Artykuł

Koszmar w Stumilowym Lesie

Filmweb / autor: /
https://www.filmweb.pl/article/Koszmar+w+Stumilowym+Lesie-76115
Tylko miś o bardzo małym rozumku nie dostrzega grozy przyczajonej w książeczkach o Kubusiu Puchatku i jego gangu. Całej sprawie trzeba przyjrzeć się nie tylko od frontu, ale także z trzech pozostałych stron.

1. PUCHATE MILIONY
Almost anyone can be an author; the business is to collect money and fame from this state of being.
(A.A. Milne)

 
"Kubuś i przyjaciele"

Miś, który całym sobą jest niby pochwałą pogodnej głupoty, musi mieć główkę na karku, bo jest dziś twarzą biznesu wartego miliardy dolarów. Kto nie miał szczęścia poznać Puchatka z oryginalnych książek Alana Alexandra Milne’a i rozminął się z filmami produkowanymi przez Disneya od lat 60., prawdopodobnie poznał go dzięki "Nowym przygodom Kubusia Puchatka". Już ten serial, emitowany w latach 90. przez polską telewizję w ramach niedzielnej dobranocki, choć zachowuje smakowite "conieco" z ducha oryginału, dobrze ilustruje mechanizmy wygładzania, którym zostali poddani bohaterowie.
Wchodzący właśnie na ekrany nowy puchatkowy film jest powrotem do korzeni – scenariusz zbudowano na wątkach z książeczek pominiętych wcześniej przez disneyowskich speców. Zaczyna się tak samo jak pierwsza disneyowska adaptacja z 1966 roku i tak samo jak tamta produkcja odwołuje się do książki nie tylko pod względem treści, ale i formy. Są tu rozdziały, przerzucane strony i narrator (w wersji anglojęzycznej – John Cleese). Ale powrót do korzeni odbywa się w granicach ściśle wytyczonych przez biznes, zatem występujący na animowanych ilustracjach bohaterowie różnią się od oryginalnej kreacji Milne’a i ilustrującego jego tekst E. H. Sheparda. Miś dorobił się wielu wcieleń: jego przygody adaptowano na potrzeby teatru, słuchowisk radiowych, serialu lalkowego (jest także bardzo odbiegająca od pierwowzoru sowiecka kreskówka) – ale to właśnie o disneyowski wizerunek, najbardziej upowszechniony, toczy się dziś prawdziwa walka na noże.

Finansowa historia dzieła Milne’a to materiał na epicki dramat sądowy, opowiadający o tym, jak w XX wieku potoczyły się losy literatury i biznesu. Książkowy "Kubuś Puchatek" ukazał się w 1926 roku. Pierwsze poważne operacje na jego wizerunku przeprowadził Stephen Slesinger, który w 1930 roku kupił od autora licencję na wykorzystanie postaci. Slesinger był nie tylko ojcem przemysłu licencyjnego, ale też grafikiem – tworzył komiksowe okładki i gazetowe stripy. To on ubrał Puchatka w słynną czerwoną koszulkę i dostosował ilustracje Sheparda do potrzeb rynku. Milne był zadowolony, gdy odbierał od niego honorarium w wysokości tysiąca dolarów. Rynek licencji był jeszcze w powijakach – kto mógł przypuszczać, że w ciągu zaledwie kilku lat jego "dobroczyńca" zamieni Puchatka w biznes warty 50 milionów dolarów?

 

Po śmierci Slesingera do gry wszedł Walt Disney, który na początku lat 60. puchatkową licencję osobiście kupił od wdowy po zmarłym. Nie doczekał chwili, która potwierdziła jego intuicję – umarł w tym samym roku, w którym ukończono pierwszy film. Głupiutki miś stał się najbardziej dochodową marką wytwórni, generującą większe zyski niż wszystkie jej autorskie kreacje – Myszka Mickey i Kaczor Donald z całym Kaczogrodem – razem wzięci. Rynek związanych z nim licencjonowanych gadżetów szacowany jest na minimum miliard dolarów rocznie. Ta fortuna jest przedmiotem nieustającej walki między wytwórnią a Shirley Slesinger, która przez lata starała się udowodnić, że wytwórnia ukrywała puchatkowe zyski, by zaniżyć należny jej procent zysków. Disney na dowód swojej niewinności zniszczył kilkadziesiąt pudeł dokumentów. To najdłuższa sprawa w historii sądu wyższej instancji Los Angeles, a jednocześnie paradoksalna ilustracja historii, w których zabawkowi przyjaciele gotowi są nieść sobie nawzajem bezinteresowną pomoc.


Dziś mieszkańcy Stumilowego Lasu tracą resztki osobowości na koszulkach, kubeczkach, talerzykach, opakowaniach frytek i pastach do zębów, gdzie z przyklejonymi uśmiechami, których nie szczędzi się nawet Kłapouchemu, przybierają pozy, jak na socrealistycznych plakatach. Jak ofiary zabójczego promieniowania świecą źle skalibrowanymi kolorami, które nie wiadomo kiedy z akwarelowej palety ewoluowały w kwaśne barwy fluorescencyjne. Większość tych "słodkich" obrazków powstaje w położonych całkiem daleko od Wysp Szczęśliwych azjatyckich fabrykach. Dzieło Milne’a ciągle jednak jest warte tego, by się przez tę bazarową powierzchnię przebijać.

2. PUCHATA DEPRESJA
 
When I was One, / I had just begun. / When I was Two, / I was nearly new.
 When I was Three / I was hardly me. / When I was Four, / I was not much more.
 When I was Five, / I was just alive. / But now I am Six, / I'm as clever as clever,
 So I think I'll be six now for ever and ever.
(A.A. Milne – Now We are Six, 1927)

Puchatek zadebiutował wierszowaną historią drukowaną w humorystycznym brytyjskim magazynie "Punch". Dla Milne’a-pisarza był to skok w bok z bardzo poważnymi konsekwencjami – zapewnił mu nieśmiertelność, ale też zniszczył karierę. Zatrudniony jako stały autor "Puncha" Milne pisał dobrze przyjmowane sztuki teatralne, zasłynął kryminałem "Tajemnica czerwonego domu", by zakończyć karierę kolażem mini-esejów, szkiców i luźnych notatek, w której niektórzy widzą zapowiedź formalną współczesnych blogów ("Year In, Year Out" z 1952).

 

Chociaż twórczość ze znakiem Stumilowego Lasu nie jest szczególnie obszerna (to zaledwie dwie książeczki prozatorskie i dwie wierszowane napisane na przestrzeni 4 lat), okazała się ciężarem nie do udźwignięcia. Milne nigdy nie zamierzał odcinać od niej kuponów. Student H. G. Wellsa i oddany wielbiciel J. M. Barriego podchodził do pisarstwa bardzo poważnie, duży nacisk kładąc zwłaszcza na swoją twórczość dramaturgiczną. Postanowił zdecydowanie "pożegnać się ze wszystkimi tymi 70 tysiącami słów", które złożyły się na literacki fenomen Puchatka, ale nawet jeśli on sam nie czuł się zamknięty pomiędzy Domkiem Kangurzycy a Ponurym Zakątkiem Kłapouchego, więzili go tam odbiorcy. W autobiografii przeklina swój największy sukces. "Jak zauważył wytrawny krytyk: bohater mojej ostatniej sztuki to najzwyczajniej w świecie >>dorosły Christopher Robin<<. Widać, więc nawet kiedy przestałem pisać o dzieciach, upieram się przy pisaniu o ludziach, którzy kiedyś byli dziećmi".

Sam Christopher Robin Milne, czyli po prostu Krzyś, również czuł na swoich barkach przekleństwo Kubusia. To, że ojciec unieśmiertelnił go jako wiecznego kilkulatka rozmawiającego z pluszakami, nie przyniosło mu wiele szczęścia. Mniejsza o drwiny rówieśników, z którymi zmagał się przez lata – w jakiś sposób stracił kontrolę nad swoją biografią. Sam stał się postacią fikcyjną, a jego dzieciństwo zamieniono w dobro publiczne. Bohaterowie "Kubusia Puchatka" i powstałej dwa lata później "Chatki Kubusia Puchatka" to autentyczne zabawki młodego Milne’a (jedyne "postaci fikcyjne" to Królik, Sowa i Gofer – który jest wymysłem disneyowskim). Pluszowy Kubuś był prezentem na pierwsze urodziny, a jego oryginalne imię jest krzyżówką dwóch dziecięcych wspomnień. Winnie był kanadyjskim czarnym niedźwiedziem, pupilem londyńczyków odwiedzających miejskie zoo. Pooh to biały łabędź spotkany na rodzinnych wakacjach.


Mieszkańcy Stumilowego Lasu reprezentują różne ludzkie cechy, ale zebrani razem stanowią łatwy do sprofanowania symbol niewinności. Kraina dzieciństwa Christophera Robina została przez jego ojca szeroko otwarta dla gości, a Shepard dodatkowo wyposażył ją w niezawodną mapę, umieszczaną zawsze na początku książeczki. Każdy może tu wejść i zrobić chlew – jak autorzy rozpowszechnianych przez Internet apokryfów, w których Prosiaczek pije tanie wino, Tygrysek rzuca mięsem, a Puchatek wykazuje się niekontrolowaną agresją. Miś potrafi jednak używać życia na bardziej wysublimowane sposoby. Przykładem są nie tylko obaj panowie Milne, ale także Shirley Slesinger, która do śmierci procesowała się z Disneyem i była tak oddana rodzinnej licencji, że nie potrafiła zasnąć, jeśli nie była ubrana w piżamę z jakimś puchatkowym motywem. Po jej śmierci pałeczkę przejęła córka Pati. "Co z kangurzycą? – dywaguje spadkobierczyni fortuny – Przecież to samotna matka. Czy to nie świetny motyw do rozwinięcia? Jest jeszcze tyle rzeczy, które można zrobić…".


3. PUCHATA ŚMIERĆ

Bo my ciągle szukamy Domu i nie możemy go znaleźć, więc pomyślałem sobie, że jeżeli zaczniemy szukać Dołka, to wtedy na pewno go nie znajdziemy. I to jest Dobra Myśl, bo może wtedy znajdziemy coś, czego wcale nie szukamy, i może to będzie właśnie to, czego naprawdę szukamy.
Kubuś Puchatek

Za wielkimi liczbami gubi się literacka i filozoficzna mądrość "Puchatka". Wciąż jednak da się dostrzec potencjał, nie tylko finansowy. Benjamin Hoff w swoich pracach za pomocą opowiastek Milne’a przybliża mieszkańcom Zachodu założenia systemu taoistycznego. Ukryty w swoim dziele pod postacią pesymisty Kłapouchego autor uśmiecha się na to tak, by nikt nie zauważył.

Wielka epopeja sądowa tocząca się o Puchatka ma w sobie coś makabrycznego. Instynkt Milne’a podpowiadał mu, że należy zrobić coś, by nie rozdmuchano jego pracy – tych feralnych 70 tysięcy słów – w niekończącą opowieść w złym guście. Cały Kubusiowy merchandising kojarzy się z profanowaniem zwłok, bo miś został przecież przez Milne’a symbolicznie uśmiercony. W wizję sielskiego życia w Stumilowym Lesie wpisany jest nieodwołalny koniec. Ostatecznie, "Chatka Kubusia Puchatka" jest rozdzierająco smutną opowieścią o końcu dzieciństwa jako pewnego rodzaju śmierci. Dla pisarza był to akt wyzwolenia – miał wtedy zaledwie 46 lat i nie wiedział, że ugrzązł już na dobre w Stumilowym Lesie. Gest odwagi przełożył się jednak na jakość artystyczną obu książeczek.

 

Zakończenie "Chatki Kubusia Puchatka" przywołuje inne dzieło literatury pseudo-dziecięcej – "Listopad w Dolinie Muminków". Ostatnia części sagi Tove Jansson to przedziwna, melancholijna lektura, w której pełno śladów po dobrze znanych bohaterach, ale ich samych nie ma w książce ni grama. Po znanym domu krzątają się wyalienowane dziwadła, wszystkie meble pokrywa kurz. Ktoś z utęsknieniem wygląda powrotu Muminka, jego rodziców i przyjaciół – bohaterowie są chyba na jednej ze swoich wypraw, ale równie dobrze akcja mogłaby toczyć się po ich śmierci i nie zdziwiłbym się wcale, gdyby któryś z intruzów natrafił w dolinie na zagadkową mogiłę.

Można sobie wyobrazić dopisany po wielu latach sequel, w którym dorosły Christopher Robin, gardzący licencyjnym biznesem, przyjmuje puchatkowe tantiemy wyłącznie ze względu na stan zdrowia swojej cierpiącej na porażenie mózgowe córeczki. Nieopacznie wraca do miejsca spotkań z przyjaciółmi, gdzie przepastna Pułapka Na Słonie okazuje się płytką kałużą, a w Zakątku Kłapouchego postawiono hipermarket. Mężczyzna patrzy na las przez grubą szybę. Magia została rozparcelowana. O prawa licencji tłuką się prawnicy liczący sobie po tysiąc dolarów za godzinę pracy, a armia fluorescencyjnych prosiaczków karnie siedzi na chińskich taśmach produkcyjnych.


Kongenialne polskie tłumaczenie Ireny Tuwim nieco łagodzi wymowę końcowego fragmentu, w którym Krzyś tłumaczy Kubusiowi, że już więcej nie będzie mógł "nic nie robić" i wymusza na nim obietnicę. Miś ma przychodzić nadal w ich wspólne miejsce i nigdy go nie zapomnieć. Puchatek nie jest w stanie objąć swoim rozumkiem, że chłopiec odchodzi w mroczny świat dorosłości, a chłopiec nie jest w stanie wydusić z siebie prawdy.
– A czy ty też tu będziesz?
– Będę, Puchatku, będę naprawdę, przyrzekam ci.

Christopher Robin już jest po drugiej stronie. Okłamuje swojego przyjaciela tak, jak okłamuje się dzieci. Więcej przygód nie będzie. Krzyś straci umiejętność rozmowy z zabawkami, a miś trafi do szklanej gabloty w muzeum i nigdy nie powie już ani słowa.
– Puchatku – rzekł Krzyś poważnie – jeśli ja... jeśli ja już nie będę... (...) ty zrozumiesz, prawda?
– Co zrozumiem?
– Ach, nic! – zaśmiał się Krzyś i zerwał się na nogi.
– Chodźmy!
– Dokąd? – spytał Puchatek.
– Wszystko jedno dokąd – rzekł Krzyś.

Tak, w pełnym słońcu, zostali wygnani z raju.
Udostępnij: