Recenzja filmu

Transporter: Nowa moc (2015)
Camille Delamarre
Ed Skrein
Ray Stevenson

Zemsta

Skreinowi – typowi sztywniaka z umiarkowanym dystansem do siebie – daleko do ironicznego Jasona Stathama, ale ma atuty, których nie sposób nie zauważyć. Kiedy odsłania swoje ciało i pręży mięśnie ...
Jedna z pierwszych scena nowego "Transportera" pokazuje, z jakim typem bohatera będziemy mieli do czynienia. Elegancki Frank Martin (Ed Skrein) rozprawia się w parkingu podziemnym  z typami, którzy chcą ukraść mu wypasione audi. Używa do tego tylko jednej ręki; z drugiej nie wypuszcza torebki z prezentem dla swojego ojca. Idzie mu to niezwykle gładko, a z pomocą przychodzi mu sam w pełni zautomatyzowany samochód. Z zatargu Frank wychodzi oczywiście zwycięsko, nawet na chwilę nie tracąc klasy i pięknego brytyjskiego akcentu.



Tym razem tytułowy transporter trafia w samo centrum akcji za sprawą tajemniczej żadnej zemsty kobiety, która zleca mu przewiezienie siebie i swojej przesyłki z punktu A do punktu B. Zadanie okazuje się o wiele bardziej skomplikowane, a w morderczą rozgrywkę zostaje wplątany także Frank senior, który odwiedza syna tuż po przejściu na emeryturę. Obaj – choć niepozorni – skrywają wiele umiejętności, dzięki którym wychodzą cało z dosłownie każdej opresji. 

Skreinowi – typowi sztywniaka z umiarkowanym dystansem do siebie – daleko do ironicznego Jasona Stathama, ale ma atuty, których nie sposób nie zauważyć. Kiedy odsłania swoje ciało i pręży mięśnie na ekranie, łatwo wybaczyć mu warsztatowe niedostatki. Zresztą bije się świetnie, a sceny, w których rozkłada na łopatki większych od siebie przeciwników, to najlepsze momenty filmu. O warstwę humorystyczną "Transportera" dba jego ojciec grany przez Raya Stevensona. Bez niego Skrein mógłby sobie nie poradzić z utrzymaniem uwagi widza. Stevenson wprowadza do filmu dużo lekkości, a dzięki jego urokowi "Transporter: Nowa moc" – mimo wielu niewiarygodnych, a czasem do bólu sztampowych wątków dostarcza przyjemnej, niezobowiązującej rozrywki.



Trzecim niezwykłym męskim bohaterem filmu jest Audi S8. Nowy "Transporter" to właściwie jedna kilkudziesięciominutowa reklama tego samochodu: audi w deszczu, audi na zakręcie, audi w pędzie, audi w zwolnionym tempie. Gdyby ktoś nie dostrzegł wszystkich atutów tego pojazdu, Frank raz po raz zapewnia o jego wyjątkowości. Ale i ten promocyjny zabieg łatwo wybaczyć dzięki temu, że twórcom filmu udaje się go obrócić kilkukrotnie w żart.

Wydaje się, że to właśnie samoświadomość autorów nowego "Transportera" uratowała film przed porażką. Bo chociaż jest w nim sporo niedorzeczności, jest też dużo uroku. I dużo niezłych scen akcji. Czasem tyle wystarczy, by dobrze bawić się w kinie.    
1 10
Moja ocena:
6
Dorota Kostrzewa
Absolwentka Wydziału Polonistyki na Uniwersytecie Warszawskim, gdzie ukończyła specjalizację edytorsko-wydawniczą. Redaktorka Filmwebu z długoletnim stażem. Aktualnie także doktorantka w Instytucie... przejdź do profilu
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
54% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (95 głosów).
Udostępnij: