Recenzja filmu

Sum (2010)
Henry Joost
Ariel Schulman

Don't let anyone tell you what it is

"The Social Network" robi furorę. Obraz Finchera to reżyserski majstersztyk. Tak poskładany, by po seansie myśleć tylko jedno – okej, to może tylko film fabularny, ale teraz wiem, czym jest ...
"The Social Network" robi furorę. Obraz Finchera to reżyserski majstersztyk. Tak poskładany, by po seansie myśleć tylko jedno – okej, to może tylko film fabularny, ale teraz wiem, czym jest Facebook. Mimo Timberlake'a przelatującego przed ekranem z klatą na wierzchu, rewelacyjnie współgrającej z obrazem muzyki duetu Reznor-Ross, cały czas głowa podpowiada nam, że to przecież prawie dokument. Bo jeśli prawdziwe nazwiska, to i prawdziwe wydarzenia. Co ma do tego "Catfish"?

Młody, utalentowany fotograf Nev zostaje wypatrzony przez ośmioletnią malarkę Abby. Zainspirowana jego fotografią Abby zaczyna malować. Malować to, co Nev sfotografował. Relację między dwojgiem postanawia zobrazować brat Neva, Ariel, wraz z przyjacielem Henrym. Relacje rozwijającą się piekielnie szybko, dzięki Facebookowi. Nev poznaje mamę Abby, ojca, przyjaciół, a w końcu przyrodnią siostrę, Megan. Atrakcyjną tancerkę, piosenkarkę amatorkę, której Nev wyraźnie przypadł do gustu. Główny bohater, jak sam mówi, ma drugą rodzinę, facebookową. Rodzinę, która - jak każda zresztą - skrywa tajemnicę.

Już pewnie nastawiliście się na ostry thriller, takie dokumentalne "Milczenie Owiec", z psychopatycznym mordercą ganiającym za chłopcami z kamerą. Nev siekany na kawałki, Ariel kręci dalej, a Henry włącza w swojej kamerze termowizję. To zresztą nieco sugeruje świetnie dolewający oliwy do ognia trailer. Nie powiem, czy słusznie.

"Catfish" to "The Social Network" z innej strony. W tym przypadku jednak oglądamy dokument, przy którym chcemy wierzyć, że to fabularna opowiastka. Że to delikatny popis, nadal jednak na modłę "Projectu Monster" czy będącego teraz w kinach "Paranormal Activity". To jednak całkiem inna historia. Historia obrazująca zmiany zachodzące w naszym społeczeństwie, komunikacyjną rewolucję, w której centrum właśnie jesteśmy. Historia w żaden sposób nie naciągana, historia w pełni czysta. Bo twórcy bez wątpienia mogliby dodać trochę kolorytu, pójść w pewnych momentach w nieco horrorowe elementy tylko dzięki sprytnej postprodukcji. Wyrzekając się tego, pozwolili napięciu budować się samoistnie. Bo nawet jeśli utworzycie w końcu obraz "co, jak i dlaczego", to nadal atmosfera zaszczucia pozostanie.

"Catfish" to konieczny "must see" – a nim mniej się po tym filmie spodziewacie, tym lepiej. Chyba nie można zrobić sobie nic gorszego, niż przeczytanie jakiejkolwiek recenzji na jego temat... Ups...
1 10 6
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
82% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (11 głosów).
Udostępnij: