Łagodny potwór – projekt Frankenstein

Szelíd teremtés - A Frankenstein-terv

2010 1 godz. 45 min.
5,8 380
ocen
5,8 10 380
801
chce zobaczyć
{"rate":6.5,"count":2}
{"type":"film","id":566708,"links":[{"id":"filmWhereToWatchTv","href":"/film/Szel%C3%ADd+teremt%C3%A9s+-+A+Frankenstein-terv-2010-566708/tv","text":"W TV"}]}
powrót do forum filmu Łagodny potwór – projekt Frankenstein
  • Nana5 ocenił(a) ten film na: 1

    Też myślałam, że film porządny, że temat niebanalny, że mną wstrząśnie, zaciekawi, pozostawi z pytaniami. Nic z tych rzeczy . Film jest bez sensu, fabuła nędzna, idiotyczna wręcz, nic tam się kupy nie trzyma i do tego nudne, przeciągane, mało przekonywająco zagrane. Początek nawet był zabawny, sceny przesłuchań do filmu śmieszyły nawet. Dalej już tylko gorzej. Jeśli miało mieć to głębszy sens, to niech mi ktoś wytłumaczy, gdzie on się ukrył, bo ja się tylko zbulwersowałam, jak można wydać kupę pieniędzy na coś takiego. Scena z konsumpcją brzoskwiń z puszki to już szczyt, top 10 najbardziej grafomańskich scen, jakie pamiętam, a naoglądałam się sporo. Dałabym może więcej niż 1, ale film niestety pozował na artystyczny, natchniony i dotykający ważkich spraw, a nie lubię pozerstwa (patrz: wywiad z reżyserem w najnowszym "Filmie"). 1/10.

  • Nana5 Hej!
    Zgadzam się z powyższym. Film stwarza wrażenie intelektualnego, bo miałką fabułę przerywają przydługawe zdjęcia padającego śniegu, mijanych latarń, szosy (cóż za okazja!) itp. W rzeczywistości to humbug, dłużyzny bez żadnego przekazu, wykorzystanie kodu kina autorskiego dla opowiedzenia historyjki dla dzieci.
    Żeby nie było wątpliwości - zrozumiałem nawiązanie do wykluczonego potwora Frankensteina (zwłaszcza ostatnia scena wśród lodów, ojciec-stwórca i monstrum), rozumiem co mi reżyser chciał opowiedzieć o bólu i odrzuceniu. I nic. Nadal uważam to za głupawą, naiwnie przerażającą historyjkę. Nie potrafię współczuć mordercy niewinnej dziewczyny, usprawiedliwić go (nie on jeden miał trudne dzieciństwo) ani przeniknąć absurdalnych decyzji i motywacji pozostałych postaci.
    Zgadzam się z ostatnim zdaniem Nany5 - świadomy kicz wybaczyć można, ale ten slasher z pozujący na von Thiera to tylko niesmak dla konesera i amatora

  • kangur_msc_CM ocenił(a) ten film na: 7

    ravQ To ładne historyjki dzieciom opowiadasz ;p Ta historia jest skierowana do potencjalnych rodziców (czyt. stwórców potworów), nie do dzieci (potencjalnych potworów). No i nie kumam za bardzo co w tym złego, że nie współczujesz mordercy? Niby dlaczego miałbyś współczuć? Tu nie chodzi o jakiekolwiek współczucie. Wydaje mi się, że wszystko tu jest celowo obdarte z emocji. Potwór emocje ma spaczone i nie odczuwa ich zbyt wiele, nie rozumie ich. Co zresztą dość wyraźnie podkreślono w scenie, w której monstrum mówi, że płacze. A reżyser beznamiętnie opowiada historię, bez żadnych sugestii, komu miał byś współczuć. I dobrze. Moim zdaniem czepiacie się trochę. Każdy obraz można zjechać tego typu ogólnikami. "historyjki dla dzieci."? pokaż mi w tym historyjkę dla dzieci. "slasher z pozujący na von Thiera"? - pokaż mi w tym slasher, pokaż pozowanie na von Thiera.

    Jak dla mnie to żadna rewelacja, ale solidnie nakręcony, stosunkowo oryginalny film. Trochę do pomyślenia daje. Może nie odkryłem dzięki niemu Ameryki, ale przy żadnym filmie, włącznie z dziełami Bergmana czy Kurosawy, jej nie odkryłem. A w forma i fabuła jak dla mnie intrygująca, ciekawa. No, ale cóż, może nie jestem "koneserem". W sumie to dobrze mi z tym.

  • kangur_msc_CM Pozowanie na von Thriera (może Lyncha, użyłem tzw. "metonimii", czyli przez pojedynczego reżysera ujmuję całe kino autorskie, przepraszam za nieścisłość): długie ujęcia drogi, nie mające znaczenia symbolicznego ani fabularnego, ujęcia śniegu; ujęcia podwórka; sceny banalnych czynności przedłużane, by wydawały się znaczące.
    Slasher: tata odstawia dziecko do domu dziecka, a ono potem powraca i zabija różnych ludzi. Piątek 13-go, nic dodać, nic ująć.
    Byłem na filmie na pokazie w trakcie festiwalu Malta, publiczność zarykiwała się ze śmiechu i zakładała, kto zaraz zginie (wygrywali z reguły obstawiający za zgonem). Nie sądzę, żeby takie było założenie reżyserskie.

  • kangur_msc_CM ocenił(a) ten film na: 7

    ravQ Ok. Więc tak: kinem autorskim to to jest, nawet jeśli nazwiesz to kiepskim filmem. Zresztą kino autorskie to w ogóle mało precyzyjne określenie. O tym, jakie jest znaczenie poszczególnych scen widzowie mogą jedynie spekulować, a więc możemy pisać "nie widzę sensu w tej scenie", ale to nie znaczy, że jej w niej nie ma. I odwrotnie. Choć oczywiście zgoda - sens powinien być dla widza czytelny, a tu nie zawsze jest (o ile jakiś w ogóle tam był).
    Slasher - dla mnie slasher to puste kino rozrywkowe. W slasherze nie chodzi tylko o fabułę, ale tonację i cel procesu twórczego. Z goła odwrotny, niż w przypadku omawianego filmu. Chyba wiesz, co mam na myśli. Slasher to film do popcornu, a film Kornéla Mundruczó - nie. Choć, oczywiście w ramach nieco złośliwej krytyki rozumiem dlaczego zastosowałeś to określenie:)

    A co do śmiechu publiczności, to on o niczym nie świadczy. Chamstwa w kinie, w tym również na festiwalach, uświadczyłem już tyle, że nic mnie nie zdziwi. Ludzie śmiali się na dobrych i złych filmach, na dramatach, komediach, horrorach. To, że publiczność tak, a nie inaczej reaguje na film często mówi więcej o publiczności, niż o samym filmie. A dokładniej rzecz biorąc mówi o chemii między publiką i filmem, która często wynika także z okoliczności. Ja widziałem film w królikarni. Publiczność oglądała w skupieniu i ciszy, choć kilka osób opuściło salę.

    Ja nie wiedzę w tym filmie pozy, ale za mało widziałem filmów tego typu i nie znam też tego reżysera, więc może osądzać nie będę. Tak czy siak - mi się to całkiem podobało.

  • kangur_msc_CM hej!
    Ja właśnie dostrzegam sporo pozy. W ogóle dla mnie ten film mówił w nadęty sposób o czymś, co właśnie (jak celnie zauważyłeś) złośliwie porównałem do fabuły slashera. Chociaż slasher też może być filmem ważnym (Teksańska masakra uchodzi za kanon gatunku i przełom, można w niej dostrzegać różne lęki społeczne itd.)
    Publiczność - ma prawo też być znużona monotonią kolejnych zbrodni, bo tak właśnie było ("zabije jeszcze mamuśkę czy nie?" padało z sali). Nie zawsze śmiech w nieodpowiednim momencie świadczy o niewyrobieniu publiczności, dzieło też musi umieć przekazywać.
    Ale rozumiem, być może się zraziłem. Uczciwie mówię: spodziewałem się subtelniejszej gry z widzem, tytuł i początek sugerowało mi coś na kształt "Braci Karamazow" Zelenki, gdzie gubiłem się w granicy między granicami: fabularnej sceny, rzeczywistego ekranu, widowni... "Łagodny potwór" nagle okazał się dość oczywistym przeniesieniem powieści p. Wolstonecraft-Shelley, tylko z dodanym "autematycznym" wątkiem reżysera.
    Rzeczywistych, międzyludzkich prawd przyniósł dla mnie niewiele: tyle miłości możesz dać, ileś dostał etc. Obawiam się, że pod wysubtelnioną formą przekazu kryje się tu więc coś na poziomie, ja wiem... etiudy studenckiej. Tak uczciwie sprawę stawiając. Jednak Kurosawa czy Bergmann nie pozostawiali mnie nigdy w takim niedosycie.
    Może powinienem jeszcze raz obejrzeć?
    Pozdrawiam!

  • ol_leguer ocenił(a) ten film na: 10

    Nana5 przed krytyką najlepiej obroni się sam autor:

    Kornél Mundruczó:

    "Reżyser pracuje z materią ożywioną, z aktorami, przestrzenią, kamerą; wykorzystuje ją, kreuje i stwarza. Ale już w następnym etapie pojawia się ekran, lustro, czyli widownia. I nagle okazuje się, że każdy opowiada swoją własną historię, którą stworzył na podstawie mojej opowieści. Ja nigdy nie wiem, jaka historia kryje się za moim filmem. To oczywiście nic złego, bo właśnie to odróżnia nas od kina hollywoodzkiego, po obejrzeniu którego wszyscy powinni myśleć to samo. Staram się być tak szczery, jak tylko potrafię, najbardziej autentyczny w konfrontacji z moim wewnętrznym lustrem. Tyle mogę zrobić. (...)

    dlaczego reżyser gra w swoim filmie? bo na Wegrzech nie ma dobrych aktorów i uznał, że sam lepiej wcieli sie w rolestwórcy potwora; czy może to jakaś jego autorefleksja nad przeszłością, cholera wie...
    Ja dodam, że ogladałem film już 3 razy :) i napewno obejrz go kiedyś znowu szukając cząstki Bela Tarr'a

  • ol_leguer Jeśli to jest ta oryginalność, ratująca film, to pomysł lekko trącący myszką: w King-Kongu obaj reżyserzy, jako twórcy monstrum, usiedli za sterami samolotu, by unicestwić własne dzieło (naprawdę!).
    Rozumiem takie procesualne podejście do filmu, ja jednak wolę, jak ktoś wie, jaką historię chce opowiedzieć. W poetyce "Łagodny potwór" przypominał mi np. "Braci Karamazow" P. Zelenki (z Czech). Ale jak TAM to zostało zrobione, ta gra z widzem i wciąganie go do wnętrza.
    Autor nie powinien bronić się przed krytyką, miał na to czas podczas realizacji dzieła. Nie ma nic gorszego, niż tłumaczący o co mu chodziło pisarz czy reżyser. Dzieło jest obiektem skończonym, obdarzonym własnym życiem i właściwie autor nie ma już do niego praw (interpretacje mogą znacznie wykraczać poza jego zamierzenia). Trochę też ów pieprzy, bo każde, także hollywoodzkie dzieło może mieć różne interpretacje (choćby ten King-Kong, dla wielu bardzo poetyckie dzieło). Tak naprawdę opowiadania historii na podstawie dzieła (podstawowe założenie hermeneutyki, też mi odkrycie!!!) zależy tyleż od umiejętności autora, ile aktywności odbiorcy.
    Ja na podstawie jego dzieła stworzyłem sobie banalną historyjkę o gościu, co chce być mądrym reżyserem, więc tworzy puste dziełko w oprawie zerżniętej z innych twórców. A dodatkowo klaruje wiadomości ("Każdy opowiada swoją własną historię...") z podręcznika współczesnej metodyki.

  • xenakiss ocenił(a) ten film na: 3

    ravQ Przeczytaj jeszcze raz wypowiedź Mundruczó, pliska. A potem jeszcze raz swoją. Możesz dojść do ciekawego wniosku XD

  • xenakiss Nie wiem, jakiego, musisz mi podpowiedzieć.Generalnie jestem lustrem znudzonym całym przedsięwzięciem. Lustro uważa, że lepiej mu pokazać coś ciekawego, a nie np. owłosiony bańdzioch, a potem tłumaczyć, że tak naprawdę to wnikliwa krytyka współczesnego konsumpcjonizmu, Lustro w ogóle woli oglądać, a nie słuchać objaśnień. Ech, Monty Python obśmiał to już wieki temu, skecz z sałatą się kłania.
    No, ale nie wszystko musi mi się podobać. Wierzę, że reżyser jest autentyczny, ale ja w swym negatywnym odbiorze też.

  • xenakiss ocenił(a) ten film na: 3

    ravQ Odpowiadasz mi, czy głosom w swojej głowie?

  • xenakiss Do głosów w mojej głowie to Ci, z całym szacunkiem, daleko :P