Loki K

Loki to w moim przekonaniu najbardziej charyzmatyczna i niejednoznaczna postać z komiksowej stajni Marvela. I nie bez powodu, to właśnie z nim – chronologicznie – wkraczamy w paralelne uniwersa ...
Bezkres betonowych korytarzy, windy przemierzające niezliczone piętra biurowego molocha oraz piętrzący się stos papierów. Witajcie w skromnych progach Agencji Ochrony Chronostruktury (AOC), ściśle tajnej międzygalaktycznej organizacji, która trzyma pieczę nad chronologią wszech rzeczy. W surrealistycznym świecie Michaela Waldrona Loki to marvelowski Józef K uwięziony w biurokratycznej machinie absurdów i niedopowiedzeń. Zamiast fanowskiej papki, w której powoli tonie Kinowe Uniwersum Marvela, reżyser serwuje ekscytującą podróż w czasie, która prowadzi wprost w najgłębsze zakamarki duszy i umysłu legendarnego boga psot. Serial Waldrona jest dokładnie taki, jak jego tytułowy bohater – fascynujący, inteligentny i diabelnie pociągający. 


Pamiętacie, jak Jim Carrey w "Brusie Wszechmogącym" stanął oko w oko z samym Bogiem, a ten pokazał mu niepozorną skrzyneczkę, w której mieściły się wszystkie słowa, jakie Bruce kiedykolwiek wypowiedział na głos? Loki doświadcza w siedzibie AOC czegoś podobnego, z tą niewielką różnicą, że nie jest przecież zwyczajnym śmiertelnikiem, ale nordyckim księciem Asgardu. Bohater trafia do klaustrofobicznego aresztu, w którym jego boskie pochodzenie nie robi na nikim większego wrażenia. Wszechmocną siłą okazują się tu "Wielcy Bracia" AOC, czyli tajemniczy Strażnicy Czasu, monitorujący świętą chronologię. W Agencji Ochrony Chronostruktury Loki dowiaduje się, że jest "wariantem" – jedną z wielu wersji samego siebie, która swoją sprytną ucieczką przed Avengersami podczas bitwy o Nowy Jork wywołała anomalię na głównej wstędze czasu. Antybohater trafia na ławę oskarżonych za odwrócenie biegu historii oraz doprowadzenie do nieodwracalnej wariacji zdarzeń. Gdy jednak skazany Loki ma zostać poddany surowej karze, z opałów ratuje go pragmatyczny Agent Mobius.

Owen Wilson sprawdza się rewelacyjnie w roli neurotycznego pracoholika. Z pełną powagą zaklętą w urzędniczym wąsie, a zarazem z niemałą dawką ironicznego humoru, tworzy postać everymana uwięzionego w świecie instytucjonalnych absurdów. Loki i Mobius (którego nazwisko symbolizuje wstęgę nieskończoności) okazują się dynamicznym duetem, fotogenicznie i z finezją łamią surowe zasady systemu. W ich relacji nie brakuje również emocjonalnego napięcia (a może i romantycznego potencjału, jako że Loki zostaje przedstawiony w serialu jako pierwszy queerowy bohater Marvela). Wątek płynności płciowej bohatera (w dosłownym rozumieniu – zdolności do cielesnej transformacji) nie jest oczywiście dla serialu kluczowy. Czasem jednak staje się źródłem jego komediowej bądź dramatycznej siły. Prawdziwa zabawa i uczuciowa gra pozorów zaczyna się dopiero wtedy, gdy w "Lokim" pojawia się tajemnicza Sylvie, która okaże się znać Lokiego bardziej niż ktokolwiek na świecie.


"W AOC czas płynie inaczej" mówi Lokiemu Agent Mobius. Z jednej strony siedziba organizacji przypomina trochę brutalistyczny skansen. Faksy, drukarki i stosy dokumentów zalegają na biurkach znudzonych pracowników; specjaliści od papierkowej roboty popijają zimną lurę, a zamiast nowoczesnych macbooków korzysta się tu z prymitywnych ekranów, budzących skojarzenia ze starymi, kineskopowymi telewizorami. Z drugiej strony, AOC mieści się w nowoczesnym i tętniącym życiem mieście, którego zmechanizowana tkanka przypomina żywy, oddychający organizm. Biurokratyczne imperium agencji to orwellowska, instytucjonalna dystopia, w której praca i porządek są najwyższymi cnotami – za Wielką Siostrę służy tajemnicza Pani Minutka, kreskówkowa maskotki AOC, która pilnuje, aby każdego schwytanego tu złoczyńcę spotkała zasłużona kara. Urzędnicy zostają sprowadzeni do roli małych trybików w potężnej machinie urzędniczej, a w reżimowym systemie, nikt nie zastanawia się nad tym, jak naprawdę wygląda świat zewnętrzny. Liga broni, liga radzi, liga nigdy was nie zdradzi. 


Żeby wyrwać się z tego więzienia, potrzebny jest przede wszystkim otwarty umysł. "To nigdy nie była pana historia, panie Laufeyson" – słyszy od urzędniczki bezradny bohater. Michael Waldron jednak tylko się droczy – i z nim, i z nami. Sześcioodcinkowy serial o Lokim to czysta celebracja nordyckiego bożka. A przy okazji, oda do wszystkich antybohaterów, którzy nie dostali szansy na opowiedzenie światu swojej historii. Loki to w moim przekonaniu najbardziej charyzmatyczna i niejednoznaczna postać z komiksowej stajni Marvela. I nie bez powodu, to właśnie z nim – chronologicznie – wkraczamy w paralelne uniwersa obłędu; dowiadujemy się więcej o alternatywnych wszechświatach oraz nielinearnej wstędze czasu. Oczywiście, z każdą kolejną odpowiedzią przybywają nowe pytania. Waldron, jak sam bóg psot, niejednokrotnie myli tropy, a w końcu zamienia mapę międzywymiarowych podróży w czystą tablicę. Czekając na drugi sezon, możemy mieć tylko nadzieję, że w każdym kolejnym uniwersum, jakie zafundują nam włodarze marvelowskiego imperium, znajdzie się miejsce dla Lokiego i jego intryg.
1 10
Moja ocena serialu:
8
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
78% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (18 głosów).