Hopkins, Harris i wydmuszka

Na Westworld czekałem od pierwszego zwiastuna obejrzanego w kinie. Anthony Hopkins, Ed Harris, dziki zachód, przyszłość, technologia i gęsty klimat. Ponad to jedynie dziesięć epizodów i produkcja HBO... Co mogło pójść źle? Okazało się, że sporo, ale nie uprzedzajmy faktów. Pierwszym sygnałem ostrzegawczym było nazwisko Nolan. Jonathan Nolan. Człowiek, który współtworzył Interstellar, jedną z najbardziej efektownych wydmuszek w historii kina. To, co było tylko obawą, gdzieś w okolicy siódmego odcinka zamieniło się w pewnik: Westworld to wydmuszka. Efektowny, ładnie nakręcony serial z ciekawym pomysłem zamieniony w pustą skorupę. Na zewnątrz wygląda na coś BARDZO MĄDREGO i BARDZO WAŻNEGO, ale kiedy przyłożyć do tego logikę, albo poszukać sensownych zasad, na których się opiera świat przedstawiony - zostajemy z niczym. Może nie tyle z niczym co z garścią oklepanych banałów na temat człowieczeństwa podanych z subtelnością walca drogowego. W dalszej części sobie pofolguję więc spojlery nieuniknione.

Fabuła bazuje na pełnometrażowej produkcji z lat siedemdziesiątych pod tym samym tytułem. Mamy tu wyjątkowy park rozrywki. Dziki Zachód odtworzony do ostatniego szczegółu i wypełniony "hostami" - androidami stworzonymi na podobieństwo ludzi, którzy grają tu rolę cRPGowych NPCów. Stanowią tło dla gości czyli ludzi, którzy przyjeżdżają do Westworld, żeby się bawić, przeżyć przygodę, oderwać od swojego życia. Wszystko wg zasady "hulaj dusza, piekła nie ma". Można przeżyć przygodę zaplanowaną przez obsługę parku, albo gwałcić, rabować i mordować do woli wg uznania.

Sielanka kończy się kiedy niektóre androidy zaczynają zachowywać się co najmniej dziwnie. Potem dowiadujemy się, że historia parku ma mroczne początki, jeden z założycieli (w tej roli Hopkins jako Robert Ford) jest na wylocie, a zarząd firmy Delos(właściciel Westworld), zaczyna zakulisowe rozgrywki polityczne. Jakby tego było mało, po okolicy kręci się tajemniczy kowboj w czarnym stroju (Ed Harris) i szuka czegoś, co nazywa środkiem labiryntu, ukrytym poziomem.

Z pozytywów (krótko będzie): Anthony Hopkins i Ed Harris to klasa sama w sobie i przyjemnością jest ich oglądać w absolutnie każdej scenie, w której się pojawiają. Reszta aktorów i aktorek robi co może, stara się, ale dzieli ich od wymienionych prawdziwa przepaść. Produkcja, jak przystało na stację HBO, jest dopieszczona technicznie, zdjęcia, montaż, muzyka - wszystko stoi na odpowiednio wysokim poziomie. Dzięki temu serial jest stylistycznie spójny, ładny i buduje intrygujący klimat tajemnicy i niepewności.

A potem wszystko siada. Scenariusz wybiera najbardziej przewidywalne i banalne rozwiązania. Ktoś z obsługi okazał się hostem. Szok? Niespecjalnie. Niektóre sceny okazały się być częścią zamierzchłej przeszłości? Klękajcie narody! Jedyny zwrot akcji, który mi się podobał to prawdziwa tożsamość postaci Eda Harrisa. Co prawda jego przemiana za młodu nastąpiła trochę za szybko i wyszło trochę sztucznie, mimo to - dobrze się to oglądało.

Mam odruch przykładania do wszystkiego, co oglądam, logiki. Oczywiście zakładając, że nie jest to film o wielkich robotach i Godzilli. No więc w starciu z logiką Westworld pada na deski i błaga o litość. Zasady rządzące światem są tak niejasne, że zazwyczaj dopasowują się do tego, co akurat trzeba pokazać. Najpierw host nie może skrzywdzić gościa, a potem widzimy jak ludzie dostają po łbie, prawie giną powieszeni, są torturowani, bici i co tylko sobie wymarzymy. Park posiada wielkie centrum zarządzania, z którego nic nie widać, nic nie wiadomo o tym, co się w tymże parku dzieje. Androidy budzą się na stole operacyjnym, zmuszają ludzi do oprowadzania ich po ośrodku - co oczywiście nie wzbudza niczyich podejrzeń. Wątek Maeve po finale ma sens TYLKO wtedy, jeśli się okaże, że rudy i Azjata to również roboty. W innym wypadku ten wątek jest tak bardzo pozbawiony sensu, że brakuje słów. No bo przecież człowiek, który prawie umarł z poderżniętym gardłem na drugi dzień wraca do pracy jak gdyby nigdy nic i niczego nie zgłasza, żeby się nie narazić przełożonym. Facet, który uczy się programowania na sztucznej ptaszynie i ledwo mu to idzie, na przestrzeni kilku odcinków jest behawiorystą-ekspertem. Facet, który jest legendą i zbudował to miejsce jest tak bardzo nieznany wszystkim, że Ford podstawia jego kopię ileś lat później i nikt tego nie zauważa. NIKT. Wyjaśnienie tego hasłem, że Arnold nie pchał się na afisz to śmiech na sali. Ludzie z obsługi dosłownie giną z dnia na dzień (Elsie, szef ochrony) i nikt się tym nie przejmuje. Wątek nie ma żadnego wyjaśnienia, żadnego zakończenia. Po prostu się urywa.

Wisienką na torcie są sceny akcji w ostatnim odcinku. Trzech hostów pod wodzą Maeve rozbija się po ośrodku i robi co chce, bo za przeciwników maja armię szturmowców z Gwiezdnych wojen. Tzn. przebrani są za jednostkę szybkiego reagowania, ale celność maja taką samą jak goście w białych skafandrach ze sztucznego tworzywa. Ogląda się to jak kino sensacyjne klasy Z. Kolejne fale spec-opsów wybiegają, oddają niecelną salwę w stronę celu i giną. Żenada. Oczywiście, żeby zachować nielogiczność w detalach robot widzi P90tkę i po trzech sekundach wie jak z niej strzelać, jak przeładować i posiada nieskończony zapas amunicji.

Westworld kończy się z przytupem. Wszystko okazuje się być sprytnym planem Forda, który dąży do tego, co chciał zrobić Arnold - uwolnić roboty i wypuścić je poza park, między ludzi. Genialnym sposobem na to jest przemycenie jednego egzemplarza poza park i nakazanie pozostałym wymordowanie członków zarządu i wszystkich gości na bankiecie. Chylę czoła przed pomysłowością scenarzysty. Z tym, że nie bardzo. Zakończenie typu deus ex machina, które kompletnie nie ma sensu. Albo inaczej, ma sens tylko jeśli w parku pracują same roboty albo Ford dziwnym sposobem potrafi też kontrolować ludzi i ich zachowania (jak wspomniana dwójka techników-idiotów). A ja tego nie kupuję.

Westworld to ładnie i sprawnie nakręcona wydmuszka. Serial, który udaje coś, czym nie jest i do przekazania swojego morału na temat sztucznej inteligencji i ludzkiej brutalności dobiera sobie sceny dowolnie, ignorując zasady, które wcześniej sam ustanawia. Od razu widać tu rękę gościa, który współtworzył Interstellar. Przerost formy nad treścią do takiej potęgi, że klękajcie narody. Najsmutniejsze jest to, że tych dziesięciu godzin zainwestowanych w serial nikt mi nie odda. Jeśli chcesz obejrzeć dobrą produkcję traktującą o podobnych tematach - sięgnij po Blade runnera lub Ex machina. Na Westworld zwyczajnie szkoda czasu.

http://zabimokiem.pl/hopkins-harris-i-wydmuszka/

279
  • Wszystko racja, z wyjatkiem tego:
    "Z pozytywów (krótko będzie): Anthony Hopkins i Ed Harris to klasa sama w sobie i przyjemnością jest ich oglądać w absolutnie każdej scenie, w której się pojawiają. Reszta aktorów i aktorek robi co może, stara się, ale dzieli ich od wymienionych prawdziwa przepaść"

    Nie widzialem tej "przepasci" i "klasy".

  • Podobnym serialem do Westworld (w znaczeniu, ze wystepuja w nim roboty majace swiadomosc, a inne dopiero ja uzyskuja), ktorego 2 sezon aktualnie jest emitowany to Humans:
    http://www.filmweb.pl/serial/Westworld-2016-232988/discussio...

    Poza tym tu jest spis filmow o inteligentnych robotach i komputerach:
    http://www.filmweb.pl/serial/Humans-2015-725776/discussion/J...

  • A najsmutniejsze jest to, ze wiekszosci ludzi to wszystko nie przeszkadza (co widac po ilosci zachwytow nad serialem tutaj).

    • Wiesz, nic w tym dziwnego nie ma. To jest tak, że dla jednych liczy się spektakl i emocje, jakie wywołuje. Kibicują protagonistom, nienawidzą czarnych charakterów, a każdy zwrot akcji powoduje u nich szybkie bicie serca.

      Ja należę do drugiej kategorii, dla mnie morał, przesłanie i emocje to jedno, ale jak fabuła jest nielogiczna, a ludzie zachowują się bez sensu to wszystko gdzieś umyka. Nie potrafię docenić filmu, który mówi (próbuje powiedzieć) coś mądrego i ważnego, ale w starciu z logiką po prostu przegrywa. Nawet nie tyle z logiką naszej rzeczywistości, ale z logiką własnego świata.

      • Tak, tez mi sie nie podobaja filmy, gdzie scenarzysci nie potrafili dopiac wszystkiego na ostatni guzik, tak aby widzowi moglo sie wydawac, ze w jakims opisywanym przez nich swiecie mogloby sie cos takiego wydarzyc i nie byloby sie do czego pod wzgledem logicznosci wydarzen przyczepic.

      • Jak można uznać że w tym serialu brakuje logiki?
        Cały pierwszy sezon, a zakładam, że i cała seria, opiera się wyłącznie na logice. Bardzo skrupulatnej i skomplikowanej. Jednokrotne obejrzenie sezonu nie pozwala na stuprocentowe zrozumienie jego sensu. Sam fakt, ze jego akcja rozgrywa się w trzech przestrzeniach czasowych, może dawać wrażenie zagubienia, ale gdyby nie logika, to wyjaśnienie tych wątków w ostatnich odcinkach, nie wywołałoby tak pozytywnych emocji.
        Serial jest bardzo skomplikowany, to fakt, ale nie zgodzę się z faktem, że nie bazuje on na logice.
        A sam scenariusz był dopieszczany przez kilka lat. Sam fakt, ze na kolejny sezon trzeba czekać dwa lata daje do myślenia, jak wiele czasu scenarzyści potrzebują na jego stworzenie.
        Co jak co, ale w tym serialu nic nie jest przypadkowe a wszystko tworzy niesamowicie spójną całość

        • Fajnie, a argumenty? Bo ja swoje podałem.

          A jeśli cała logika sprowadza się do "Ford jest bogiem w parku i panuje nad wszystkim, 90% aktorów to hosty, a nie ludzie" to ja dziękuję. Dla mnie to jest deus ex machina i tandeta.

          • Jako gracz mmorpg i larpów, uważnie przyglądałam się zasadom działania świata, relacjom między hostami i możliwościami graczy w zastanym świecie. Już w pierwszym odcinku moją uwagę zwróciło zdanie "2000 hostów na 1400 gości", a pierwszym pytaniem było "jeśli jest tam tylu graczy, jak odróżnić ich od NPC? Przecież nie tylko sprawdzając, czy można takiego zabić. Przecież na NPCach odbywają się różne akty przemocy, co w sytuacjach, gdy próbujesz zgwałcić/przelecieć/upić/pobić gracza ze świadomością, że to tylko enpec?". Nie znalazłam odpowiedzi na te pytania jak i na kolejne, które pojawiały się lawinowo. Okazało się, że proporcje gracz/npc są zupełnie inne, na jednego gracza przypadają dziesiątki NPC, zaczęłam więc rozkminiać jakieś rzeczywistości równoległe, do których wprowadzane są ograniczone ilości gości. Nic z tego. W ogóle poza spójnością w samym Westworld, zabrakło mi "bigger picture", o którym od czasu do czasu się wspomina. Liczyłam po cichu na to, że skoro rada ma podejście "niech się Ford bawi swoimi lalkami, bo to wszystko ma szerszą perspektywę"to dostaniemy chociaż kawałek tej szerszej perspektywy. Nie wiem, eksperymenty wpłwające na realny świat, cokolwiek. Tymczasem szerzej widać tylko East World, co sugeruje, że takich miasteczek rozrywki jest więcej. Oglądałam serial w ciągu dwóch wieczorów i pod koniec byłam naprawdę zmęczona ilością bełkotu, który jest ładny, działa na emocje, ale jest po prostu głupi. I w całym tym zagmatwaniu bardzo prosty, sztampowy, przewidywalny. Masą drobnych detali i komplikacji próbują ukryć fakt, że cała historia jest prosta jak budowa cepa i przy całym tym skupianiu się na zagmatwaniu, umknęła wizja całości. Tyle ode mnie.

            • "Oglądałam serial w ciągu dwóch wieczorów i pod koniec byłam naprawdę zmęczona ilością bełkotu, który jest ładny, działa na emocje, ale jest po prostu głupi. I w całym tym zagmatwaniu bardzo prosty, sztampowy, przewidywalny. Masą drobnych detali i komplikacji próbują ukryć fakt, że cała historia jest prosta jak budowa cepa i przy całym tym skupianiu się na zagmatwaniu, umknęła wizja całości."

              To w zasadzie najlepsze możliwe podsumowanie Westworlda w ledwie trzech zdaniach. W pełni się zgadzam choć warto zaznaczyć po raz kolejny, że Hopkins z Harrisem na poziomie plus serial jest naprawdę ładny.

              • Jak dla mnie przez to wszystko Hopkins i Harris stracili. Piszesz, że trzymaja poziom ale jeśli brac pod uwage zachowanie pt: "był sobie szeryf" to ok, ale sory mamy XXI wiek i jednak cos przydałoby sie zmienić. A nie tylko: ja mam władzę, rządzę, jestem kimś. Najbardziej własnie dla mnie straciła postac Williama grana przez Harrisa- ok rozumiem, że dla niego było przykre kiedy Dolores go nie zapamiętała i zachowywała sie jak inne hosty. Z tym, że robot to jest robot nawet jesli wygląda jak człowiek, a tu nie ma nic pokazanego tak naprawde co by mówiło, że ona jest inna. Co niby on w niej zauważył? Już prędzej jest cos innego w dziewczynce mówiacej mu, że labirynt nie jest dla niego.
                Do tego wszystkiego pokazane jest, żejako starszy już jest w stanie gwałcić Meave i Dolores. Nawet strzela do Meave i jej "dziecka". Kurcze rozumiem, że chciał sprawdzić czy może zabić ale dziecko? Nawet jesli jest robotem to słuchac krzyku, płaczu i jeków dziecka to jest dla mnie chore co z tego zrobili. Moze taki był zamysł. Ale czy nawet jesli człowiek wie, że komus nie zrobi tym krzywdy nagle jego pojecie o człowieczeństwie sie zmienia bo ma zawód miłosny? Jeśli tak to ludzkośc dawno by wyginęła..
                Wg mnie Arnold wcale nie chciał uwolnic hostów on nie chciał by otworzono ten park, ponieważ orientował sie, że cos jest z nim nie tak. Tylko jesli tak jest to albo wiedział, że to celowe działanie Roberta albo odkrył w hostach jakieś "coś". Tyle, że nawet Meave miała wpisana ucieczke z parku i postepowała zgodnie z nia. I teraz z Tobą się zgodzę, że znikniecie Arnolda to najgłupsze co było a raczej nie było ukazane.
                Nie zgodze sie jednakz tym, że serial miałby sens tylko gdy inni się okaża robotami, albo, że Ford ma nad nimi władzę. Dla mnie sensem byłoby gdyby jednak hosty pamiętały wszystko co im sie zdarzyło i dążyły do swojej drogi uzyskania szczęścia. EI. To miałoby sens. A tak to tylko marionetki i tyle.

