bawić, szokować, dezorientować. Ale mimo tego Rizvan (Shahrukh Khan) ma w sobie pewien urok. Potrafi sprawić, że kobieta po przejściach, Mandira (Kajol) zakochuje się w nim. Miłość jednak zostaje wystawiona na próbę.

Film obrazuje problemy i uprzedzenia na tle religijnym. Problem terroryzmu i problem osoby niepełnosprawnej umysłowo. "Nazywam się Khan" nie jest typowym filmem bollywoodzkim. Ktoś, kto szuka w kolejnej produkcji Karana powtórki z "Czasem słońce, czasem deszcz" albo "Coś się dzieje", może się zawieść. Poza tą samą parą aktorską, jego najnowszy film różni się diametralnie. A sami aktorzy w roli głównych bohaterów? Zdecydowanie zasługują na równie gromkie brawa, co reżyser. Kajol i Shahrukh Khan to połączenie niemal idealne, aby zagwarantować filmowi wielki rozgłos i popularność. Ale tutaj oboje pokazali, że to nie tylko ten rozgłos wyniósł ich na szczyt. Kajol, która w "Unicestwieniu" pokazała, że potrafi znakomicie zagrać także rolę dramatyczną, udowodniła, że parę lat temu to nie była zaledwie dopasowana rola. Aktorka ma wielki talent dramatyczny. Khana natomiast można uważać za aktora marnego i kiczowatego. Przyznam się szczerze, że i mnie czasem drażni jego gra. Jednak w "Nazywam się Khan" znakomicie odegrał rolę chorego na autyzm mężczyzny. Ale wbrew pozorom to nie choroba głównego bohatera była najważniejsza. Film znakomicie pokazał problem dżihadu, czyli "świętej wojny" i islamistów właśnie od ich strony. "Nazywam się Khan" zaczyna się konfliktem hindusko-muzułmańskim i uprzedzeniami na temat takich związków. Później jednak film odwołuje się do pamiętnych wydarzeń z 11 września 2001 roku – ataku na World Trade Center. Wówczas życie głównych bohaterów zmienia się o 180 stopni. Problemem staje się nie tylko rodzina, która nie rozumie miłości pomiędzy wyznawcami różnych religii. Pojawia się tutaj problem traktowania pojedynczego człowieka w ogólnej perspektywie. "W końcu to muzułmanin! Nie może być dobry - musi być terrorystą!"- tak można pokrótce streścić to, co dają głównemu bohaterowi odczuć wszyscy naokoło. Tymczasem jest on człowiekiem, któremu matka wpoiła przyjaźń wobec wszystkich, bez względu na to, kim są. Bo w końcu jedyna różnica między ludźmi polega na tym, że jedni są źli, a inni dobrzy. 

"Nazywam się Khan" to film bardzo zamerykanizowany. Dlatego może podobać się wszystkim. O ile tylko pozbędą się uprzedzeń do filmów produkcji indyjskiej. Brak muzyki, tańców, śpiewu może dać się we znaki fanom. Jednak to, co tak przeszkadza niektórym w utrzymaniu oczu otwartych, tutaj jest wielkim atutem. Nawet nie jestem w stanie sobie przypomnieć ile dokładnie było piosenek. Były one tak wkomponowane w sam wątek, dodając jednocześnie widzom większych emocji, że nawet nie rzucały się zbytnio w oczy (czy raczej w uszy). Sam wątek Stanów Zjednoczonych, podróży poprzez różne stany oraz Barack Obama sprawiają, że podczas oglądania filmu przestaje się mieć wrażenie oglądania kolejnej mega kiczowatej produkcji indyjskiej.

Co prawda czepialscy znajdą kicz, znajdą momenty nierealne, mało prawdopodobne. Ale któż by się denerwował, gdy obraz jest tak poruszający i pokazujący tak istotny wątek jak terroryzm. Kajol i Shahrukh zdecydowanie zdominowali cały film. Wszystkie inne wątki zostały potraktowane po łebkach. Można było nawet odnieść wrażenie, że to gra dwóch aktorów ze statystami. Choć być może jest to zasługa Khana, który grał bohatera bardzo wyrazistego, honorowego i dobrego. A do ostatniej cechy praktycznie wszyscy mają zastrzeżenie, jeżeli chodzi o muzułmanów. 

Być może znakomitość tego filmu polega na skumulowania wszystkich "naj" wśród idoli Bollywoodu. Khan i Kajol jako para głównych bohaterów. Scenarzysta - Shibani Bathija – ten sam, który napisał scenariusz do wspomnianego już przeze mnie "Unicestwienia". Karan Johar, który jako reżyser póki co ma na koncie same największe i najbardziej kasowe produkcje. Kto ceni choć jedną cząstkę tej masali zapewne doceni i ten tytuł, który swoją drogą stanie się jednym z jego ulubionych. 
1 10
Moja ocena:
9
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
85% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (46 głosów).
"Nazywam się Khan i nie jestem terrorystą". Ta kwestia, którą usłyszałem oglądając kinowy zwiastun, w połączeniu z piękną muzyką i obiecującą grą aktorską sprawiła, że ... więcej
zdaniem społeczności pomocna w: 25%