Netflix dokonał rzeczy pozornie niemożliwej. Zbudował wehikuł czasu do lat 80., do którego wsiada się jednym kliknięciem play, a wysiada dopiero wtedy, gdy napisy końcowe dawno już znikną z ekranu. Pięć sezonów „Stranger Things” połknąłem w dwa tygodnie, tak - zasiadłem do serialu po raz pierwszy od premiery w 2016 roku. Sezony były rozłożone rozsądnie, bo przecież trzeba mieć jeszcze czas na życie, ale i tak z poczuciem, że przepadłem. Dokładnie tak jak kiedyś z „Grą o tron”. Totalnie, bez wstydu, z pełnym emocjonalnym zaangażowaniem.
więcej