Wysmakowany plastycznie i trudny obraz

Film z pewnością nie jest łatwy w odbiorze i nie nadaje się na popołudniowy seans po obiadku dla całej rodziny. Myślę, że Łazarkiewicz stworzyła film raczej dla węższego grona odbiorców. Jakkolwiek "Przez dotyk" uważam, za obraz bardzo udany, "Białe małżeństwo" mimo że ciężki i zawiesisty, ma w sobie coś intrygującego.
Klimat tej historii jest trochę odrealniony, przypomina marzenia senne (zwłaszcza za sprawą gry świateł i mglistych pejzaży).
Kanwą dla "Białego małżeństwa" była uznana za skadaliczną sztuka Różewicza z 1973 roku o tym samym tytule (miał być to prześmiewczy pastisz, który ironicznie traktuje o polskiej pruderii związanej z erotyzmem zarówno w literaturze jak i w życiu) .
Dla postaci Bianki inspiracją była pisarka i prekursorka feminizmu - Narcyza Żmichowska (badania jej twórczości jednoznacznie wskazały na to, że była lesbijką), a ściślej jej przyjaźń z Pauliną Zbyszewską . Również losy pisarki Marii Komornickiej, która w 1907 spaliła swoje sukienki i uznała się za mężczyznę znalazły swoje odbicie w tej postaci.
Mimo że w filmie dużo jest rubasznych tekstów, podtekstów i erotycznego nadzienia, to nie są one raczej przepełnione zmysłowością ( jeśli ktoś połasi się na seans tylko ze względu na "smaczki" i momenty - będzie raczej zawiedziony). Bianka, której ciało ciągle się rozwija i dojrzewa jest tym procesem zafascynowana, choć budzi w niej on także ambiwalentne uczucia. Związek z mężczyzną i jakiekolwiek relacje seksualne wywołują w niej strach i obrzydzenie. Rola kobiety jako żony, która poddańczo musi oddawać się mężowi odstręcza ją (podobnie jak wizja małżeństwa, które zaplanowała dla niej rodzina). Utwierdza się w tym przekonaniu jeszcze bardziej gdy widzi nieszczęśliwą i bierną matkę, która czuje odrazę do wiecznie rozbuchanego męża, który nie umie powstrzymać swych buhajskich zapędów.
Dziewczyna jest bardzo wrażliwa i zagubiona (otoczenie zdaje się być ślepe na jej wewnętrzne rozbicie), bezpieczniej czuje się w ramionach Pauliny, niż w objęciach swojego przyszłego męża do którego ma raczej obojętny stosunek. Jak sama wyznaje - wolałaby miec penisa niż pochwę. Wyraz jej transgenderowego "ja" znajdzie ujście w końcowej fazie filmu.
Ciekawą postać stanowi figlarny dziadek, którego apetyt na damsko-męskie ekscesy z wiekiem wcale nie ucichł, mimo że czas seksualnych podbojów ma już za sobą.
Fraszyńska, która raczej nie należy do grona moich ulubionych aktorek tutaj akurat dobrze wpasowała się w rolę Bianki. Była przekonująca, jakby pogrążona w pół-śnie, rozbita między dwoma światami i własnym rozszczepionym "ja".
Film być może z dzisiejszej perspektywy czasu nie szokuje (zwłaszcza, że seks w róznym wydaniu serwowany jest nam na każdym kroku), jednak temat potraktowany jest bardzo malarsko i nierzeczywiście co wpływa na oryginalny, trochę bajkowo-poetycki ton filmu.
Polecam wszystkim wielbicielom tego typu kina, choć nie jest ono łatwe do przełknięcia.



6

    Zgłoś nadużycie

    Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu:
    Ostatnio odwiedzone
    wyczyść historię