        • Błagam Cię. Powinienem dostać nagrodę że zdołałem to obejrzeć jeden raz. Weźmy Dolores. Idzie. Siedzi. Zmienia się jej ubranie. Widzi siebie. Widzi puste krzesło. Żyje. Nie żyje. Znowu siedzi. Za pierwszym razem to intrygujące, za czwartym - żałosne.

          Superinteligentna Maeve jest beznadziejnie GŁUPIA.

          Kiedy Ed Harris znalazł mapę labiryntu na wewnętrznej stronie skóry głowy, to było coś. Potem okazało się że mapa jest wszędzie, ale Harris nie mógł nią podążać, bo ciągle zasypiał z nudów. A może to ja zasypiałem. A kiedy się budziłem, na ekranie Harris ciągle szukał labiryntu. Lecz czy to był ten sam labirynt? Ten sam sen? Ten sam odcinek?! Wątek w sam raz dla WW. ŻENADA.

        • Potwierdza się niestety myśl Tadeusza Kotarbińskiego, że kto nie rozumie logiki, ten zwykle nie rozumie i tego, że jej nie rozumie...

  • Czyjs inny, ciekawy krytyczny komentarz:
    http://www.filmweb.pl/serial/Westworld-2016-232988/discussio...

  • Problem z filmami/serialami sci-fi jest taki, że ich twórcy niejako z definicji mogą czuć sie usprawiedliwieni, serwując widzowi absurdy i usprawiedliwiać to konwencją. Inną tegoroczną wydmuszką jest dla mnie przeceniony, przehajpowany "Stranger Things".

    • Wiesz, ale absurd absurdowi nierówny. Nikt się nie czepiał nieścisłości w świecie SW przy starej trylogii, a to nagle pojawił się Phantom Menace i bum! Moc to nie żadna energia w kosmosie tylko midichloriany we krwi i da się zmierzyć! To było głupie, bo zupełnie niszczyło pewne reguły świata SW ustanowione na przestrzeni poprzedniej trylogii.

      A Stranger Things jest super. Tylko wydaje mi się, że to jest zamierzona wydmuszka. ST nie miało być mądrym serialem o nie wiadomo jak ważnych rzeczach. To jest hołd dla E.T., Goonies i seriali/filmów z lat 80tych, dla horrorów Kinga. Nic poza tym i niczego więcej nie udaje.

    • Problem z sci-fi jest taki, że w dzisiejszych czasach miano sci-fi zyskują bajki dla dzieci, które z lubością oglądają dorośli, bo efektowne. W prawdziwym sci-fi autor stara się niejako przewidzieć przyszłość w jak najsensowniejszy sposób. Przyszłość wynikającą z pojawienia się nieznanych możliwości lub zagrożeń. Dzisiejsze sci-fi to bajki o żelaznym wilku, a usprawiedliwienie to: przecież to tylko rozrywka dla gawiedzi.

      W Westworld absurdy nie wynikają z konwencji, przykładem absurdów wynikających z konwencji są komedie z Lesli Nilsenem, tu absurdy wynikają z lenistwa i braku kreatywności twórców (co wydaje się dziwne patrząc na prace scenografów). Ale może i masz rację, że to konwencja. Jest to bardzo powszechne i występuje w bardzo wielu filmach, nie tylko sci-fi, ale ja takiej konwencji nie kupuje.

      • serial za miliony dolarów, zbiera się porządną ekipę a ty twierdzisz, ze byli leniwi i bez pomyślunku. To jest po prostu ich wizja, tobie sie nie podoba, nie podoba się kilku innym osobą...to po cholerę to oglądacie :) uwielbiam komentarze w stylu "pobejrzałem 7 sezon i tylko potwierdził on moje przekonanie, ze cały serial to kupa"-sorry, nie ogarniam tego :D po co tak idiotycznie tracić czas?

        • Masz 100% rację, pewnie dlatego, że potwierdziłeś moje słowa. To jest ich konwencja i ich wizja, a mnie się nie podoba i jej nie kupuję bo ma się nijak do rzeczywistości. Żadna gra, żadna zabawa w parku rozrywki czy wesołym miasteczku nie działa tak jak tu sobie wymyślili. Bo to jest po prostu bez sensu.
          Wiesz, nie oglądam i nie oglądałem tego serialu, wyłączyłem po pierwszym odcinku.

          • jeśli po pierwszym wylączyłeś to nic o nim nie wiesz :D ale nie namawiam do oglądania.
            Nie miałem okazji "bawic" się w TAKIM parku, więc nie wiem czy moje zachowanie byłoby zasadniczo inne...w sumie przybliżono niewielu klientów, scenariusz skupia się na hostach i intrydze Forda. Generalnie uważam mówienie w stylu "ja to bym inaczej robił, na pewno nie tak" uważam za niedorzeczne, bo póki nie staniesz przed takimi czy innymi wyborami nie wiesz na 100% jak postąpisz. Raczej się zdziwisz, po czasie.

            • Wiem wystarczająco dużo by zrezygnować z oglądania. Podstawowe założenia na jakim się opiera serial są zupełnie pozbawione sensu. Każda gra i zabawa musi mieć zasady, a tutaj nie ma zasad. Każdy uczestnik zabawy może robić co chce bez konsekwencji.
              Razi mnie to tak bardzo, że nie mam zamiaru dalej oglądać. Puki co nikt nie poinformował mnie, że jestem w błędzie i w dalszej części wyjaśnia się, że jednak działa to tak jak powinno.

              • Nie rozumiem tylko dlaczego sie upierasz, ze tam zasad nie ma? Przecież są! :) nIE WIERZĘ, że nie chciałbyś mieć możliwości wejscia w taki świat, w jednym miejscu masz mozliwość uczestniczyć w "imprezie" feudalnej Japonii albo jeździć na słoniu w kolonialnej scenerii do tego wiedząc, że możesz dokonywać przeróżnych wyborów, wchodzic w interakcje z postaciami i jednocześnie niczym nie ryzykując? Czym się to rózni od grania w Uchearted , Tomb Raider itp? ANo tym, że możesz tę przygodę "pomacać" a nie tylko oglądać na ekranie ściskając pada. Straszny smutas z Ciebie chyba jest ;)
                W ostatnich odcinkach natomiast odsłania się prawdziwy sens istnienia tego parku i to moze rozwiewa pewne wątpliwości.

                • Tym się to różni, od grania w Ucheared (nie wiem co to) i Tomb Raider, że w Tomb Raider możesz zginąć jak w każdej grze. Kule (i nie tylko) się ciebie imają. Konsekwencja jest opuszczenie gry i restart. To jest zasada. Jak jedziesz orientalna wycieczkę gdzie możesz na niby uczestniczyć w imprezie lub jeździć na słoniu, nie możesz zastrzelić tego słonia, ani poganiacza bo pójdziesz do więzienia. Do prawdziwego więzienia. To są zasady. W Westworld nie ma zasad, więc to jest bez sensu.

                • zginac na niby-tak samo jest w Westworld

                • Nie w pierwszym odcinku.
                  Tam nie można było zginąć nawet na niby.

                • Leszy2 ma rację. Dane dzieło musi posiadać wewnętrzną spójność, reguły, nawet jeśli to bajka, jak w tym przypadku. WW jest niestety przykładem bardzo słabego scenariusza, gdzie te defekty są maskowane wizualnym efekciarstwem. Twórcy nie tłumaczą pewnych rozwiązań fabularnych logiką świata w którym się one dokonują albo tłumaczą to bardzo naiwnie. Zachowania postaci są uproszczone, momentami durne (azjata i kolega, porażkowy odcinek Sakura). Jasne, że wypadałoby poczekać z wnioskami na końcówkę serii, chociażby ze względu na retrospekcje, ale patrząc na jakość tego, co dostajemy na bieżąco, raczej nie mam złudzeń. Zachowanie androidów jest ilustracją frazy deus ex machina, autorzy scenariusza po prostu robią co im się podoba, ten brak dyscypliny, obawiam się, zaowocuje na finiszu marazmem.
                  Po drugie widać tendencję do rozpychania "czasu antenowego" sztucznymi wypełniaczami, które mają niską wartość fabularną: kiczowate dialogi, na siłę wydłużane sceny, liczne a zbędne powtórki. To chyba znak, że producenci myślą iż przestajemy mieć wymagania i łykamy wszystko, czyli ładnie opakowane NIC.

                • @Nixx
                  Mam dokładnie takie same odczucia. Właśnie po obejrzeniu S02E06 wszedłem na forum, bo był tak nudny, że potrzebowałem dwóch podejść, żeby go skończyć oglądać (na pierwszym zasnąłem). Pierwszy sezon dawał mi nadzieje na porządny, wciągający serial, ciekawą fabułę i tajemniczy klimat. Drugi sezon tylko pokazał, że to wszystko to była ściema i serial tak naprawdę nic nie oferuje. Moja ocena serialu spadła z 9 do 7, ale może spaść jeszcze niżej.

                • Przynajmniej podobał Ci się 1 sezon, mnie niestety od początku ta produkcja mierzi infantylizmem.

    • sam jesteś przehajpowany :D

  • Muszę się zgodzić, serial obejrzałam w sumie z ciekawości jak potoczą się wątki, ale jednak trochę się męczyłam. Wydmuszka to dobre określenie na Westworld

  • dokładnie tak jest! tak samo jak wydmuszkami był Pakt (straszny szajs w polskiej wersji) czy Wataha.
    Westworld jest tylko nowym opakowaniem to wyświechtanej historii - anodroidy ożywają i się buntują... ;)

    pytanie skąd bierze się tyle bezmózgów, których to zachwyca???

    • Nie obrażałbym ludzi, którym się to podoba. Ja to w pewnym sensie rozumiem. Dla jednych liczy się, żeby fabuła miała sens, a dla innych po prostu spektakl. Żeby było efektownie i tajemniczo i w ogóle żeby się działo. Dlatego ci co się zachwycają uważają, że serial uratowały ostatnie 3-4 epizody, a dla mnie to właśnie one były najgorsze ;)

      • może obrażam ludzi, ale to własnie ci dla których to miała być czysta akcja i ubaw silą się później na pseudo-intelektualne wywody.
        albo sam ubaw i jest ok. na przykład Dzień Niepodległości czy 2012. :)
        albo ktoś próbuje udowodnić jakąś wyższą wartość tego serialu i wtedy...jest bezmózgiem. :)))

        • Tylko trochę zgoda.
          Nie uważasz że udowadnianie niższej wartości tego/jakiegokolwiek serialu także klasyfikuje do tej samej kategorii tzw. bezmózgów?

          Ostatecznie jeżeli usunąć typowych trolli i hejterów to w każdym poście krytyki/pochwały tego czy innego zbierają się ludzie podobnie myślący. Zwykle założyciel tematu wrzuca swoje 'wypociny' (bez obrazy, łatwiej mi pisać z takim niby-dystansem) a pod nim zbiera się stado zbieżnych opiniami.
          Czy rzeczywiście człowiek wysila się intelektualnie rozmawiając z kimś o zbliżonych poglądach (?) - raczej ugruntowuje dawno ustalone opinie, łechta ego i zbiera pewność siebie oraz dopieszcza szczególiki - zakończył proces krytycznego myślenia nad tematem eon wcześniej.
          Tak, w takich chwilach jesteśmy bezmózgami, lub raczej ćwierćteligentami - na tyle bystrymi by zobaczyć swoją błyskotliwość i się z nią obnosić (bo przecież jest) lecz nie na tyle by nieustannie w nią wątpić (no bo przecież jest).

          2.
          Światem rządzi piniądz. Czemu jest tak mało realistycznych/logicznych fabuł? Bo żeby się opłacało,serial musi zebrać w kraju te 10 milionów fanów oglądających z odcinka na odcinek. Co daje jakieś 10,000 różnych potrzeb jakie powinny się znaleźć wewnątrz. Scenarzysta ma nieliche zadanie - w ujęciu mamy mieć trzy wybuchy, dwie poparte nauką tezy i jeden komplet cycków - a to wszystko w scenografii kościelnego wesela.

          3. Serial miał masę dziur, których nie zauważyłem - nie dlatego że ich nie było. Filozofowanie pozwalało odpłynąć i zacząć zastanawiać się nad nowymi pomysłami lub updateować stare. Z tego wniosek dla mnie: jakie ma znaczenie czy to prawdziwa nauka czy pseudofilozofia jeżeli ostatecznie zmusiło do myślenia, rozwoju. Niech i to będzie dzień niepodległości z jeszcze większą ilością bzdur udających nie-bzdury jeżeli też mnie do tego zachęci! I podobnie, może poczułem jakieś nowe emocje lub zbadałem ich nowy zestaw bo utożsamiłem się z bohaterem; cóż z tego że to banda idiotów-techników skoro ja nagle odkryłem że kibicuje temu gorszemu i chcę wiedzieć dlaczego? Czemu wróciła po swoją córkę niecórkę, wiedząc że to tylko kod itp. itd.

          Nasz zachwyt to złożone g*wno jest. Nie jest tylko tak, a w ręcz rzadko tak jest że lubimy albo realną/logiczną fabułę albo proste widowisko - to najczęściej umorusana błotem mieszanka tych dwóch potrzeb jaką lubimy przedstawiać w jednym z tych dwóch ujęć; bo chyba nam tak prościej.
          Dlatego nie rozumiem prób przekonywania do swojego gustu, śmierdzi rozbuchanym ego krzyczącym 'patrz na mnie!' - czym śmierdzi mi też moja wypowiedź.
          Strach się wypowiadać, ale podobno na tym człowiek stoi - tak się rozgrzeszę i pójdę grzeszyć dalej.


        • straszne pieprzenie wg mnie, pokaż mi serial sf , ktory nie ma żadnych błędów, jest super logiczny, ma ciekawą fabułę, dobrych aktorów i świetny montaż. Pokaż mi film s-f, ktory ma te cechy. Zawsze się można przyczepić, gdy jedni popadają w zachwyt nad Blade Runner czy Odyseja 2001 to inni się śmieją lub ziewają. Takie życie. Nie zgadzam się z postawą "mnie się nie podoba, bo ma błędy-jak komuś one nie przeszkadzają to jest głupi".
          Ma męczące fragmenty ale ogólnie mnie wciągnął. I chetnie obejrzę drugi sezon.

      • Głupie gadanie, dla mnie fajnym serialem który był sztuczny, bo fabuła z palca wyssana, a trzymał mnie w napięciu chociaż oglądałem go przez 4 palce, maj na myśli Bunsche

    • A mi sie podobal A nie wydaje mi sie zebym byl bezmozgiem. Po prostu lubie wsiąknać w swiat filmu. I choc jest sporo racji w tym co mowicie . To za pierwszym razem nie zastanaialem sie nad logika tylko wsiąkłem w film. A permanentne szukanie bledow i skupianie się na nieprawidłowościach po prostu psuje frajde. Ja ogladajac film staram sie wczuc w fabule bohaterów itd a nie weryfikowac logike. To w koncu film.. a nie dokument...Tak wiem jetem lekko nienormalny..Ale dla mnie ogladanie filmu cvzy granie w gre właśnie tak powinno wyglądac: ) .\\ Jednak po obejrzeniu calelego sezonu i ze tak powiem wylogowaniu sie ze świata filmu WESTWORLD.

    • A Ty, wielki mózgowiec, wszystko rozgryzłeś, ale musiałeś obejrzeć do końca i obejrzysz każdy kolejny odcinek żeby sobie pohejtować na temat, bezmózgie jest ogladanie godzinami czego co uwaza się za kupę, moim zdaniem.
      Super jest w Waszych komentarzach ten "polski geniusz" tylko kuxwa dlaczego u nas nie ma dobrych produkcji skoro się wszyscy tak zajebiście na tym znacie?

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: