Camerimage 2005: Anty-Dogma, Piekło i Zemsta

  • Filmweb
  • autor: Marcin Kamiński
  • Wywiad
Wczoraj odbyły się pokazy ostatnich dwóch z 15 filmów, których operatorzy w tym roku ubiegają się o główne nagrody festiwalu Camerimage - Złote, Srebrne i Brązowe Żaby. Nie bez szans w tej rywalizacji jest Sebastian Blenkov autor zdjęć do poruszającego duńskiego dramatu obyczajowego pt. "Oskarżony".

"Oskarżony" był już pokazywany podczas tegorocznego Warszawskiego Festiwalu Filmowego, gdzie został bardzo dobrze przyjęty przez publiczność jak również otrzymał przyznawaną przez jury Nagrodę Cinemax za Najlepszy Scenariusz.

Nastoletnia Stine cierpi na depresję, niestety rodzice nie potrafią rozwiązać jej problemów emocjonalnych. Pewnego dnia dziewczynka wyznaje szkolnemu psychologowi, że ojciec wykorzystuje ją seksualnie. W przeszłości Stine nie raz dawała dowody, że ma bardzo bujną wyobraźnię. Rozpoczyna się rutynowe śledztwo mające wyjaśnić, czy oskarżenia dziewczynki są prawdziwe.

Duński reżyser Jacob Thuesen pokazuje w swoim filmie, jak pod wpływem rzuconego przez dziewczynkę oskarżenia zmienia się życie jej rodziców. Henrik trafia do więzienia, staje przed sądem, odsuwają się od niego przyjaciele. Dzielnie wspiera go żona, która nie dopuszcza do siebie myśli, że jej mąż mógłby skrzywdzić ich ukochane dziecko. Thuesen nie kończy jednak swojej historii na rozprawie sądowej orzekającej o winie bądź niewinności Henrika. Opowiada również o tym, co dzieje się później.

"Oskarżony" opiera się głównie na emocjach. Wydarzenia opowiedziane w filmie przedstawione są z punktu widzenia głównego bohatera, dlatego też praktycznie od pierwszej sceny widz czuje się z nim emocjonalnie związany. Żeby wzmocnić ten efekt Theusen drastycznie ograniczył w obrazie rolę samej oskarżycielki. Po raz pierwszy nastolatka pojawia się na ekranie po 45 minutach projekcji, a do jej bezpośredniej konfrontacji z ojcem dochodzi dopiero w finale, kiedy dowiadujemy się kto kłamał, a kto mówił prawdę.

Mroczny klimat "Oskarżonego" potęgują zdjęcia Sebastiana Blenkova - ciemne, ponure, nadające filmowi nieco klaustrofobiczny klimat, który dodatkowo uwypukla emocje bohaterów.
Na pochwałę zasługują również odtwarzający główne role Troels Lyby i Sofie Grabol (wybitna duńska aktorka teatralna, a prywatnie żona reżysera). Doskonale poradzili sobie na planie tworząc wiarygodne postaci bohaterów znajdujących się w ekstremalnej sytuacji.

- Najważniejsze były dla nas emocje towarzyszące tej historii. Im podporządkowaliśmy również pracę kamery - mówił na konferencji prasowej operator Sebastian Blenkov. - Reżyser Jacob Thuesen jest doświadczonym dokumentalistą i zależało mu, żeby "Oskarżony" był również prawdziwy, co jego dokumenty.

Przed rozpoczęciem zdjęć operator i reżyser długo rozmawiali zastanawiając się jak najlepiej przedstawić dramatyczną historię Henrika. - Wszystko dokładnie zaplanowaliśmy. Stworzyliśmy bardzo szczegółowe storyboardy, na których zaznaczyliśmy także pracę kamery. Na planie nie było już miejsca na improwizację - wspominał operator.

"Oskarżony" wymagał dokładnych przygotowań w okresie przed-produkcji, gdyż twórcy dysponowali bardzo ograniczonym budżetem. - Uparliśmy się, żeby film nakręcić na taśmie 35 mm., co sprawiło, że większa część pieniędzy została przeznaczona na zakup taśmy filmowej. Po obejrzeniu obrazu mam jednak pewność, że ta decyzja się opłaciła - mówił Sebastian Blenkov.

W pewnym momencie operator zauważył, że "Oskarżony" może być traktowany jako swego rodzaju Anty-Dogma, odpowiedź na filmy zrealizowane zgodnie z manifestem, którego reguły narodziły się właśnie w Danii. - Zgodnie z zasadami Dogme kręci się tylko to, co jest przed kamerą bez specjalnego zwracania uwagi na stronę wizualną filmu - mówił Sebastian Blenkov. - Staraliśmy się zrobić obraz, który tak jak dzieła von Triera, opierałby się na emocjach, ale jednocześnie angażowałby widza na poziomie wizualnym.


Kolejnym filmem, który obejrzałem przedostatniego dnia festiwalu było "Piekło" Danisa Tanovica - druga część tryptyku "Niebo, Piekło, Czyściec", do którego scenariusz napisali Krzysztof Kieślowski i Krzysztof Piesiewicz. Pierwszą część cyklu zrealizował w 2002 roku niemiecki reżyser Tom Tykwer obsadzając w rolach głównych Cate Blanchett i Giovanniego Ribisi, tym razem za kamerą stanął laureat Oscara za "Ziemię niczyją", któremu także udało się zwerbować do filmu gwiazdorską obsadę w osobach m.in.: Emmanuelle Béart, Guillaume Caneta, Jeana Rocheforta i Jacquesa Perrina.


Kadr z filmu "Piekło"

"Piekło" opowiada historię trzech sióstr, których życie z różnych powodów zamieniło się w piekło. Sophie odkrywa, ze zdradza ją mąż, Anne zostaje porzucona przez swojego kochanka by niedługo po tym odkryć, iż jest w ciąży a Celine jest samotna i nieśmiała do tego stopnia, że nie jest w stanie związać się z żadnym mężczyzną.
Kobiety choć mieszkają w jednym mieście nigdy się nie widują i, poza Celine, nie odwiedzają wcale swej przykutej do wózka inwalidzkiego matki. Ich życie zmieni się wraz pojawieniem się pewnego mężczyzny skrywającego mroczną tajemnicę z przeszłości.

"Piekło". niestety, powtarza wszystkie błędy pierwszej części cyklu. Film jest mocno nudnawy, pełen niedorzecznych dialogów w stylu "Nie potrafię tak żyć. Dlaczego? Bo nie potrafię" oraz bohaterów, których decyzje i działania niejednokrotnie zdają się być dziwaczne i pozbawione głębszej logiki. Przy tym wszystkim obraz dłuży się niemiłosiernie. Jakby zdając sobie sprawę z wątłości fabuły scenariusz dopiero pod sam koniec wyjawia mroczny sekret tajemniczego mężczyzny. Niestety, nie na wiele się to zdaje. Wyjaśnienie powodów późniejszych nieszczęść sióstr nie jest ani zaskakujące, ani wiarygodne.

Obraz Tanvocia, podobnie jak "Niebo" Tykwera, doskonale prezentuje się od strony technicznej i aktorskiej. Film obfituje zarówno w piękne zdjęcia i muzykę jak również bardzo dobre kreacje aktorskie. Szczególne brawa należą się w tym miejscu Emmanuelle Béart, która brawurowo wcieliła się w postać zdradzanej kobiety (choć z drugiej strony nie rozumiem, jak można tak piękną aktorkę obsadzać w roli kobiety, z którą nie chce się kochać mąż).

"Piekło" z całą pewnością podzieli publiczność. Wśród widzów nie zabraknie tych, którzy będą w obrazie widzieć kontynuację dzieł Krzysztofa Kieślowskiego, jak i tych, którzy na projekcji będą ziewać z nudów. Mnie osobiście bliżej do tej drugiej grupy.


Drugą sobotę festiwalu Camerimage 2005 zakończyłem projekcją "Pani Zemsty" - trzeciej części trylogii o zemście koreańskiego reżysera Park Chan-wooka, na którą składają się już zrealizowany w 2002 r. "Sympathy for Mr. Vengeance" oraz znany doskonale również w Polsce "Oldboy". "Pani Zemsta" była chyba najbardziej oczekiwanym przeze mnie tytułem pokazywanym podczas tegorocznego festiwalu. Z tym większą radością informuję, że najnowszy obraz Park Chan-wooka na pewno nie rozczaruje fanów mocnego oraz inteligentnego kina.

Lee Geum-Ja, 19-letnia uczennica trafia do więzienia, skazana za morderstwo i porwanie dziecka. Tak naprawdę kryje swojego wspólnika Baeka, lecz dowiaduje się, że została oszukana. Będąc już w więzieniu, starannie przygotowuje plan zemsty, jednocześnie zdobywając poparcie i szacunek współwięźniów, którzy nadają jej pseudonim 'życzliwa Geum-Ja'. Po 13 latach, gdy opuszcza mury więzienia, wraz z byłymi znajomymi z celi, rozpoczyna poszukiwania Baeka.

Powyższe streszczenie to zaledwie wstęp do tego, co czeka Was podczas projekcji "Pani Zemsty" - ostatniej i w wielu aspektach zaskakującej części "Trylogii o zemście".


Kadr z filmu Pani Zemsta

To, co różni najnowszy obraz Park Chan-wooka od poprzednich części cyklu to ogromna dawka czarnego, niekiedy wręcz absurdalnego humoru. Podczas projekcji "Pani Zemsty" łódzka publiczność prawie do samego końca chichotała, co lepsze dowcipy komentując oklaskami. Obraz nie jest również tak brutalny, jak wcześniejsze filmy. Sam temat jak i historia są drastyczne, ale przemoc w większości przypadków dokonywana jest poza ekranem. Doskonałe wiemy co się dzieje, słyszymy to, ale nie widzimy.

"Pani Zemsta" jest także najbardziej dopracowaną pod względem wizualnym częścią trylogii. Już doskonale wykonane napisy początkowe, są zapowiedzią tego, co zobaczymy później - pięknych ujęć, ciekawego wykorzystania kolorów, zapadających w pamięć stylizowanych kadrów.

Tytułową rolę odtwarza w filmie Yeong-ae Lee, młoda koreańska aktorka, z którą Park Chan-wook spotkał się już wcześniej na planie swojego wielkiego przeboju "Joint Security Area" z 2000 roku. Yeong-ae Lee brawurowo wcieliła się w postać ogarniętej zemstą kobiety doskonale radząc sobie w scenach konfrontacji ze swoim dawnym wrogiem, jaki i sekwencjach więziennych utrzymanych w klimatach makabrycznej... "Amelii".

Przed obejrzeniem "Pani Zemsty" warto obejrzeć sobie wcześniejsze część trylogii (niestety, "Sympathy for Mr. Vengeance" zagości na naszych ekranach dopiero w kwietniu przyszłego roku) bowiem film obfituje w subtelne nawiązania do nich. Zwróćcie uwagę na role, jakie w obrazie grają znani z "Sympathy for Mr. Vengeance" Kang-ho Song i Ha-kyun Shin oraz gwiazdy "Oldboya" Ji-tae Yu i Min-sik Choi.


Dziś już dowiemy się, który z operatorów opuści w tym roku Łódź ze Złotą, Srebrną i Brązową Żabą. Uroczysta gala rozpocznie się o godzinie 16 wtedy też opublikujemy wyniki festiwalu na naszych łamach. Gościem specjalnym gali będzie Val Kilmer. Na zakończenie festiwalu zostanie zaprezentowany najnowszy film z jego udziałem zatytułowany "Kiss Kiss Bang Bang".


Camerimage 2005: Walka z przerywaniem filmów reklamami
Camerimage 2005: "Los utracony" i nowy film Clooneya
Camerimage 2005: Nowe, mistrzowskie dzieło Carlosa Saury
Camerimage 2005: Sex, & Drugs & Rock and Roll
Camerimage 2005: Trzy wesela i pogrzeb
Emmanuelle jak Chanel - wywiad z Denisem Roudenem
Camerimage 2005: Fantasmagorie, gangsta i kowboje
Camerimage 2005: Morderstwa, magia, miłość i odkupienie
"Jestem" laureatem nagrody specjalnej festiwalu Camerimage