Recenzja serialu

Słowo na L (2004)
Ernest R. Dickerson
Tricia Brock
Jennifer Beals
Laurel Holloman

L jak Love

W przytulnej kawiarence "The Planet" w Los Angeles regularnie spotykają się zaprzyjaźnione ze sobą kobiety. Wspierają się, docinają sobie, planują wspólne imprezy. Jedną z nich jest Alice ...
W przytulnej kawiarence "The Planet" w Los Angeles regularnie spotykają się zaprzyjaźnione ze sobą kobiety. Wspierają się, docinają sobie, planują wspólne imprezy. Jedną z nich jest Alice Pieszecki (Leisha Hailey), dziennikarka, najbardziej z nich wszystkich zorientowana w aktualnych ploteczkach. Jest autorką sławnego wykresu, który ilustruje lokalne uniwersum osób powiązanych ze sobą przez seks. Alice jest bardzo dumna ze swojego wykresu, a interpretację ma jedną: poprzez sieć związków, romansów i miłosnych przygód można połączyć każdego z każdym!

Czy serial "The L Word" jest teorią "Sześciu Podań Ręki" w nowej szacie, czy może pod historią o kalifornijskich lesbijkach kryje się więcej niż tylko odpowiedzi na pytania: Kto? Z kim? Kiedy? I jak długo?

Ilene Chaiken, producentka i pomysłodawczyni serialu, perypetie bohaterek oparła na własnym życiu – jest lesbijką i samotnie wychowuje dziecko. Wątek rodzicielstwa lesbijek pojawia się już w odcinku pilotowym; w późniejszych seriach bohaterki będą próbowały zekranizować branżowe życie. Chaiken zapytana przez New York Times o ideę, jaka przyświeca jej projektowi, odpowiada: "Nie podoba mi się pomysł upolityczniania powszednich programów telewizyjnych. Polityką zajmuję się prywatnie. Zawodowo tworzę serial melodramatyczny. Nie jestem misjonarzem kultury". Jak wielu nastoletnich chłopców, tak i Chaiken chce w telewizji tylko popatrzeć na całujące się dziewczyny, dodaje dziennikarka. (NYT, 6 lutego 2005).

A jest na co popatrzeć, ponieważ aktorki zostały starannie dobrane pod względem urody. Wizażyści i rekwizytorzy zadbali o to, żeby wszystkie wyglądały nienagannie i były ubrane wg najnowszych trendów. Nawet Jenny (Mia Kirshner), pisarka (dorywcza ekspedientka i kelnerka), nosi złoto i perły na szyi, choć ciężko jej uzbierać na czynsz. W końcu mieszka w West LA – luksusowej dzielnicy Miasta Aniołów, to zobowiązuje. Czy to jest prawdziwy świat lesbijek? Nie, ale producenci nigdy nie mieli zamiaru wiernie odzwierciedlać całej społeczności. To tylko telewizja, entertainment, tu nikt nie chce oglądać brzydkich ludzi.

Czy serial jest zatem skierowany do lesbijek? Też. Do kobiet? Przede wszystkim. Nie przypadkiem był reklamowany sloganem "same sex, different city", który jest aluzją do bardzo popularnego wśród kobiet serialu "Seks w wielkim mieście" (1998-2004). "The L Word" porusza problematykę, jaką można odnaleźć w każdym "babskim" serialu: siła przyjaźni, niszczycielskie zdrady i romanse, trudy budowania rodziny czy próby radzenia sobie z wrednym przełożonym. Tu dochodzą jeszcze wątki z kategorii LGBTQ, takie jak coming out oraz akceptacja przez rodzinę i otoczenie.

Historii do opowiedzenia jest tak wiele, jak wiele jest bohaterek. Niestety w parze z ilością nie idzie jakość. Wątkom pobocznym brakuje głębi, która dopełniałaby ich wiarygodność. Widz nie ma szansy na odgadnięcie uczuć bohaterki, ponieważ ta zakochuje się w mgnieniu oka i to z niejasnych powodów [np. niepokorna Shane (Katherine Moennig) zauroczona rozpieszczoną, bogatą klientką]. Trudno doszukać się, czyja w tym wina. Czy może scenarzystów, którzy zbyt opieszale planują "zwroty akcji", czy reżysera, który nie potrafi pokierować swoją ekipą, czy wreszcie samej aktorki, która nie umie wiernie oddać wewnętrznych przemian odgrywanej postaci.

Mimo tych niedociągnięć serial cieszy się niezmierną popularnością. Amerykańska telewizja kablowa Showtime planuje emisję ostatniej (już szóstej) serii "The L Word" na rok 2009. Będzie to najdłużej emitowana produkcja Showtime. Choć oglądany przez rzesze heteryków, serial o kalifornijskich pięknościach ma szczególne znaczenie dla lesbijek. W końcu z wypiekami na twarzach mogą śledzić losy bohaterek takich jak one – może trochę ładniejszych, może trochę bogatszych, ale przecież to wszystko dziewczyny z branży. Lesbijka w mediach wreszcie przestała być tylko newsem: kolorowym dziwakiem na Paradzie Równości, przedmiotem kompromitujących wypowiedzi polityków lub niemym głosem w kolejnej jałowej dyskusji o małżeństwach homoseksualnych. Dzięki serialowi "The L Word" lesbijka w telewizji w końcu jest sobą. Na całym świecie lesbijki przekonały się, że o "tych sprawach" można publicznie mówić, że są normalne.

Ostatecznym dopełnieniem tej normalności byłaby emisja serialu w Polsce. Na to jednak trzeba jeszcze poczekać. Zresztą i w Stanach od pomysłu na serial (2001) do jego produkcji (2004) minęło sporo czasu. Znany z prowokacyjnych produkcji Showtime ("Trawka", "Queer as Folk") zdecydował się podjąć to wyzwania dopiero wtedy, gdy nastała "moda" na lesbijki: gdy Rosie O'Donnell wyznała swoją orientację (2002), gdy Madonna wsunęła język w usta Britney Spears (2003), a Ellen deGeneres dostała własny talk show (2004). W Polsce takiej "mody" na razie nie widać, a do wszelkich produkcji Showtime stacje telewizyjne nad Wisłą dojrzewają powoli.
1 10
Moja ocena serialu:
6
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną?
82% użytkowników uznało tę recenzję za pomocną (28 głosów).
Udostępnij:
Można nie lubić tego serialu, można wyliczać wady, lecz nie można zaprzeczyć, że serial jest przełomowy. W końcu, w którym serialu bohaterkami są wyłącznie lesbijki, a ... więcej
zdaniem społeczności pomocna w: 88%
"Słowo na L" z całą pewnością jest produkcją przełomową. Ma zarówno wady, jak i zalety - jak każdy kontrowersyjny produkt. Twórcy serialu stworzyli obraz całkowicie ... więcej
zdaniem społeczności pomocna w: 62%