Recenzja filmu

PolandJa (2017)
Cyprian T. Olencki
Izabela Kuna
Grzegorz Małecki

Kebab na cienkim

Akcja płynie wartko, zaś aktorzy – nawet nie mając oparcia w silnym tekście – potrafią wywalczyć coś dla swoich postaci. Dobra jest zwłaszcza Kuna, która sygnalizuje pulsującą pod grubą skórą jej ...
Można filmowi Cypriana T. Olenckiego wiele zarzucić, ale na pewno nie chybioną diagnozę knajpy z kebabem jako centrum świata. Bo naprawdę nie zna życia ten, kto nie spotkał sfrustrowanej Polski we wszystkich jej odmianach podczas nocnego wypadu "na kebsa". Tym większa szkoda, że na tej refleksji w zasadzie się kończy – nie stoi za nią ani precyzyjna forma filmowa, ani wyczucie komediowo-dramatycznej materii. To kino dobrych pomysłów i obietnic bez pokrycia. 

   

Wokół tureckiego przybytku w centrum Warszawy orbitują ludzie różnych stanów i zawodów. Poznajemy biznesmena, który złożył rodzinę na ołtarzu pracy (Szymon Bobrowski). Jest wrażliwy niebieski ptak, który na dobre i na złe buja się po mieście z żywym pytonem (Jakub Gierszał). Są umęczone korporacyjnym drylem harpie (Iza Kuna), neurotyczni dilerzy narkotyków (Paweł Domagała) oraz wracający z wojny żołnierze, którzy w Polsce czują się jak na kolejnym froncie (Borys Szyc). Wszyscy pozostają bohaterami napisanych na kolanie nowelek albo – jak profesor politologii (Jerzy Radziwiłowicz) oraz prostytutka, która okazuje się jego studentką (Katarzyna Zawadzka) – dowcipasów z brodą. Temperatura ich perypetii równa się zeru, banały płyną jak z przyciśniętego palcem szlauchu: korporacje bezlitośnie mielą pracowników, tolerancja już była, a po ulicach ganiają nacjonalistyczni ultrasi. No mielą i ganiają, nie przeczę. Ale wszystko to wiemy i bez filmu Olenckiego, którego interesują wyłącznie powierzchowne diagnozy. 

Reżyser celuje w satyrę, czerpie z komedii absurdu, a nawet kina sensacyjnego, całość zaś spina klamrą polifonicznej opowieści o krzyżujących się "ludzkich losach". Odpala humorystyczną narrację, by w mgnieniu oka zmienić ton i nastrój, podrzuca nam figurę punkowej ekstremistki z jednej strony, i żula-anioła prowadzącego na ziemi emocjonalną reedukację z drugiej. Próba sportretowania całego społeczeństwa poprzez te zderzenia gatunków i narracyjne paradoksy jest ciekawa, lecz koniec końców nie wyrasta z niej żaden autonomiczny język. Olencki obejrzał sporo filmów, jednak nie wie, jak film sam chciałby nakręcić: konwencje znoszą się wzajemnie, nie pracują na dramaturgiczny efekt, najlepszą recenzją większości nowelek byłoby machnięcie ręką.

   
 
Koniec końców, całość ogląda się beznamiętnie, ale też bez zgrzytania zębami, co jest w dużej mierze zasługą montażysty i – po części – reżysera. Akcja płynie wartko, zaś aktorzy – nawet nie mając oparcia w silnym tekście – potrafią wywalczyć coś dla swoich postaci. Dobra jest zwłaszcza Kuna, która sygnalizuje pulsującą pod grubą skórą jej bohaterki wrażliwość i przechodzi jakąkolwiek przemianę. Udany występ zaliczył Michał Żurawski, który z frazesów, przekleństw i agresywnego języka ciała stworzył karykaturalną wersję dorobkiewicza biorącego na celownik imigrantów. Generalnie sporo tu niezłych konceptów, które nie doczekały się rozwinięcia, co zresztą najlepiej widać w absurdalnym finale. Gdy jeden z bohaterów zwraca się bezpośrednio do kamery i wróży Polsce nieciekawą przyszłość, domyślamy się, że reżyser chciał zdzielić nas po głowie młotem. Tym większa szkoda, że skończyło się na prztyczku w ucho. 
1 10
Moja ocena:
4
Michał Walkiewicz
Dziennikarz filmowy, redaktor naczelny portalu Filmweb.pl. Absolwent filmoznawstwa UAM, zwycięzca Konkursu im. Krzysztofa Mętraka (2008), laureat dwóch nagród Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej... przejdź do profilu
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
60% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (68 głosów).
Udostępnij:
Skoro miała to być komedia to zastanówmy się czy było się z czego śmiać. Otóż niestety nie. Nie dość, że wątki nie są w żaden sposób scalone, nic z nich nie wynika, to ... więcej
zdaniem społeczności pomocna w: 60%
Do kina wchodziłem pełen złych przeczuć: hasło "polska komedia" wciąż brzmi jak alarm ostrzegający przed zmarnotrawieniem czasu i środków płatniczych NBP. więcej
zdaniem społeczności pomocna w: 74%