Ten film to kpina z książki...

... gdybym go obejrzała przed przeczytaniem, w życiu bym się za książkę nie zabrała, a samego
filmu pewnie bym nie zrozumiała.

Poszatkowali bardzo dobrą historię, tworząc nieco śmierdzącą paszę dla świń, że pokuszę się o
poetyckie spojrzenie na obraz Scott'a.

Gdzie były Cyganki, Jack Crawford, martini z dodatkiem dziecięcych łez, psychopatyczna
przeszłość Masona, porno-kamerzysta, Ardelia, Margot i Judy?

Gdzie wytłumaczenie, jak Starling wylądowała w kanciapie odgrzewając sprawę Lectera?

Gdzie pokaz tworzenia "domu Lectera" przez Starling, który pokazuje, że ona do pewnego stopnia
była w stanie przewidzieć jego zachowanie, stanowiła jego dopełnienie?

Gdzie podróż po pałacu pamięci?

I wreszcie, gdzie wspomnienie Miszy, które na swój sposób uczłowiecza Hannibala, pozwala
zrozumieć, jak ten człowiek stał się tym kim się stał? Gdzie dążenie do odwrócenia biegu
wszechświata?

Scena z porwaniem Hannibala to w ogóle jakieś cuda i dziwy...

Samookaleczenie Masona? Czy on się przypadkiem nie podduszał i masturbował? Czy
przypadkiem nie głodził psów, które Lecter w końcu poszczuł na niego? Czy nie był
psychopatycznym pedofilem i gwałcicielem własnej siostry? A w filmie pokazali go jako niemal
Bogu ducha winną ofiarę Lectera...

Mason w ogóle był w całkiem niezłym stanie fizycznym :P a jego śmierć? Brakowało mi
książkowej makabryczności, brakowało mi pokoju zabaw wypełnionego straszonymi dziećmi,
brakowało mi swego rodzaju cierpienia Margot...

I ten brak charakteryzacji... no ludzie, tak na logikę- jakie jest prawdopodobieństwo, że gdyby
nam dajmy na to Bin Laden przeszedł ulicą to nikt by go nie rozpoznał? Przecież Lecter był na
liście 10 najbardziej poszukiwanych kryminalistów świata, obok wspomnianego Bin Ladena i tak
sobie chodził po Florencji, obcował z tamtejszą inteligencją i nikt go nie poznał? W książce
chociaż miało to ręce i nogi...

Do Starling też nikt z ostrej amunicji nie strzelał... sytuacja była z goła inna i wymagała sporej
medycznej wiedzy i cierpliwości, którą Hannibal się wykazał.

Mogli się też pokusić o ten ślad prochu na policzku Clarice, o którym w książce wciąż
wspominano.

A zakończenie filmu to już w ogóle gwóźdź do trumny całości.

Jedyne wytłumaczenie tego co właśnie obejrzałam to, to, że ja pewnie zupełnie inną książkę
czytałam, a biorę ją za "Hannibala" pióra Harrisa...

W książce wszyscy zasłużyli na swój los, w słodko- gorzkim znaczeniu tego stwierdzenia.
Tutaj z Lectera zrobiono zimnego psychopatę, bez tej finezji, za którą uwielbiam tę postać.

Rozumiem, że nie da się idealnie zekranizować książki, lecz to co tutaj odstawiono przekracza
wszelkie granice dopuszczalnych przeze mnie modyfikacji.

28
  • Co mogę powiedzieć ! Ten film ominął jak najbardziej WAŻNE wątki !
    Filmy mają to do siebie że omijają niektóre rzeczy z książek na której się inspirują (wiadomo czemu) , ale bez przesady !
    Usunięcie Margot było bezsensu .
    Mason Verger : Potwór , psychopata , podobno pedofil .
    W filmie : Nie winny ekscentryk który jedynie się mści .
    Ale musisz przyznać że w filmie było wspomniane że jest oskarżony o takie rzeczy , ALE tak okropnie wspomniane że aż zapomniane !
    Powiem tak , jestem smutny że ,,film wyśmiewa się z książki'' .
    Film jako film jest dobry .
    Ale nie dorównuje książce .
    Film zobaczyć można , dla dobrze zagranych ról , lecz TAK okropnie durne posunięcia sprawiają że po obejrzeniu , nie chce się czytać książki . Ja tak miałem ! BLĄD !
    podsumowanie
    film-może być .
    Ale nie sugerujcie się nim myśląc o książce . To DWIE różne rzeczy .
    Smutne:(

  • Pazzi zamiast złapać Lectera i uwięzić, to bawi się w jakieś podchody, dzwonienie z budek telefonicznych, które potem oddzwaniają, stracił życie drobny złodziejaszek, bo chciał zebrać odcisk. Czy bez tego odcisku, nie uznaliby nagrody, albo jak? Czy tak wyglądają procedury przy łapaniu groźnych przestępców dla nagrody?

  • Podpisałbym się pod tym tekstem obiema rękami (jako osoba która powieści Harrisa o Hannibalu przeczytała po kilkanaście razy) - najbardziej wk/u/rwia mnie zakończenie - zabija podstawową wymowę filmu - czytaj lepiej żyć z psychopatycznym mordercą, który kieruje się jednak jakimiś zasadami aniżeli obracać się w gównie polityki i władzy...
    Nie mogę jednak - urzekła mnie wizualnie część florencka filmu i świetny jak zwykle Hopkins - bardzo często wracam do tego filmu pomimo wszystkich wymienionych przez Ciebie wad...

  • To prawda. Spłycenie książki, ot co. Już lepiej to wyszło w ptzypadku Milczenia i Czerwonego smoka

  • Obejrzałem dzisiaj bo leciał w telewizji (nie pierwszy raz rzecz jasna) i stwierdzam, że dla Hopkinsa i tak warto był genialny w tej roli i chciałbym aby jeszcze kiedyś ją zagrał co jest niezwykle mało prawdopodobne niestety (jakaś akcja po latach) i szczerze to mam to gdzieś, że są nieścisłości z książką dla takiego Lectera - warto! z tej przyczyny nie mogę się totalnie przemóc do serialu o tym samym tytule.

  • Film sam w sobie jest naprawdę dobry, jednak rzeczywiście nijak się ma do książki. Najbardziej po przeczytaniu dzieła Harrisa wbiło mnie w kanapę zakończenie - absolutnie genialne, nie wiem, czego twórcy filmu się bali, że tak drastycznie zmienili końcówkę.

    • Ta końcówka właśnie najbardziej mnie zdenerwowała w filmie. Tak jak piszesz, zakończenie książkowe jest genialne, filmowe najlepiej przemilczeć. Może po prostu nie mieli pomysłu jak to ogarnąć, żeby nie wyszło śmiesznie, bo wątpię, że cenzury się bali. Nie takie kontrowersyjne rzeczy przecież kręcono i to wiele lat przed "Hannibalem", weźmy np. "Salo" z 1975 r.

    • Ja się za to wyłamię - uważam, że zakończenie filmowe było dużo lepsze. Ogólnie książkowy "Hannibal" niemiłosiernie mnie nudził, a kiedy doszłam do zakończenia poczułam... Nawet nie obrzydzenie, ale po prostu chęć, by roześmiać się pustym rechotem. To było dla mnie kompletne odwrócenie charakterów postaci, które poznawałam kolejno przez trzy (Lecter) i dwa (Starling) tomy - on nagle staje się misiem pysiem, ona przymyka oczy na jego morderstwa, żeby chodzić z nim do opery. No po prostu...
      Nie twierdzę, że film jest genialny - dłużył mi się, wiele opcji było głupich (śmierć Masona - dramat. Po prostu dno), do tego pomięto Margot, która była moją ulubioną postacią. Nie mam problemu z faktem, że usunięto Ardelię - w moim odczuciu niczego do wydarzeń nie wnosiła. A zakończenie... Cóż, żałuję, że pojawia się ta głupia scena z odkrajaniem mózgu (przepraszam, zboczenie medyczne - nie jestem w stanie się tym zachwycać, to zwyczajnie durne), ale sam zamysł, że jednak drogi Starling i Lectera są zbyt odmienne, by mogły na stałe się połączyć dużo bardziej mi się podoba niż opcja z książki.

  • Podpisuję się pod Pani recenzją obiema rękami. Brawo.

  • Zgadzam się całkowicie. Ominęli tak ważne kwestie, że głowa mała. I jeszcze ten Hannibal, który w książce przeszedł operacje plastyczne żeby go nie rozpoznano. Mason, który był obrzydliwym pedofilem i gwałcicielem, jest biedny i poszkodowany. Już nie wspomnę o Julianne Moore, która niesamowicie mnie irytowała. Ogólnie, jako film - bardzo przyzwoity, ale jeśli ktoś czytał książkę, to...

  • Znowu pajace oceniajacy film na podstawie ksiazki. To jest film NIE KSIAZKA. Tak, moze i jest on wyrezyserowany na podstawie ksiazki, ale w wiekszosci takich sytuacji, film porzycza sobie tylko fabułe i reszte zmienia, a pajacyki oburzeni BO JAK TO TAK? O BOZE, KSIONSZKA LEPSZAAA. Wezcie sie ogarnijcie i nie zanizajcie ocen tylko dlatego, ze macie dziury w glowie i wedlug was tez w fabule, bo w ksionszecce bylo inaczej. Ehh jak dobrze, ze moda na ksiazki zmalala o 1000% ja jak juz czytam, to czytam te nowsze, bo te stare to słabiutki3 są xd

Zgłoś nadużycie

Opisz, dlaczego uważasz, że ten wpis nie jest zgodny z regulaminem serwisu: