Zwyciężyć znaczy przeżyć

Kiedy spada samolot i giną ludzie czuję się z tym źle. Tragedia, lecieli na wakacje, do pracy. Albo wracali. Kiedy jednak słyszę o czyjejś śmierci podczas wchodzenia na K2 czy inne Lhotse mam mieszane uczucia. Nadal szkoda człowieka, jasne, ale pakowanie się w miejsca, gdzie człowiek nie może egzystować to już głupota czy jeszcze odwaga? Szczególnie kiedy tylko część grupy to doświadczeni himalaiści, a część to po prostu ludzie, którzy zapłacili za wprowadzenie ich na Czomolungmę.

Na to pytanie próbuje odpowiedzieć reżyser filmu - Baltasar Kormákur. Everest to relacja z próby zdobycia najwyższego szczytu na planecie w maju 1996 roku. Znam dość dobrze szczegóły tego co się stało więc tam gdzie historia mogła dodatkowo mnie zaskoczyć - nie zaskoczyła. Nie ma to jednak znaczenia, bo produkcje oceniam bardzo wysoko.

Bałem się taniego, amerykańskiego efekciarstwa. Scen spadania, łapania w ostatniej chwili za rękę, balansowania na krawędzi, dramatycznych i przerysowanych scen. Nic z tych rzeczy. Ludzie po prostu próbują wejść na górę, a natura wszelkimi sposobami nie chce im na to pozwolić. Nikt tu nie gloryfikuje odwagi, nikt tu nie krytykuje tych co schodzą nie wracając po innych. Ewidentnie widać, że powyżej ósmego tysiąca każdy jest przede wszystkim sam.

Film warto zobaczyć w kinie. Widoki powodują natychmiastowy opad szczęki. Fenomenalne zdjęcia gór, szczytów, lodowych szczelin i zielonych dolin poniżej granicy wiecznego lodu. Spektakularnie to wszystko wygląda, wielkie brawa dla twórców za pokazanie całego tego piękna. Aktorzy dali radę. Jason Clarke i Jake Gyllenhaal wypadli świetnie, ale wszystkich pobił Josh Brolin. Ostatnio w każdej roli bryluje. Tutaj gra roszczeniowego, trochę "redneckowatego" teksańczyka, który wcale nie jest takim kozakiem, na jakiego pozuje.

Doceniam Everest za brak patosu, za brak efekciarstwa i za to, że poczułem się jakbym tam z nimi marzł. Nie byłem w Himalajach, nie wiem na ile realistycznie oddano te wszystkie sceny, ale uwierzyłbym, gdyby ktoś mi powiedział, że tak to wygląda na serio. Nie zabijają dramatyczne upadki tylko prozaiczne zimno. Siadasz i umierasz. Na górze liczą się sekundy i minuty, nie ma opier.dzielania się, natura nie wybacza. Nie ma miejsca na "jeszcze tylko trochę", "dam radę dłużej niż ci się wydaje" i takie tam. Nie stosujesz się do planu, nie przestrzegasz procedur, giniesz. Wygraną nie jest już nawet dotarcie na szczyt. Wygraną jest powrót w jednym (żywym) kawałku.

Jeszcze raz - wielkie brawa za brak ubarwiania i kombinowania. Baltasar Kormákur nakręcił film o tym jak ludzie idą na górę i trzymał mnie na krawędzi fotela kinowego przez niemal dwie godziny. Polecam, mimo, że po seansie nadal nie rozumiem po kiego grzyba ci ludzie narażają się w ten sposób.

P.S. Tytuł wpisu to jednocześnie tytuł bardzo fajnej książki Aleksandra Lwowa, którą serdecznie polecam.

http://zabimokiem.pl/zwyciezyc-znaczy-przezyc/

55
  • Biegnąc tym torem przemyśleń można zabrnąć także do interpelacji, czy wsiadanie do samolotu nie jest jawnym prowokowaniem losu? Czy bezpiecznym jest lot na wysokości zbliżonej do tej na której walczą z surową naturą himalaiści zdobywający swój upragniony wierzchołek. Beztroskie podróżowanie, lot aluminiowym pudełkiem jakże kruchym przy zetknięciu z gruntem, kiedy cud techniki zawiedzie lub człowiek popełni błąd, a grawitacja wskaże miejsce bytowania ludzi. Lecąc samolotem wierzymy, że to bezpieczny środek komunikacji, a jednak obawiamy się najgorszego, spoglądając przez małe okienko na oddalający się ląd, nie mając wpływu ani kontroli nad tym co się wydarzy. Powierzając swój żywot jednej nieznanej osobie, pilotowi, czy na pewno kierujemy się rozsądkiem? Podobnie w górach człowiek ma wiarę w powodzenie wyprawy w bezpieczny powrót do domu ale z tyłu głowy tańczą myśli najgorsze często kreując rozsądek, rozwagę i ograniczone zaufanie do sił natury. Dlatego należy mierzyć siły na zamiary, nie porywać się z motyką na księżyc, stopniować górskie doświadczenie, nie rzucając się od razu na niemożliwe licząc na przychylny los. Uważam że w górach komercja jest nie stosowna, często zgubna. Maksymalizacja zysku kusi i rodzi przewodników, a naiwny klient często łudzi się nadzieją, że niemal zostanie wniesiony na szczyt, wierzchołek nierealny do osiągnięcia przez niego samego, głównie z powodu braku jakże ważnego doświadczenia. Nawet nadmiar pieniędzy nie załatwi sprawy, ponieważ płacąc chociażby krocie za bilet w góry może okazać się że jest on w jedną stronę. Warto jest podkreślić że w bazie czy w schronisku przebywamy w otoczeniu dosyć licznego grona górołazów, na lodowcu obserwuje się kilkuosobowe grupki, natomiast na grani często już jesteśmy sami…
    Film ukazuje prawdziwą historię w której natura bezlitośnie rozprawiła się z brakiem praktyki i pokory. Nastąpiła naturalna selekcja, silniejszy, mądrzejszy, wytrwały, wprawiony w boju przetrwał dostając większe lub mniejsze lanie, natomiast słaby, przegrał to co miał najważniejsze.
    Film dobrze zrobiony i zagrany, ukazuje górskie piękno i bezlitosną moc sił natury. Miło się oglądało można było nacieszyć oczy jednak osobiście brakowało mi atmosfery himalaistycznego środowiska oraz tego specyficznego górskiego klimatu, który by postawił kropkę nad i w słowie idealny.

    • Nie zgadzam się z tą logiką. Wsiadasz do samolotu, bo chcesz się dostać z punktu A do B. Bo lecisz na wczasy, do pracy, spotkać się z kimś. Cokolwiek. Mało ludzi lata dla frajdy bycia w samolocie. Poza tym wystarczy porównać ilość zgonów do ilości pasażerów i ilość zgonów na Evereście do ilości wspinaczy. Szanse na śmierć są w tym drugim przypadku nieporównywalnie wysokie.

      Z resztą wypowiedzi w pełni się zgadzam. W filmie było dobrze widać ile wybaczają ośmiotysięczniki. Mieli wracać o konkretnej godzinie i wtedy powinien być w tył zwrot niezależnie od pozycji względem szczytu. Pewnie wszyscy by przeżyli. A poszli w "już tak blisko, jeszcze kawałeczek, nie mogę teraz wrócić" i skończyło się na ośmiu tragediach.

      • Chodząc lub wspinając się po górach również zamiarem jest dostanie się z punktu A do puntu B i najistotniejszą rolę odgrywa tu droga można wybrać drogę łatwą spacerową można wybrać i pionową ścianę wszystko zależy od możliwości, umiejętności można też wybrać różnego rodzaju góry, lekkie nietrudne do pokonania wzniesienia lub skaliste, śnieżne przykładowo Himalaje. Podobnie z podróżami samolotem można wybrać inny środek transportu, pojazd, statek ale tu liczy się czas podróży lub można wybrać inny cel, pracę lub wczasy bliżej miejsca zamieszkania. Góry też nie zawsze zdobywano dla pasji, często pokonywano przełęcze i wierzchołki by właśnie dostać się z punktu A do B w możliwie krótkim czasie, także na górskie zbocza udawano się, a i robi się do tej pory, dla pracy, polowania, pozyskiwania drewna czy owoców leśnego runa itd. Następnie zaczęto eksplorację gór w celu poznania nieznanego, to tak jak kiedyś Kolumb i inni odkrywali nowe lądy co było bardzo niebezpieczne ale konieczne dla rozwoju świata, wyprawa w himalaje to jak podróż w kosmos, a poznawanie nieznanego dla wielu podróżników jest pasją czymś co nadaje im sens życia, mogą przebywać w innym, nieznanym świecie jakże niedostępnym ale jak bardzo magicznym z widokowym bogactwem. Każdy z górołazów ma swój Everest i nie musi się on znajdować akurat w Himalajach. Porównanie ilości zgonów do pasażerów i ilości wspinaczy do ilości zgonów na Everescie nie jest do końca dobre gdyż na Czomolungmie świat się nie kończy, może prawdziwsze porównanie było by gdybyśmy rozpatrzyli ilość ludzi wspinających się i chodzących po górach całego świata do ilości zgonów we wszystkich górach. Następnie można zerknąć na to ile pasażerów chcących przemieścić się z punktu A do B podróżuje akurat samolotem a ile innymi środkami transportu. Ile osób ginie w samolocie podczas kraksy (zazwyczaj wszyscy) a ile podczas wypadku samochodowego (często nikt, a czasem także wszyscy). Wiele zróżnicowanych czynników wpływa na bezpieczeństwo podróżowania środkami komunikacji czy podczas podróżowania po górach bo tak ujmę wspinaczkę i chodzenie po górach. Podsumowując chodzenie czy wspinanie się w górach nie musi być niebezpieczne ponieważ technologia się rozwija sprzęt jest bardzo bezpieczny jeżeli umiemy go zastosować, zachowując rozwagę, mając na uwagę własne doświadczenie i możliwości, stosując się do prognoz pogody i wielu innych czynników, podobnie jak w podróżowaniu środkami transportu. I w jednym czy w drugim przypadku mogą zdarzyć się różne zdarzenia losowe jak załamanie pogody, burza, czy oberwanie seraka, ale każdy ze zdrowym rozsądkiem ma to na uwadze i stara się przewidywać tego rodzaju sytuacje, śledząc odczyty meteo czy omijając miejsca zagrożone obrywami czy lawinami albo pokonywanie ich w możliwie szybki sposób. Wszelkie podróże, lotnicze, morskie czy lądowe też są uzależnione od warunków pogodowych i wielu innych czynników a osoba odpowiedzialna za bezpieczny transport zawsze ma je na uwadze. W górach prawie zawsze działa zdrowy rozsądek poza małymi wyjątkami ale natura szybko przeprowadza selekcję, w górach nie ma wariatów czy samobójców za to jest dużo ludzi którzy mają pasję, kochają to co robią, kontakt z naturą i górskim pięknym krajobrazem mają sposób na siebie swoje życie robią to czego pragną najbardziej i nikt nie jest im w stanie tego zabrać, a ryzyko jest wszędzie i w górach i podczas przechodzenia przez ulicę więc czy ma to większe znaczenie. Bywa że ludzie całe życie się wspinają na trudnych drogach a giną w wypadku samochodowym. Zrządzenie losu na które nie mamy wpływu. Istotą jest tu pasja, którą mają ludzie gór tak jak ludzie zbierający znaczki, czytający książki, chodzący do kina czy grający na instrumentach muzycznych. Pasja kształtuje i rozwija i niemal każdy ją posiada chyba że ma totalnie bezpłciową osobowość. Nie ma co się roztrząsać nad tym czy szkoda mi ludzi ginących w górach czy samolocie, albo mam poczucie współczucia i żal mi każdej śmierci albo nie żałuję nikogo. Trzeba wejść w przysłowiowe buty danego środowiska by poznać i zrozumieć ich cel i sposób na życie.

        • Rozumiem co chcesz powiedzieć, ale ja to po prostu widzę inaczej. Sam film świetnie obrazuje to, o co mi chodzi. "Powyżej 8 tys. m wasze ciała zaczną umierać." Nikt nie wchodzi do samolotu ryzykując życie. Ryzyko zawsze jest ale statystyka udowadnia, że prędzej zginiesz w wypadku samochodowym jadąc na lotnisko niż w samolocie.

          Jak ktoś wchodzi świadomie w "death zone" to idzie na noże ze śmiercią. Rzuca wyzwanie górze i pytanie tylko czy zdąży wrócić zanim umrze. Czy nie popełni błędu.

          Podróżowanie samolotem porównałbym z wchodzeniem latem na śnieżkę. Też jest ryzyko, ludzie i na takich szlakach ginęli, ale ryzyko jest znikome.

          Wchodzenie na ME jest jak wsiadanie do samolotu, o którym wiesz, że ma poważne usterki, ale ryzykujesz, bo może dasz radę.

          • ...zgadza się ale jeżeli robisz to bez tlenu, wiadomo że na tym pułapie ludzki organizm umiera z powodu braku tlenu i ciśnienia które je wtłacza, tak samo w samolocie pasażerskim jest wyrównany poziom tlenu i ciśnienia do warunków odpowiadającym wysokości 1500 - 2500m co dla ludzkiego organizmu jest prawie nieodczuwalne, w myśliwcach wojskowych pilot cały czas jest podpięty pod tlen jak i jego kombinezon. Szereg górołazów którzy za cel obierają sobie Mont Everest lub inny ośmiotysięcznik robią to z aparaturą tlenową i jeżeli robią to rozważnie to jest to wykonywane w ramach bezpieczeństwa. Bywają śmiałkowie tacy jak Kukuczka czy Messner, którzy zdobywali ośmiotysięczniki bez użycia aparatury tlenowej ale to już inna półka wyczynowców bo to są zazwyczaj dobrze podrasowane organizmy. Podobnie jak szerpowie którzy urodzili się na znacznej wysokości lepiej znoszą bytowanie w himalajach. Zatem najważniejsza w górach, każdych górach jest rozwaga dostosowanie poziomu wyprawy do swoich umiejętności i doświadczenia, jeżeli ktoś nieco przechyli szalę ryzyka, natura łatwo może się rozprawić z takim śmiałkiem co było ukazane na tym i wielu innych filmach. Ja wychodzę z założenia że wychodząc w góry należy zakładać najgorsze warunki z możliwych i tak się przygotować by w nich przetrwać. Zatem wdrapywanie się na ME nie jest do końca skazane na ryzyko które porównać można do wsiadania do samolotu z poważnymi usterkami, jeżeli doświadczenie pozwala ci na pokuszenie się zdobycia tak wysokiego szczytu, jeżeli zdobyłeś wcześniej wiele innych wysokich gór i twój organizm posiada tak zwaną pamięć wysokościową, jeżeli dobrze się zaaklimatyzowałeś, jeżeli dostosowujesz się do prognoz pogody, masz odpowiedni sprzęt i umiejętności oraz głowę na karku i rozwagę raz korzystasz z aparatury tlenowej. Jednak element ryzyka występuje wszędzie na ulicy, w drodze do pracy, w pracy, na spacerze w parku, na wczasach, czy będąc w górach... taki los, każdy ma wyznaczoną swoją drogę i trzeba się z tym liczyć bo na zdarzenia losowe nie mamy wpływu. A w górach nie ma miejsca na stwierdzenie być może się uda...

            A tak na marginesie nie wiemy kto przeprowadza statystyki dotyczące bezpieczeństwa latania czy jazdy samochodem, kto opłaca badania i czy brany jest w nich pod uwagę wpływ wzmożonego handlu bronią na całym świecie, co uwypukliły ostatnie zdarzenia, że jeden wariat czy fanatyk plus parę drobnych na wyrzutnie rakiet może równać się ze zestrzeleniem samolotu z bogu ducha winnymi pasażerami. A poza tym samochód jest częściej używanym środkiem transportu niż samolot, więcej jest samochodów w ruchu niż samolotów w powietrzu w tym samym czasie na całym globie, więc być może takie statystyki powinny brać pod uwagę ilość maszyn w ruchu a nie podróżujących pasażerów do wykazania porównawczego wyniku.

            Osobiście zdaję sobie sprawę z zaistniałego ryzyka jeżeli idę w góry czy wsiadam do samolotu, jednak lecąc samolotem wiem, że nie mam wpływu na bezpieczeństwo, a swoje życie oddaje w ręce nieznanych mi osób.

            • Pewnie alpiniści to robią żeby poczuć że żyją, dreszcz ryzyka i przy okazji często podrasować swoje ego jak w przypadku tych opłacanych wspinaczek z bogatymi amatorami bo w końcu nie każdy może wejść na taką górę, nie każdego też stać żeby wejść na taką górę. Z kolei jak człowiek wsiada do pasażerskiego samolotu to przecież nie dla ekscytacji albo żeby poczuć się wyjątkowo. Samolotami latają tysiące jak nie miliony ludzi i jest to po prostu popularny środek transportu ze względu na szybkość i względnie duże bezpieczeństwo. Pasaże samolotu chce się czuć komfortowo i bezpiecznie a nie balansować na granicy ryzyka jak alpiniści. Wchodząc do płatnego środka transportu ja nie chcę ciągle myśleć że nie mam wpływu na bezpieczeństwo bo płacę za to żeby bezpiecznie dojechać/dolecieć do celu.

              • Nie płacę za jakieś extra doznania jak bogacze co chcą wchodzić na Everest, płacę za bezpieczne dostarczenie mnie do wyznaczonego miejsca podróży.

                • ...a może alpiniści idą w góry by podziwiać te gigantyczne wierzchołki i piękny srogi górski krajobraz... dreszczyk ryzyka i własne ego jest miniaturą w stosunku do jakże pięknych i rozległych widoków jakie są w Himalajach i innych górach...
                  Poza tym nie każdy himalaista płaci za przewodnictwo w himalajach to są raczej turyści wysokogórscy a himalaista ponosi koszty czysto wyprawowe i nie stawia go to w randze bogaczy, ponieważ często jest to budżet klubów alpinistycznych lub pieniądze zarobione podczas wykonywania prac wysokościowych. Czy wiesz, że Jerzy Kukuczka malował kominy by móc jechać na wyprawę w Himalaje, pewnie nie. Tak jak wspominałem wcześniej by się wypowiadać na temat ludzi gór, trzeba wskoczyć w ich buty i poznać środowisko alpinistyczne i klimat jaki czuje się całym sobą podczas górskiej wyprawy...
                  A może więcej opinii o filmie a nie o środowisku alpinistycznym, bo dla przypomnienia jest to portal filmowy a nie górski?

                • Żeby podziwiać widoki gór to nie trzeba na nie koniecznie włazić.

                • Żeby podróżować nie trzeba latać samolotem... jałowy dialog z osobą która nie czuje nie zna i nie rozumie ludzi gór... A teraz się powtórzę ...by się wypowiadać na temat ludzi gór, trzeba wskoczyć w ich buty i poznać ich środowisko alpinistyczne i klimat gór, a skoro jest to portal filmowy wypowiedz się na temat filmu nie tykając sfer których nie znasz a co więcej nie rozumiesz... Próbowałem nieco naświetlić problematykę filmu nieco przybliżając zagadnienie, również stosując naświetlające obraz porównania, ale każdy ma swój odbiór i swoje zdanie podparte wiedzą i doświadczeniem lub ich brakiem i ma do tego prawo ale osądzanie ludzi proponuje zacząć od samego siebie. Natomiast przypuszczenia czy stawianie siebie w świetle co bym zrobił na miejscu kogoś tam proponuje przenieść w realia i w tedy odnieść się do tematu... Niekiedy cisza jest stosowniejsza i bardziej wymowna...

                • Ależ proszę bardzo, ja już więcej nie przerywam. Jeśli chcesz to możesz naświetlić tą tematykę nie tylko nieco a nawet bardziej.

                • Już to zrobiłem w postach powyżej.

                • Dalej nie przekonuje mnie twój argument. Włażę nie po to żeby włazić i w końcu wejść tylko żeby oglądać krajobrazy. Czyli gdybym nie wszedł to nie miało by już znaczenia bo ważne że po drodze naoglądałem się ładnych widoków-LOL.

                • A czy zdajesz sobie sprawę że widoki w górach różnią się od siebie, zmieniają się wraz ze zmianą wysokości, z upływem czasu, rodzajem pogody czy pory roku. Góry żyją swoim rytmem. Ale skąd ty to możesz wiedzieć wygłaszając takie opinie. A poza widokami jest wiele innych aspektów które czynią wyprawę górską magicznym przedsięwzięciem. Wiele wspomniałem we wcześniejszych opisach próbując przybliżyć temat. Ale ja nie zamierzam Cię przekonywać ponieważ twoja wyobraźnia nie jest w stanie poszerzyć horyzontu o to zagadnienie tym bardziej że nie wiesz o czym piszesz nie znasz tego tematu i nie dotyczy Cię, jest Ci obca ta tematyka, dlatego w ogóle zadajesz sobie pytanie po co oni to robią czy po co tam włażą. Ludzie którzy chociaż troszeczkę liznęli gór i kochają naturę mają bogatą pasję nie zadają takich pytań i nie osądzają bo rozumieją i potrafią wczuć się w omawiany temat. Kolejny raz proponuje pokonwersować na temat filmu a nie himalaizmu który jest CI obcy, a tym bardziej kogokolwiek oceniać kto kocha to co robi i ma sposób na życie, jakże ciekawy sposób. Bo życie trzeba przeżyć się zużywając a nie rdzewiejąc.

                • Wydaje mi się że mylisz jakąś miłą wycieczkę krajoznawczą z bardzo niebezpiecznym zawodem jakim jest alpinizm. Ci ludzie z pewnością muszą mieć i kondycję fizyczną i dobre zdrowie żeby tam włazić a to włażenie jest ciężką pracą która daje pewnie niezłego kopa bo takie balansowanie na krawędzi ryzyka połączone z wysiłkiem fizycznym w skrajnie niesprzyjających warunkach może uzależnić. I czemu wciąż chce się zdobywać góry już zdobyte np. w jeszcze trudniejszych warunkach, zdobyta latem, to trzeba jeszcze zdobyć zimą albo najlepiej zimą i od najtrudniejszej strony. Ludzi po prostu coś pcha do przodu żeby przekraczać niemożliwe, taki chłop wejdzie zimą i powie że dokonał coś czego nikt przed nie dokonał, zaspokoi po części egoizm. Ego przecież uwielbia czuć się ważne i wyjątkowe. Jestem elitą himalaizmu yeah, tylko kilku ludzi na świecie tego dokona.

                • Wiem, że to dyskusja sprzed dwóch lat, jednak muszę. Piszesz, że aby się wypowiadać w tym temacie, trzeba wejść w buty ludzi gór, środowiska alpinistycznego, rozumieć ten świat. Tak jak ty, który rozumiesz, i stawiasz w jednym szeregu niebezpieczeństwo wejścia na ME oraz podróży samolotem? Powiem więcej, ty uważasz, że chodzenie po Himalajach bez bezpieczniejsze, bo wsiadając do samolotu, oddajesz swoje bezpieczeństwo w ręce innych, na nic już nie masz wpływu, podczas gdy w górach sam odpowiadasz za siebie, jesteś zdany na siebie. No ciekawe podejście.

                • Takim ludziom nie do końca chyba chodzi o widoki. Ci, którym chodzi o widoki jak mi np. jeżdżą w góry, nawet najwyższe, ale włażą :) jedynie na wysokości jeszcze możliwe dla zwykłego śmiertelnika. Kocham góry, ale na pewno nie mam w sobie tego "szaleństwa" żeby kiedykolwiek wspinać się na 8000, ani takiej potrzeby. Jednak himalaistów rozumiem, choć ich wyczyny dla wielu są głupotą :)
                  Dla mnie nie. Oni często od czegoś uciekają, nawet od rzeczy, których nie do końca są świadomi. Cóż z tego, że mają np żony, dzieci. Ta potrzeba wspinania się tak wysoko i pokonywanie własnych granic jest silniejsza od nich i głęboko w nich zakorzeniona. Ta miłość i pasja jest niestety silniejsza niż każda inna i tego nie da się ot tak wytłumaczyć a ci co tylko w domu siedzą; bo twierdzą przeca, że z podróży nic nie ma (nie ma :D oprócz wspomnień na całe życie, oprócz bogactw, które w tobie pozostawiają, oprócz tego, że jest i będzie o czym pamiętać);no chyba, że alzeheimer dopadnie, albo podróżują najwyżej latem do Chorwacji, najczęściej się na ten temat wypowiadają i zawsze pada tekst z cyklu" jak samolot spadnie to mi ludzi żal a jak ktoś włazi na 8000 m i spadnie to nie" po co się pchał" :) zawsze ten sam teskt, albo może Ciebie już gdzieś miałam okazję przeczytać? :D ale bez urazy. Masz przecie prawo tak rozumować i odczuwać.

                • "może Ciebie już gdzieś miałam okazję przeczytać?" możliwe, przy okazji "dokonań" Beara Gryllsa już pisałem że włażenie na góry, zwłaszcza te na których już ktoś wszedł wcześniej to głupota i nie żal mi tych ludzi co tam giną. Chociaż gdybym miał już gdzieś włazić to o wiele bardziej fascynujące wydają mi się jaskinie.

                • "Oni często od czegoś uciekają," To smutne, mi do ucieczki wystarczy sprawny komputer i głośna muzyka z głośników a oni tak ryzykują, szkoda ich trochę.

                • Jeden lubi skrzypce drugi jak mu nogi śmierdzą jakby wszyscy byli jednakowi świat byłby nudny szkoda tylko że często ludzie mają dużo dopowiedzenia w sprawach które ich nie dotyczą i są im obce, a o sobie i własnych pasjach i sposobie na życie mówią nie wiele często wynika to z wyjałowionej osobowości. Co do gór każdy ma swój Everest, dla jednego jest to bieszczadzki pagórek, lub Tatrzański wierzchołek a dla innego alpejski, patagoński lub himalajski szczyt. I wszędzie możesz zginąć jeżeli nie szanujesz natury robisz coś ponad swoje siły. Zatem są ludzie gór którzy chodzą lub wspinają się bezpiecznie w Tatrach ale jest to już blisko ich granicy wytrzymałości i doświadczenia ale są i tacy co od dziecka znają Tatry jest to ich piaskownica i wspinają się w Alpach lub w Himalajach i robią to w takich samych granicach bezpieczeństwa, doświadczenia i kondycji jak ci pierwsi. A poprzeczka zawsze idzie do góry ale ważne by zachować ją na pułapie osiągalności z respektem do sił natury, a tego uczą góry, pokory do natury i pozwalają poznać samego siebie. Co do zdobywania tej samej góry najpierw latem a później zimą bo podobno trudniej, to tak jak mówiłem wcześniej widoki są inne, warunki także to zupełnie inna wyprawa niemal na inną górę podobnie jest z drogami na szczyt które są rożne na ten sam wierzchołek, a o charakterze wyprawy decyduje trasa a nie szczyt. Każdy ma swoje możliwości n które składają się kondycja, siła, wytrzymałość, doświadczenie i wiedza zdolność do aklimatyzacji itd. I dopasowuje je do realizacji swoich celów często życiowych i pasji to się nazywa predyspozycja. Szkoda tylko że znajdują się często plażowicze którzy niewiele robią ze swoim życiem bojąc się wysunąć nos za próg własnych drzwi a swój strach przed nieznanym przejawiają w komentarzach krytykujących i oceniających ludzi szlachetnych którzy wiedz jak żyć by wiele przeżyć, poznać, odkrywać świat w raz z jego najtrudniej dostępnymi zakamarkami, którzy mają siłę i wytrwałość by realizować swoje pasje, którzy mają ciekawy pomysł na życie. Gdyby takich ludzi nie było nadal byśmy myśleli że świat jest płaski a kontynent obu Ameryk nie istnieje, nie znane były by podróże w kosmos i układ planetarny i co najważniejsze nie było by GPS-a który zaprowadzi Cię na twoje upragnione wakacje na Chorwację ,która stanowi kres Twojego horyzontu. Nie oceniaj nie komentuj tego co Ci obce, zatem napisz coś o filmie chyba że i n tym się nie znasz i potrafisz jedynie snuć infantylne przypuszczenia żyjąc w mydlanej bańce. Więc może coś o filmie, aktorach, reżyserii itd... Polecam to w końcu portal filmowy.

                • Tak na marginesie polecam zrobić coś więcej ze swoim życiem nie opierać go na komputerze i głośnej muzyce, bo przykładowo jak kiedyś braknie Ci prądu zagubisz się we własnej przestrzeni jakże wąskiej szarej i nudnej ale Twojej. Nie żyj wirtualną rzeczywistością, jak to mawiają nie patrz przez szybkę wyjdź na zewnątrz i zacznij żyć a zrozumiesz co tracisz i poznasz świat ktory jest dostępny dl każdego... Pozdrwiam

                • "nadal byśmy myśleli że świat jest płaski" jakoś bym to przeżył, nawet gdyby był w kształcie fallusa.
                  "kontynent obu Ameryk nie istnieje,"przynajmniej pozostałyby nie skażone syfem naszej cywilizacji patrz Lasy Amazońskie przerabiane na pola uprawne.
                  "pozwalają poznać samego siebie." ja poznaję siebie każdego dnia spać, jeść, spać, jeść, spać, jeść...
                  "zrobić coś więcej ze swoim życiem" cokolwiek zrobię to i tak nie będę naprawdę szczęśliwy i gdziekolwiek pójdę to wszystkie problemy podążą za mną w mojej głowie. Po co się więc gdzieś ruszać i tłuc z samym sobą na jakiejś zapyziałej górze ryzykując odmrożenie tyłka? - logika.

                • Zatem gratuluję kreatywności a raczej jej braku i wiedzy o kinematografii, którą nie jesteś wstanie zabłysnąć podczas pisania komentarzy na portalu o tematyce filmowej ... Bez komentarza...

                • To był film o kinematografii czy wspinaczce wysokogórskiej oparty dodatkowo na faktach bo ja już nie wiem? I jeszcze raz piszę zgadzając się jednocześnie z autorem tematu. Co innego wsiąść do samolotu pasażerskiego który ma nas zawieść a co innego włazić na jakąś górę. To kompletnie różne rzeczy. Włażąc na taką górę świadomie podejmuję ryzyko i tego że choćby mój organizm nie podoła trudom tej wyprawy a wchodząc do samolotu chcę tylko dostać się z punktu a do punktu b, nie chcę myśleć o ryzyku, płacę za to żeby dostać się w bezpieczny i wygodny sposób do miejsca przeznaczenia.

                • Czy kiedykolwiek właziłaś na jakąkolwiek górę, żeby mieć prawo utożsamiać się z bohaterami filmu, czy masz coś wspólnego z Himalaizmem by oceniać Himalaistów? Nie masz wiedzy na ten temat i dlatego nie rozumiesz o czym piszesz dlatego sugeruję byś zaczęła pisać o filmie a nie górach czy Himalaizmie. A skoro lot samolotem i chodzenie po górach to dwie różne rzeczy to porównanie jest nie na miejscu. A ty zaprzeczasz sama sobie zgadzając się z porównaniem a następnie argumentując że to dwie różne rzeczy... Poza tym z twoich wypowiedzi które na marginesie mówiąc są nie spójne wynika że jeżeli włazisz na taką gorę (chociaż nigdy tego nie robiłaś) to podejmujesz świadome ryzyko a zatem wsiadając do samolotu podejmujesz nie świadome ryzyko przyćmione nieopamiętaną chęcią dostania się z punktu A do B, siadasz w wygodnym fotelu, iluzyjnie oszukując siebie że nie ma ryzyka i że to jest bezpieczny lot usprawiedliwiając decyzję że zapłaciłaś za transport. Jednak powierzasz swoje życie grupie nieznanych Ci ludzi a kiedy wydarzył by się wypadek przez kilka ostatnich sekund życia kiedy zbiła by się twoja osobista mydlana bańka stwierdziła byś tyko o kurcze to były źle wydane pieniądze... i szkoda że nie mogę posłuchać głośnej muzyki i posiedzieć przy komputerze.
                  Przepraszam ale piszesz o rzeczach Ci zupełnie obcych i myślisz że pozjadałaś wszystkie rozumy i wierzysz w swą niewątpliwą rację nie potrafiąc podeprzeć swojej tezy wiarygodnymi argumentami.
                  Widzisz ja wiem o czym piszę będąc alpinistą i jednocześnie pracując w firmie lotniczej nie klepie w klawiaturę bez sensu bo szkoda mi na to cennego czasu, piszę i wypowiadam się tylko wtedy jeżeli wiem o czym piszę i w jakiś sposób mnie to dotyczy.
                  Podpowiem Ci jeżeli nie wiesz co oznacza propozycja typu napisz coś o filmie (skoro doszukujesz się tematu kinematografii w tym filmie) napisz coś o reżyserii, czy film jest zgodny z książką, jeżeli czytałaś (a wątpię) czy sceneria jest wiarygodnie przedstawiona, czy w filmie zostało uwypuklone znakomite aktorstwo, coś o akcji itp, natomiast temat himalaizmu oraz wszelkie osądy na ten temat pozostaw dla siebie i się nie pogrążaj bo nie wiesz o czym piszesz brnąc w ślepy zaułek.
                  A jeżeli chcesz oceniać oceń siebie nie ludzi gór, skrytykuj siebie, bo to Ty masz lęk przed górami, przed naturą, dziką przyrodą i pięknem otaczającego nas świata.
                  Może napisz coś o głośnej muzyce i siedzeniu przy komputerze jako formie relaksu czy odstresowania się ale raczej nie na tym forum, chyba się zgubiłaś...
                  Powodzenia w pisaniu dalszych mało trafnych komentarzy na obce Ci zagadnienia...

                • A gdzie ja się zgodziłem z tym porównaniem i czemu odmawiasz mi prawa się wypowiadać na dany temat? Na temat lotów w kosmos też mi zabronisz mówić bo nigdy nie poleciałem? Nie bądźmy śmieszni. Ta rozmowa jest po prostu niepoważna. Wiesz co ci powiem to że nie podoba ci się moje zdanie mam kompletnie gdzieś, to moje zdanie i napiszę to jeszcze raz. Tak, jeszcze raz to samo. Takie włażenie jest zwykłą głupotą i nie jest mi w ogóle żal takich ludzi co tam wchodzili i zginęli. A ten film mnie tylko utwierdził w tym przekonaniu, nie ma tu żadnego gloryfikowania tych ludzi na szczęście i dzięki temu ten film jest tak udany. Jak ktoś chce tam włazić to jego sprawa i jego życie, tylko niech pomyśli przez chwilę o rodzinie która dowiaduje się że zginął. Wtedy on już zginął i skończyły się jego wszystkie potrzeby i problemy ale jego rodzina dalej musi z tym żyć że czyjś mąż, ojciec, syn zmienił się w bałwana na wysokości kilku tysięcy metrów:)

                • Tak tak dalej pisz swoje głupoty nie podparte żadnymi argumentami masz prawo się pogrążać, to tylko świadczy o Tobie i o twoim stosunku do innych ludzi...
                  Na marginesie kto dał Ci prawo selekcjonować ludzi na tych co powinni zginąć i na tych co powinni żyć dalej?
                  Bałwanem są dla Ciebie ludzie z bogatą pasją którzy są pełni wartości, którzy poznają świat i uczą się go każdego dnia natomiast gloryfikujesz osoby siedzące godzinami przed komputerem i słuchające głośnej muzyki. Gratuluję poczucia wartości.

                • "kto dał Ci prawo selekcjonować ludzi na tych co powinni zginąć i na tych co powinni żyć dalej?" To nie ja ich selekcjonuje, oni sami się selekcjonują tam włażąc. Sami na własne życzenie stają się ludźmi podwyższonego ryzyka.
                  "natomiast gloryfikujesz osoby siedzące godzinami przed"gdzie ja to napisałem? Znów starasz mi się wmówić coś czego nie napisałem. Napisałem że głupotą jest taka wyprawa będąca swoistą formą ucieczki przed problemami i że równocześnie można siedzieć w domu na tyłku bo gdziekolwiek pojedziesz to nie uciekniesz przed swoimi problemami, może będzie ci się tak wydawać ale tamte myśli i tak w końcu powrócą. To po co uciekać, po co ryzykować życie i zdrowie, po co płacić grubą kasę? To głupota.
                  Z kolei dowartościowanie samego siebie poprzez to że robię to na co nie każdy by się zdobył. Czy to nie jest płytkie i prymitywne? Mogę szanować pracę jakichś strażaków albo antyterrorystów którzy narażają własne życie żeby ratować inne życie. Ale ryzykować życie żeby tylko połechtać własne ego? I mam takich ludzi szanować i przejmować się ich często tragicznym losem?

                • Niepotrzebnie dyskutujesz z tym gosciem. Jesli dla niego lot samolotem z rodzina na wakacje to to samo co wspinaczka na osmiotysiecznika, bo i to i to jest przeprawa z punktu A do B, to jest debilem i tyle :)

                • Przede wszystkim jak brak Ci argumentów to schowaj swoje epitety w kieszeń bo nic nimi nie wnosisz. Zatem ty niepotrzebnie piszesz mało znaczący komentarz skoro nie masz za wiele do powiedzenia przede wszystkim na temat filmu. Pewnie nie byłeś nigdy w górach, nie wspinałeś się i wogóle tego nie czujesz, podobnie jak nigdy nie byłeś przy naprawie czy montażu samolotu, nie widziałeś jak to się wykonuje czy łatwo popełnić błąd przy montażu który może mieć wpływ na katastrofę. Samolot znasz tylko z wygodnego fotela pasażerskiego ale wyrazić zbędną opinię musiałeś żeby podkreślić swoje ego... i kto tu kim jest? Każdy sam wie najlepiej i tyle... Gratuluję kultury osobistej.

                • i tu wtopiłeś bo jestem konstruktorem samolotów, który hobbistycznie wspina się na Everest, do tego zimą, od trudniejszej strony i w samych kąpielówkach.

                  Bredzisz i gratuluje argumentu 'nie byłeś w górach, nie wiesz nic o wspinaczce na 8tysięcy metrów' :D ubawiłem się po pachy.

                  nie nie byłem w górach, nie wspinałem się, oglądałem tylko film który mnie znudził i który na zdrowy rozsądek bywa lekko nierealny bo nie trzeba być specem od Everestu żeby zauważyć że często ten film od realizmu odbiega.

                  Odnośnie samolotu pisałem o tym że TY porównujesz podróż samolotem do wspinaczki na Everest. To jest tak z dupy porównanie, głupie i nielogiczne, że po prostu bawi.

                  Co do komentarza, ja nie muszę mieć argumentów, gość który z Tobą prowadzi tą dyskusję od początku dał CI ich tyle że małpa by się zorientowała że nie ma racji. Do Ciebie natomiast nie dociera, stąd uważam że dyskusja z takimi ludźmi bez bezcelowa.

                • A ja uważam że dyskusja z ludźmi o tak mało wybitnych poglądach wiedzy i kultury osobistej jak ty nie ma kompletnie sensu więc nie odnoszę się do twoich wypocin. Żegnam

                • Jesteś chłopie kolejnym internetowym myślicielem z wydumanym ego,który uważa że pozjadał wszystkie rozumy.

                  Twoim jedynym kontrargumentem jest 'nie byłeś w górach więc nie wiesz' czyli, a to bzdura nie argument.

                • A ty jakie posiadasz argumenty?
                  Czy ty myślisz, używasz głowy czy klepiesz co ślina na język przyniesie?
                  Kto daje Ci prawo pisać obraźliwe epitety?
                  Posiadasz kulturę osobistą?
                  Na te i inne pytania odpowiedz sobie sam, pozostawiam Cię samego ze swoimi jakże elokwentnymi wypowiedziami. Może po przeczytaniu wszystkich komentarzy ze zrozumieniem i głębszych przemyśleniach dojdziesz do wniosku że pisząc i określając innych określasz sam siebie. Nie mam ochoty z tobą konwersować ponieważ nie ma o czym. Płytkie nic niewnoszące teksty.

                • A kto napisał wcześniej ten tekst "To smutne, mi do ucieczki wystarczy sprawny komputer i głośna muzyka z głośników a oni tak ryzykują" Ja czy Ty? To tak dla przypomnienia co dla Ciebie jest bardziej wystarczające. Nikt kto idzie w góry nie jest samobójcą no chyba że w twoich oczach, Ci co tam ruszają liczą się ze śmiercią i ryzykiem starając je zniwelować do zera i mają na to wpływ bardzo często w porę wycofując się kiedy warunki są na tyle trudne że przerastają możliwości, ale co najważniejsze mają na to wpływ. Zatem selekcji dokonują ludzie którzy ich krytykują między innymi i ty pisząc słowa typu że po co tam właził, lub takich to mi nie żal. Naprawdę gdybyś nieco się wdrożył w tematykę alpinizmu i himalaizmu poznał sprzęt jaki się teraz stosuje to zdałbyś sobie sprawę że przy zachowaniu rozsądku i respektu do sił natury można wspinać się i chodzić po górach całkiem bezpiecznie. Na filmie była nakreślona sytuacja kiedy ludzie szli na żywioł i na takie rzeczy nie ma miejsca w górach, zostali za to ukarani jednak jak podłym trzeba być człowiekiem żeby wydawać opinię że nie jest ich żal że im się należy bo po co tam włazili. Popełnili błąd śmiertelny niestety ale nic co ludzkie nie jest nam obce. Ty jesteś taki nieomylny , nigdy nie popełniłeś błędu?... Jeśli tak to gratuluję, chociaż moim skromnym zdaniem selekcjonowanie ludzi na tych lepszych i gorszych, na tych których jest szkoda lub nie i powinni zginąć tylko dlatego że mają pasję której nie znasz i nie rozumiesz co więcej nie starasz się zrozumieć jest karygodnym błędem.

                • "A kto napisał wcześniej ten tekst "To smutne, mi do ucieczki" przecież napisałem to o sobie. Ludzie uciekają w różny sposób. Jedne sposoby są mniej głupie, co nie oznacza też że nie są głupie w ogóle:) jak siedzenie przed komputerem a drugie bardziej głupie jak rzeczy które mogą w szybki sposób zakończyć twoje życie. Narkotyki, czy to nie są wyjątkowo głupie i niebezpieczne rzeczy służące do ucieczki?
                  "Nikt kto idzie w góry nie jest samobójcą" jest potencjalnym samobójcą ale za bardzo jest pochłonięty celem żeby nawet często o tym pomyśleć.
                  "nigdy nie popełniłeś błędu?..."nigdy nie wchodziłem w sytuację w której potencjalny błąd kosztowałby mnie moje życie. Wsiadając do samolotu ludzie nie robią tego żeby potem nie popełniać błędu który może kosztować ich życie tylko gdzieś bezpiecznie i w miarę komfortowo dolecieć.

                • Naprawdę nie wiem czemu sądzisz że ludzie gór przed czymś uciekają, jest to forma aktywności połączona z bytowaniem w otoczeniu natury, bardziej bym odbierał to w kategorii sport ponieważ to są ludzie którzy ciągle i wytrwale trenują stosują diety i szereg ćwiczeń zarówno na panelu jak i siłowni, jednak ty odbierasz to w kategorii zła typu narkotyki czy temu podobne, moim zdaniem jest to nie trafne stwierdzenie. Ponadto bardzo często alpiniści czy himalaiści potrafią się wycofać będąc nawet kilka metrów od wierzchołka kiedy warunki są zbyt trudne i nie są zaślepieni celem, znają swoje możliwości i by uniknąć wypadku rezygnują z celu, bo góry nie uciekną zawsze można powrócić przy lepszych warunkach. To jest dewiza wielu ludzi gór, zdarzają się wyjątki co pokazywał film. Nie każdy górołaz pakuje się w sytuację grożącą utratą życia ale już mi się nie chce naświetlać tego tematu. Pisałeś o sobie że wystarcza ci komp i głośna muza więc jasne jest że faworyzujesz ten rodzaj odskoczni ja wolę kontakt z natrą i tu różnimy się diametralnie. Tylko ja próbuję Ci przedstawić jak faktycznie wygląda to wszystko od strony osoby związanej z alpinizmem bo nie masz tego obrazu ale jakoś nie chcesz przyjąć pewnych tez do wiadomości. Twoja sprawa. Poza tym znam wiele osób które bezpieczniej czują się w górach niż w samolocie skąd się to bierze z wiedzy jaką posiadają na dane zagadnienie. Nie ma co rozprawiać na ten temat bo Ty mnie nie przekonasz a ja ciebie tylko że mi ten temat jest dużo bliższy. Czyli co do szuflady ludzi gorszych, głupich i nierozważnych których życie jest mniej warte wrzucasz wszystkich himalaistów, alpinistów, kierowców wyścigu Dakar czy F1, skoczków narciarskich, wojskowych, spadochroniarzy, speleologów, motocyklistów oraz wędkarza co może wpaść zimą do przerębla, tylko dlatego że zdarzają się różne wypadki i Ci ludzie mają takie a nie inne hobby, pasję czy pracę. To twoja opinia na temat tego rodzaju ludzi no chyba że uparłeś się tylko na ludzi gór, czy sprawiedliwa odpowiedz sobie sam(a).

                • A ja powiem krótko. Ci nibyprzewodnicy, którzy okazjonalnie wykazywali znamiona profesjonalizmu... to spoko, chcą, niech się wspinają, tak jak inny profesjonalista np. Kubica na torze F1 zna ryzyko, zna zasady, zna konsekwencje, ponosi skutki błędów lub zwyczajnego pecha... ale przede wszystkim ma wszystko skalkulowane i sztab profesjonalistów pomaga mu na bieżąco w osiągnięciu wyniku poprzez swoją pomoc czy to w serwisie czy na bieżąco - pilot, czy przez radio co się dzieje na torze. Ogólnie pełna profeska, ryzyko jest zminimalizowane do naprawdę nieprzewidzianych i niezależnych od kierowcy wydarzeń, trening, sponsorzy i doświadczenie dają ogromne wsparcie. Tymczasem to co widzimy w Evereście, to narzekanie, że firma padnie, życzeniowe podejście do pogody, nie wiadomo który z brodaczy prowadzi wycieczkę - jeden se śpi, drugi zostawia ludzi, brakuje tlenu (chyba go podkradała 3 ekipa ale już sam nie wiem), chorzy dostają piguły, które pomagają im doraźnie, ale w ostatecznej konfrontacji wychodzą inne choroby z przeszłości, których zapewne nie deklarowali (wzrok, płuca). Jedyny ogarnięty dziadek lata po górze bez tlenu, teksańczyk zostaje uratowany, bo żona dzwoni do ambasady, nikt nie kontroluje gdzie który jest (rozumiem, ze gps wtedy nie był jeszcze skomercjalizowany, ale kurrrrrr.... radio to powinien mieć obowiązkowo każdy, najlepiej z pastuchem, który by go budził. I najważniejsze - główny bohater filmu zamiast trzymać się planu realizuje "marzenia listonosza, któremu kasę na tlen zebrały dzieciaki w szkole" i który nie był ani przygotowany fizycznie ani nie zapłacił za wejście. Cały film miał chyba w ludziach rozbudzić pokłady ignorancji, żeby nie przejmowali się szczekaniem malkontentów, tylko żeby pamiętali, ze karawana musi jechać dalej i jak ktoś dezintegruje grupę to powinien się spotkać z ostracyzmem, a nie (zaraz po ciebie wrócę, nie rób mi tego więcej, przypnij się i czekaj, musimy iść, chociaż widzę, że umierasz i najlepsze "no poczekam sobie nockę, dałem radę jedną, prześpię się i drugą"). W sumie najmądrzejszy z całej tej bandy pierwszej grupy był teksańczyk - w odpowiednim momencie sobie odpuścił, nie wlazł na górę, a to niekompetencje kierownika spowodowały, że został na pastwę losu.... (kto miał mu pomagać, jak praktycznie cala reszta była tam bogatymi turystami i chciała ujść z życiem?).

                  Nie czytałem książki, nie wiem czy film dobrze przedstawił prawdziwe postacie i wydarzenia i wiem, że w prawdziwym życiu jest masa de*ili z odpowiedzialnymi obowiązkami, która myśleniem życzeniowym naraża innych ludzi na wielką krzywdę. Może brakować ludzi w zespole i kasy, pogoda w górach jest zdradliwa... no ale kurcze zginęło 5 osób, 6 kaleka, bo listonosz musiał se wejść na górę, a kierownik wycieczki nie mógł wykazać się raz asertywnością (w sumie to cały czas każdemu szedł na rękę i przepraszał). Rozumiem relacja klient-usługodawca, ale kurcze, jak Kubica dałby się paru osobom pościgać swoim samochodem i od razu by widział, że połowa zespołu nie ma do tego predyspozycji, to zamiast pakować wszystkich do autokaru, którym na zmianę wszyscy prowadzą, powinien odselekcjonować słabych i zawrócić ich razem z Scottem Fischerem, który już dawno miał dosyć i tak naprawdę nie chciał wchodzić, tylko był tam dla kasy. To zapakował ich do autobusu, który bez hamulców zjeżdżał z górskiej przełęczy i wszyscy po kolei wypadali przez okna w przepaść. Każdy oprócz tych bogu ducha winnych japońców rozbijał grupę i zmieniał plan wędrówki. Jak zostawił teksańczyka, to skazał go na śmierć (chociaż akurat ten się wywinął)- niewiele dalej odpuścił sobie vicekierownik Scott Fischer.

                  Podsumowując, to tak jakby w wyścigu o życie kierował samochodem jakiś szczyl, Kubica niby by był obok niego, ale nie miał wpływu na korygowanie błędów czy po prostu powrót do boksu (kasa kasa ..), podczas kolejnych okrążeń brakowałoby nowych opon, paliwa i był ogólny tłok na torze...a zmieniający się kolejni kierowcy generowaliby kolejne opóźnienia, bo w sumie tylko japońce wydawały się w miarę doświadczone, a teksańczyk trenował, żeby mieć kondychę.

                  I pewnie żadna firma nie dałaby ubezpieczenia powyżej jakiejś wysokości, bo określenie ryzyka w którym trzeba uwzględnić pogodę, umiejętności kierowania grupą, przygotowanie itp. jest praktycznie niemożliwe i jest to co najwyżej jakiś przedział ufności, niż możliwe do ujęcia na podstawie statystyki dane. Nie warto być samarytaninem dla wszystkich, bo nie można spełnić wszystkich obietnic. Jedyny bohater to był chyba pilot helikotera, cała reszta to zbieranina pazernych przewodników i lekkomyślnych turystów, a pieniądze są takim wytrychem, który umożliwił im popełnienie zbiorowego samobójstwa. <niepopularna_opinia>

                • Tak dużo prawdy w tym co piszesz, film przedstawia dosyć specyficzną wyprawę składającą się z kilku ekip, chociaż więcej możemy zobaczyć w filmie Życie za Everest lub przeczytać w książce Johna Krakauera Wszystko za Everest chociaż krążą opinie w środowisku górołazów że i ta książka mija się lekko z faktami. Zapewne prawdą jest że na tej górze w ten tragiczny dzień byli ludzie którzy nie powinni się tam znaleźć, byli dzięki przewodnikom górskim. Z jednej strony dzięki nim mogli zobaczyć poczuć choćby skrawek Everestu zapewne podpisując papier że robią to na własną odpowiedzialność i zdają sobie sprawę z ryzyka jednak drugiej strony pewnie liczyli że zostaną wciągnięci na górę. A w Himalajach często na grani jesteś zdany tylko na siebie. Panował tam bałagan jak w niedotlenionej głowie co poniektórzy chyba nie do końca zdawali sobie sprawę z ryzyka lub liczyli na cud że zdążą zdobyć szczyt przed zmrokiem. Tam wysoko w górach trzeba się ściśle trzymać ustalonych na dole zasad. Nie wszyscy to czynili więc 8 osób zginęło w ten jakże dramatyczny dzień. W sumie to ja też chyba jestem przeciwny komercyjnym wyprawą, ale przewodnicy nie biorą się z nieba, tylko tworzą ich potencjalni klienci. Nikt by się za tę robotę nie brał gdyby nie było chętnych, jednak zabranie kogokolwiek pod skrzydło idąc w góry chyba jest nie rozważne, można zrobić sobie kuku samemu. No chyba że przewodnik górski dobiera ekipę która ma już jakieś doświadczenie i przygotowanie i wtedy dba o ich kondycje, aklimatyzację sprawdza umiejętności wtedy ma to sens i jest to wyprawa dobrze przygotowana. Tylko że często ludzie, którzy już maja doświadczenie, przygotowanie i aklimatyzacje nie potrzebują przewodnika.
                  A co do F1 to jak masz ochotę i trochę więcej pieniążków przeznaczonych na wydatki to i bolidem możesz się przejechać na torze, zapewne nie na wyścigu gdzie mierzą się ze sobą profesjonaliści ale samodzielnie możesz poczuć tę nutkę adrenaliny po wcześniejszym instruktarzu. Wszystko jest kwestią pieniędzy, niestety. Podobnie i w górach są wyprawy profesjonalistów i są wyprawy komercyjne, także różniące się od siebie. Jednak kto by to nie był czy kierowca F1 czy himalaista czy profesjonalista czy laik to są tylko ludzie i nic co ludzkie nie jest nam obce. Ludzkim odruchem jest żal za drugą osobę której przytrafiło się nieszczęście bez selekcji na lepszych czy gorszych. Takie jest moje skromne zdanie.

                • ja myślę że źle podszedłeś do tematu, oczywiście góry są piękne i wielu ludzi je kocha ale całe to zdobywanie gór wynika przede wszystkim z ludzkiej natury, zdobywania i poznawanie świata, dlatego porównywanie wspinaczki do lotu samolotem jest niewspółmierne, bo zdobywanie himalajów dla każdego człowieka który tam idzie jest jak pierwszy lot ponad 100 lat temu, jak lot w kosmos, jak postawienie nogi na księżycu, budowanie miast, tworzenie technologii, bicie rekordów i wszystko inne co świadczy o tym że jesteśmy gatunkiem homo sapiens, a o czym w gruncie rzeczy nie decydujemy bo jest to w nas zakodowane. Wszystkie rozumiane przez nas bariery muszą być przekraczane i nie ma znaczenia czy jest to góra 8848 m.n.p.m, czy lot na Marsa i baza na księżycu, jesteśmy ludźmi i nie ma sensu tego tłumaczyć , bo każdy z nas może mieć swój Everest który nie będzie górą, a za który przypłacimy życiem, jak ktoś tego nie rozumie to niech się rozejrzy dookoła i zada pytanie kto to wszystko tworzył

  • Żeby być odważnym, też musi ci trochę brakować zdrowego rozsądku. Jednym słowem trzeba być trochę szalonym.

  • Trzeba mieć nasrane w głowie, żeby się tam pchać... im więcej ich zginie tym lepiej dla społeczeństwa bo mniej imbecyli będzie na świecie - selekcja naturalna, debile odpadają.

  • Dzięki SithFrog za trafną ocenę filmu. To po pierwsze.
    Po drugie gratuluję wytrwałości w dyskusji z trolem. Tobie SithFrogi i wszystkim innym, którzy raczyli mu odpowiedzieć. Bo drytrail to trol, tyle ze działa undercover. Maskuje się skubany, udaje normalnego, ale normalny wie przecież, że decyzja o wejściu na Everest a decyzja o locie samolotem to dwie różne sprawy. I tyle w temacie, dalej to już jest karmienie trola a trol żyje jak pączek w maśle. No bo przecież "nie wiemy kto przeprowadza statystyki dotyczące bezpieczeństwa latania". Gdybyśmy wiedzieli, to wyszło by na jaw, że wyprawa na Everest jest tak samo niebezpieczna jak lot samolotem. Dżinias.

    • ja nie uważam wspinania się na szczyty za debilizm, owszem jest ryzyko ale tak samo można stwierdzić , że górnicy to debile bo im się może ziemia na łeb zawalić (przewodnicy przecież tak samo czerpią z tego korzyści finansowe). Niestety tak już w życiu jest, że człowiek chce więcej i więcej bo przecież jak chociażby zatrudniasz się gdzieś do pracy to nie myślisz o awansie ? o tym żeby lepiej zarabiać ? więc skoro ktoś zdobywa np górę 6000m to dlaczego nie spróbować wejść wyżej. Sama się wspinam więc może inaczej na to patrzę. Pozdrawiam tych którzy mnie tu zaraz pewnie zjedzą żywcem :)

      • Debilizm to za mocne słowo. Poza tym ja tylko pytam czy to głupota czy odwaga. Im dłużej myślę o tym, tym bardziej jestem pewien, że odwagi w tym sporo, ale musi być domieszka jakiegoś szaleństwa, pewnej determinacji, która wypiera momentami zdrowy rozsądek i instynkt samozachowawczy.

        Dlatego film mi się podobał, bo nie był komentarzem do sprawy. Pokazał jak było, bez wskazywania paluchem winnych. Każdy może ocenić po swojemu.

        • Co kocha Pani w górskich wędrówkach?
          "Wolność. Czas biegnie inaczej. Podczas takich wędrówek nie liczy się nic poza samym istnieniem. Nie mają znaczenia rzeczy przyziemne, materialne. Liczy się jedność ze światem, który nas otacza. Można się sobie przyjrzeć i wiele dowiedzieć, bo w górach rywalizujemy z samym sobą. Okazuje się, że wcale nie trzeba medytować w buddyjskim klasztorze, wystarczy wyjść na szlak. Wyrwanie z cywilizacji na kilka miesięcy daje zupełnie inną perspektywę na życie."

          Kocham góry... może nie takie, bo i kalendarz... ale góry to jest TO !!! ....

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: