Force Majeure

1 godz. 58 min.
6,5 19 382
oceny
6,5 10 19382
15 045
chce zobaczyć
8,1 23
oceny krytyków
{"rate":8.086957,"count":23}
{"type":"film","id":709434,"links":[{"id":"filmWhereToWatchTv","href":"/film/Force+Majeure-2014-709434/tv","text":"W TV"}]}
powrót do forum filmu Turysta
  • jagamiga1 ocenił(a) ten film na: 8

    "tylko nikt mnie dotychczas
    nie wzywał na pomoc
    i jeśli pożałuję
    liścia, sukni, wiersza -
    Tyle wiemy o sobie,
    ile nas sprawdzono"

    Niedoceniany film, a szkoda, bo jest bardzo dobrym studium psychologicznym. Pomysłem z udawaniem, że grozi jej niebezpieczeństwo Ebba może oszukała swoje małe dzieci, a i to wątpię, dzieciaki są mądrzejsze niż się dorosłym wydaje, ale na pewno oszukała siebie.
    Widzimy jak Tomas staje w końcu twarzą w twarz ze swoimi słabościami, przestaje udawać kogoś kim nie jest, szczególnie przed dziećmi, dlatego już nie ukrywa, że pali papierosy, ale Ebba wciąż oszukuje i siebie i dzieciaki.
    W końcowej scenie widzimy, jak bardzo traumatyczne było dla niej doświadczenie, kiedy została sama z dziećmi w sytuacji zagrożenia życia. Z autobusu to ona wychodzi pierwsza nie oglądając się na własne dzieci, a przecież mogła wybuchnąć panika, mogły zostać ranne.
    Czy zatem teraz jest małżeński remis?
    Nawet jak tak, to współczuję dzieciom takich rodziców .

  • JaCze ocenił(a) ten film na: 8

    jagamiga1 A ja myślę, że to jej gra. Okrutna gra z mężem do końca. Zakończenie filmu niewątpliwie powala na kolana tych, którzy jeszcze na nich nie są podczas seansu.

  • jagamiga1 ocenił(a) ten film na: 8

    JaCze Jedyny moment, kiedy Ebba była okrutna, to podczas opowiadania przyjaciołom o zdarzeniu "lawinowym", już po tym, jak ona i Tomas uzgodnili wspólny front w tej sprawie. Dotąd to on raczej był okrutny w swoim egoizmie i wypieraniu niewygodnych faktów.
    Wybacz, o ile jestem w stanie zrozumieć atawistyczny instynkt przetrwania, to posiadanie w tym czasie na tyle trzeźwego umysłu, żeby zabierać telefon odbiera Tomasowi honor i wszelkie alibi. Przecież dzieciak go wołał, a on zabrał iPhone i rękawiczki, a syna, córkę oraz żonę zostawił.
    Ebba nawet sobie nie uświadamiała skali doznanej traumy. Scena w autobusie, to moim zdaniem taki symbol utraty jakiegokolwiek poczucia bezpieczeństwa, wyraz samotności Ebby. Ona w takiej sytuacji zachowuje się egoistycznie, ale zagrożenie jest hipotetyczne, on zachował się egoistycznie wtedy, kiedy zagrożenie było realne, jedno co łączy zdarzenia to potęga gór. Góry ujawniają ludzkie słabości, nie na darmo się mawia "Jeśli chcesz kogoś poznać, pójdź z nim w góry".
    Jeżeli Ebba faktycznie ( w co wątpię) znów wyreżyserowała (tym razem bez wiedzy Tomasa) sytuację , żeby sprawdzić jak poradzą sobie panowie i panie, to rzeczywiście można to nazwać grą, ale czy okrutną?

  • JaCze ocenił(a) ten film na: 8

    jagamiga1 Nie wiem, czy wtedy była okrutna. Chciała ponownej konfrontacji, bo wiedziała, że z bliskimi przyjaciółmi wyjdą na jaw fakty. Zagrożenie w autobusie nie było aż tak realne i przerażające jak podczas lawiny. Kierowca średnio, ale radził sobie jakoś z tymi zakrętami. Zjechał w końcu na dół, nie minęli rozbitego wraku. Moim zdaniem ona mu zamanifestowała, w jaki sposób postąpił. Patrz, też potrafię wyskoczyć, nie patrząc na dzieci, radź sobie z nimi. To była gra - Ebba doskonale wiedziała, że po jej wysiadce ludzie opuszczą autobus.
    Tak czy owak cieszę się, że trafiliśmy na film, który wyzwala w nas tyle przemyśleń. Pozdrawiam :)

  • JaCze Oczywiście, że góry ujawniają ludzkie słabości. Tomas w obliczu zagrożenia ujawnia swoje słabości, z których zdaje sobie sprawę poprzez rozpacz, unaocznienie żony. Ebba walczy o rodzinę do samego końca. Każe zatrzymać autobus, kiedy czuje zagrożenie rodziny, walczy o nią przez cały czas. W rozmowie ze znajomą z hotelu, próbuje znaleźć odpowiedz na zachowanie męża, lecz dostaje je na koniec filmu, kiedy Charlotte nie wysiada z autobusu, jako jedyna zostaje w nim, bo nie ma nic do stracenia, nie ma o co walczyć, bo żyje z dnia na dzień. Drogę którą zaczynają przemierzać bohaterowie na końcu filmu, to trudna droga, która im została do przejścia, po szczęście!

  • Ewiatko ocenił(a) ten film na: 8

    elizabeth_wp Moze niekoniecznie gory, ale realne i dla kazdego inne zagrozenie, dla niego zagrozeniem stala sie lawina i tak zareagowal egoistycznie, a dla niej i wg niej niebezpieczna jazda autobusem, bo tylko ona tam podnosi sie nerwowo i jest niespokojna i ona nie walczy wcale o rodzine, ona zachwuje sie w tej scenie wyjatkowo egoistycznie, wrecz krzyczac JA CHCE wysiasc, a nie MY chcemy wysiasc i wysiada SAMA...
    Wedlug mnie to nie jest gra, to jest naturalne i realistyczne JEJ zachowanie, a wiec taki mi sie nasuwa wniosek, z reszta po monologu, ktory wyglosil przyjaciel jej meza brodacz, ze nigdy nie wiemy jak zareagujemy wobec zagrozenia, nawet sami o sobie tego nie wiemy:-(

  • Bokciu ocenił(a) ten film na: 7

    jagamiga1 Pięknie napisane..

  • jagamiga1 ocenił(a) ten film na: 8

    Bokciu Dzięki, to zasługa Szymborskiej :)

  • Bokciu ocenił(a) ten film na: 7

    jagamiga1 xD

  • jaem ocenił(a) ten film na: 8

    jagamiga1 A miałem wrażenie, że w ostatniej scenie to Ebba ratuje ludzi przed tragedią. Znów pokazuje, że to na niej leży ciężar dbania o dobro swoich bliskich (i swój) bo jej mąż nie reaguje. Cały film to taki obraz rozpadu roli mężczyzny we współczesnym świecie. Wyemancypowane kobiety biorące sprawy w swoje ręce działają lepiej tam gdzie faceci zaprogramowani na strach przed fizyczną konfrontacją nie podejmują inicjatywy udając kontrolę nad sytuacją.

  • jaem ocenił(a) ten film na: 8

    jaem To wyjście przed mężem to też odwrócenie roli. Skoro to ona musi przejąć inicjatywę w tej sytuacji to tym samym sprowadza męża do roli tego, który zajmuje się dziećmi.

  • jagamiga1 ocenił(a) ten film na: 8

    jaem Wyglądała, jakby autentycznie bała się wypadku, zareagowała klaustrofobicznie, na zasadzie - muszę się stąd natychmiast wydostać. Myślę, że pole popisu dla facetów zostawiła nieumyślnie. Mats dał radę, zapobiegł panice, ale Tomas znów objawił się jako skrajny egoista, patrzący jak w każdej sytuacji ugrać coś dla siebie, tu się dowartościował dzięki panice Ebby, zrzucił maskę i postanowił nie udawać, lepszego niż jest.
    Ja bym nie generalizowała z tym rozpadem roli mężczyzny, sądzę, że atawistyczne reakcje dotykają ludzi niezależnie od płci, tak naprawdę nikt z nas nie wie, jakby się zachował, gdyby za chwilę miał zginąć, możemy deklarować wiele, ale to tylko teoria. Tomasa w moich oczach pogrążyło zabranie gadżetu i rękawiczek, uważam, że jest najzwyczajniej w świecie, tchórzliwym egoistą, bo o ile byłabym w stanie zrozumieć ucieczkę, jako instynkt samozachowawczy, trudny do kontroli, to za nic nie zaakceptuję sytuacji, w której ma się na tyle przytomności umysłu, żeby zabierać rzeczy, a ignorować wołanie dzieciaków. Emancypacja kobiet w tym filmie nie ma nic do rzeczy, Ebba jest wręcz przeciwieństwem wyemancypowanej kobiety, na wszelkie sposoby próbuje zatuszować fakt, że jej mąż to dupek, siebie oszukuje, dzieci oszukuje, a tłumione emocje wyłażą z niej w najmniej odpowiednich momentach.

  • jaem ocenił(a) ten film na: 8

    jagamiga1 Tylko jakoś nie potrafię zakończyć tej sytuacji na `byciu dupkiem` Tomasa, szczególnie w zestawieniu z Matsem jako facetem, który jest już po złamaniu ale lepiej się umężczyźnia. Ebba po prostu jeszcze nie jest jeszcze tam gdzie koleżanka, którą poznała ale doświadcza sytuacji kiedy to ona musi stanąć za sterem (albo je prowokuje vide jadę sama na narty). Może sięgam zbyt głęboko ale wydaje mi się, że sytuacja z lawiną nie ujawnia tylko prawdy o bohaterach ale też sprawia, że wyeksponowane zostają zmiany w rolach społecznych każdego z nich i jak trudno im je przyjąć.

  • jagamiga1 ocenił(a) ten film na: 8

    jaem Ta sytuacja na pewno nie kończy się na byciu dupkiem, pozostaje pytanie, czy takie zachowanie jak Tomasa, może przekreślić wszystkie dotychczasowe pozytywy. On wylicza jakie są jego "zasługi" dla rodziny, nie wynika z nich fakt bycia zniewieściałym, raczej niedojrzałym do roli ojca i męża.
    Mnie się wydaje, że rodzina, w której są dzieci staje się okrętem z "przechodnim" miejscem za sterami, bierze go w dłonie osoba w danym momencie bardziej kompetentna, i sprawa ról rozwiązana ;), kwestia zasadnicza jest taka, żeby umieć się uzupełniać i wtedy nie ma problemu z definiowaniem.
    W tym filmie widać, jak bardzo źle kończy się udawanie kogoś kim się chce być w oczach bliskiej osoby, ale kim się tak naprawdę nie jest, i jest też o tym do jakiego stopnia można dokonać wiwisekcji swojego "ja", bo przecież współmałżonek to nie jest psychoterapeuta.

  • jagamiga1 Tu nie chodzi o wyemancypowanie kobiet, lecz odwrócenie ról w dzisiejszym świecie. To zawsze symbolem opieki nad rodziną był mężczyzna, On dbał o rodzinę, pracował, zabezpieczał finansowo. Jednym słowem "chodził na polowania". Film "Turysta" pokazuje, że to tylko pozory (wiele scen w filmie o tym mówi, kiedy zjeżdżają ostatni raz na nartach), bo role już dawno się odwróciły!
    P.S. To takie moje skromne zdanie, moja interpretacja.

  • jagamiga1 ocenił(a) ten film na: 8

    elizabeth_wp Ale ja nic nie pisałam o emancypacji, ja się upieram przy tym, że ten film jest głównie o samookreśleniu, samopoznaniu, samoakceptacji i w ślad za tym o budowaniu rodziny, która w moich oczach nie powinna być pełna stereotypów typu mąż poluje, żona gotuje, ale powinna opierać się na mocnych stronach danej pary ludzi. Hipotetycznie biorąc, gdyby Tomas nie oszukiwał sam siebie, a w ślad za tym Ebby, ona mogłaby podjąć świadomą decyzję, czy związać się z facetem co nie spełnia jej wzorców oraz oczekiwań, a tak dostała miraż, który rozwiał się w najtrudniejszym momencie.

  • jagamiga1 Dla mnie to zabranie telefonu i rękawiczek świadczy właśnie o tym, że nie myślał trzeźwo. Kiedy wiesz, że za chwilę zginiesz to łapiesz za rękawiczki? Zadziałał instynktownie. Ten instynkt zadziałał też wtedy kiedy Ebba wołała o pomoc na stoku, i właściwie biegnąc jej na pomoc znów popełnił błąd, bo gdyby myślał trzeźwo to najpierw zawiadomiłby kogoś o ich położeniu. Bo co jeśli on też znalazłby się w niebezpieczeństwie? Ten film w ogóle można interpretować na milion sposobów.

  • jagamiga1 ocenił(a) ten film na: 8

    carolotta Można interpretować, oczywiście, ale na stoku to moim zdaniem sprawę zaaranżowała Ebba, z kolei sprawa rękawiczek i telefonu jawi mi się jako obraz prawdziwego JA Tomasa, bo właśnie w podbramkowych sytuacjach ono wychodzi na jaw. Gdyby tą sytuację tłumaczyć nawykiem (bo chyba nawyk miałaś na myśli) to i tak przeraża mnie fakt, że nawyk może być silniejszy niż troska o własną rodzinę.

  • jagamiga1 Hej mam prośbę. Jako że wszyscy, którzy nie widzieli tego filmu zostali już ostrzeżeni, że post może zawierać spoiler: może mi ktoś opowiedzieć co się stało od połowy filmu dalej? Oglądałam mniej więcej do momentu jakiejś nartowo - snowboardowej imprezy samych chłopaków (ciemno, światła, głośno - ktoś kto oglądał to stosunkowo nie dawno będzie myślę kojarzył moment),ciekawa jestem co dokładnie potem się działo? z góry dziękuję

  • Pau Hm, a nie lepiej po prostu obejrzeć? ;)
    Jest np. na cda.

  • Nikkala Otóż nie, ciekawość zachęca mnie do poznania zakończenia, ale film ogółem mi się nie podobał :)

  • Pau A więc Tomas w końcu dostał się do pokoju- okazało się, że żona była tam (prawie) cały czas. Biedak się wyczekał, ale wrócił szczęśliwie. Potem następują kolejne chwile milczenia między małżonkami. Żeby porozmawiać tradycyjnie wychodzą na korytarz. Tam w końcu Tomas pęka i zaczyna szlochać, a nawet krzyczeć. Żali się, że nienawidzi samego siebie, że jest ofiarą własnych instynktów. Żona patrzy na niego raczej z pogardą, wprowadza do środka, by nie hałasował. W pokoju wciąż płacze, dokonuje się swoiste katharsis. Dzieci płaczą wraz z nim, żona też płacze. A więc rodzinne katharsis :D Następnego dnia rodzinka prawie szczęsliwa udaje się na stok. Wieje wiatr i widoczność jest raczej kiepska. Tomas więc jedzie przodem, a rodzinie każe jechać za sobą. Typowy odpowiedzialny ojciec. Gdy dojeżdżają na dół, okazuje się, że żona zniknęła i nagle słychać głos: pomocy! Tomas wraca się, ratuje żonę. Z tym, że ta czuje się całkiem dobrze- po prostu wystawiała go na próbę. Oczywiście są też inne interpretacje tej sceny.
    Potem mamy już powrót do domu. Rodzina jak i jej znajomi jadą autobusem, którym kieruje jakiś psychopatyczny kierowca :D W sensie takim, że jedzie jakby pierwszy raz siedział za kółkiem ;) Ebba wstaje i krzyczy, ze chce wysiąść. Wysiada pierwsza. Rudy wiking, czyli Mats, przyjaciel Thomasa, każe się ludziom opanować (zaczęli się przepychać etc.) i mówi, ze najpierw wysiadają dzieci i kobiety. Thomas grzecznie wszystkich przepuszcza. Charlotte zostaje w autobusie. W końcowej scenie pasażerowie idą drogą. Thomas zapala papierosa od jakiegoś gościa, odpowiadając na pytanie Harry'ego, że owszem, pali (choć przedtem tego nie czynił w filmie, znów różne interpretacje tej sceny). Mats niesie na rękach Verę. I to chyba tyle.

  • Nikkala Dzięki za dokładną relację :) przyznam się szczerze, że byłam na tym w kinie i wyszłam w trakcie (chyba pierwszy raz w życiu wyszłam w trakcie filmu w kinie, a byłam na kilku prawdziwych knotach), sama forma tego filmu była bardzo drażniąca dla mnie, ale tak to już jest z filmami psychologicznymi - dla jednych arcydzieła, dla innych nic ciekawego. Dzięki jeszcze raz :)

  • Pau Proszę bardzo. :) Trochę mnie dziwi, że Ci się nie spodobał, bo bardzo wysoko oceniłaś "Polowanie". Wprawdzie w "polowaniu" wydarzenia działy się szybciej, ale podobne skandynawskie podejście :)

  • jagamiga1 jak dla mnie taki temat jest straszliwie nudny. Tego typu zachowania możemy obserwować codziennie wśród naszych znajomych i ludzi na ulicy. Moim zdaniem powinni wziąć jeszcze ze 2 pary i ukazać dwa kolejne, różne od siebie zachowania, bo samo to, facet jest zdziecinniały to chyba za mało na film, nawet jeżeli dochodzi do tego jednotorowa żona oderwana od rzeczywistości.

    Każdy z nas zna faceta, który opuścił swoje dzieci. Co kilka dni możemy zobaczyć kłótnię kogoś na ulicy, cierpienie, wypadek- reakcji otoczenia zazwyczaj brak. Już nie wspomnę, że mężczyzna teoretycznie powinien grać rolę nie tylko ojca, ale opiekuna stada. W dzisiejszych czasach wszystko się popierniczyło, nie mówię że to źle, bo kobiety doszły nareszcie do głosu, ale też wychodzi jak faceci są zakompleksieni i mali... nagle okazuje się, że skoro kobiety zaczynają podejmować decyzje, to oni już tego (W ich mniemaniu) robić nie muszą. Odrzucają maski macho i teraz większość to chłopcy z ajfonem a nie myśliwi i wojownicy.

    Chociaż, w zasadzie wychodzi co z ludźmi tak naprawdę robią narzucone role społeczne... kobieta do garów, facet do broni. Kobieta dorwała się do broni i nagle faceci stają przy garach. Ta cała dziewczyna Matsa dobrze mówi, że to różnica pokoleń.
    Dodam, że nie mówię tu o wszystkich faceta, tylko o większości. Osobiście mam to szczęście, że trafił mi się myśliwi wojownik, ale też często trzeba go stawiać do pionu. Myślę, że dzisiejsze czasy są wyjątkowo trudne dla panów.

    A film mi się nie podobał :P

  • martynique_90 jeszcze o tej żonie- jednotorowa i oderwana- ponieważ wymyśliła sobie świat, który kompletnie nie pasuje do jej rzeczywistości. Ponadto, doskonale zdaje sobie z tego sprawę, ale i tak na siłę oszukuje siebie. Koleżanka opowiada jej o innym schemacie, a ta broni się przed nim wręcz irracjonalnie. Moim zdaniem w tej scenie było widać właśnie, że ona wie, że jej życie to fikcja i albo chciałaby w jakimś % być jak koleżanka, albo odwrotnie, chciałaby pozostać w roli uległej żony, ale mąż zmusza ją do akcji. Scena w autobusie jeszcze dodatkowo opisuje koleżankę- trudno powiedzieć czy pasażerowie byli w zagrożeniu życia. Moim zdaniem nie, bo facet zwyczajnie manewrował. Koleżanka nie dała się ponieść emocjom, została i dojechała szczęśliwie na miejsce. Była odważną i dojrzałą kobietą, która potrafi ponieść ryzyko (wręcz jak model męski), natomiast cała reszta pasażerów, patrzy potem za autobusem z tęsknotą, ponieważ wszyscy jak jeden dali się ponieść niczemu innemu jak instynktowi- stada (widać to też, kiedy zaczyna się panika w autobusie, chociaż nic się de facto nie dzieje). Jeszcze Ebba mówi coś w stylu ''ten kierowca naprawdę nie potrafił jeździć!''- jakby chciała utwierdzić się w przekonaniu, że dobrze zrobiła, chociaż nie jest tego taka pewna.
    Ciekawe co byłoby, gdyby Ebba jednak zaryzykowała? Może byłaby szczęśliwsza? Nie mówię o autobusie, ale o życiu... dobrze, ktoś napisał, że mąż poukładał się sam ze sobą, ale żona ewidentnie nadal ma problem ze sobą- między innymi z tym, że polega w 100% na drugiej osobie... w sumie dobrze, że ta lawina tam zeszła :))))

  • martynique_90 ej... a tak naprawdę to o czym jest ten film? bo im dłużej się zastanawiam, to nie wygląda mi na rozprawę psychologiczną dwójki ludzi, a raczej ludzkości. Że wszyscy postępujemy instynktownie, codziennie. Jesteśmy więźniami konwenansów i różnych ról, a kiedy ktoś wychodzi poza schemat, traktujemy go jak dziwadło, z odrazą, niechęcią i często agresją (motyw koleżanki vs Ebby i koleżanki vs pasażerów).
    Niektórym w jakieś roli jest wygodnie, do czasu aż coś nie ulegnie zmianie. Wtedy niektórym trudno się z tym pogodzić.
    Jakby co, nie mówię tutaj, że koleżanka jest przykładem do naśladowania, ponieważ ona też ma problem z zaniżaniem wartości drugiego człowieka (sposób w jaki wyraża się o tym swoim facecie).

    Boooże... właśnie sobie zdałam sprawę z tego, że ludzie pomimo gadaniny o byciu wyjątkowym, w gruncie rzeczy są strasznie szablonowi... Wiedziałam o tym wcześniej, np o tym, że 'możesz mieć swoje zdanie, ale musi być takie jak innych' i o tym, że musimy szufladkować, bo tak zostaliśmy zaprojektowani drogą ewolucji (musieliśmy posegregować świat, żeby łatwiej nam było określać zagrożenia i korzyści), ale właśnie do mnie dotarło, jak głęboko jest to zakorzenione i że jesteśmy cholernie jednorodnym gatunkiem, pomimo, że powierzchownie chcemy przybierać różne pióra i maski. Tak jak można określić wilka jako gatunek w kwestii zachowań, tak można i człowieka, i nie trzeba w zasadzie kilku tomów do tego, a parę zdań. Co gorsza, ktoś odrębny gatunkowo mógłby określić nas wręcz w jednym zdaniu. Jednak nie mam tu na myśli zdania typu ''niszczycielski, zły, samolubny'' jak to jest modne w naszym mniemaniu od zawsze. Wszystko to ma swoje uzasadnienie, ale ludziom jakoś trudno się pogodzić ze swoją ''złą'' stroną natury (a moim zdaniem tylko w taki sposób mogą ją ujarzmić- poznając ją i akceptując).

    Czuję się teraz tak, jak kiedy pierwszy raz ogarnęłam, że Kosmos to nie bezwładnie porozrzucane galaktyki na nieskończonym i trudnym do opisania obszarze, a przestrzeń 'zamknięta' w mikrofalowym promieniowaniu tła.
    Druga myśl to taka, że ludzie są teraz jeszcze bardziej przerażający niż myślałam jeszcze 20min temu.
    Trzecia to taka, że podniosę filmowi notę, bo doszłam do zaskakujących (dla siebie, być może tylko dla siebie:) ) wniosków.
    A czwarta, że sorry za 3 posty, ale edytuj działa tylko 5 min :D

  • martynique_90 czym my tak naprawdę różnymi się od komórek w naszym ciele, które walczą z wirusem? jeżeli atakujemy kogoś, chociażby za odmienny strój, to czy nie dlatego, bo do naszego otoczenia wprowadzana jest zmiana, którą podświadomie odbieramy jako zagrożenie być może dla przetrwania gatunku? (było jakoś od lat, nagle coś małego ulega zmianie. Obawiamy się, czy to małe coś się nie rozrośnie, a jeżeli tak, to jakie tego będą konsekwencje? -obawa przed zagładą. Wszystkie te teksty ''kiedyś było lepiej...'', żeby nie było, sama tak do tej pory mówiłam, ale czy nie świadczą o tym, że właśnie obawiamy się zmian, ponieważ mamy w głowach przetrwanie populacji i instynkt samozachowawczy?).
    A jeżeli ciało człowieka składa się w zasadzie w większej części z bakterii niż z komórek, to czy byłby to problem w gruncie rzeczy zachowywać się jak one pod pokrywą naszego umysłu i abstrakcyjnego myślenia? Np mówię tu o zajmowaniu planety i jej eksploatowaniu.
    Nie mówię, że nie istnieje świadomość i coś na kształt duszy, które determinują w jakimś stopniu każdego człowieka, ale jest przecież ona ukryta pod narastającymi bodźcami otoczenia i instynktami.

    Jeżeli w większości składamy się z bakterii, to czy nasze instynkty nie mogą być chociaż w jakimś stopniu dyktowane na ich sposób?
    I teraz ostatnie: nasze podejście do aborcji, eutanazji i samobójstwa- jeżeli odejmiemy moralność, która jest znowu abstrakcyjnym wytworem hiper umysłu (i być może duszy), to czy to znowu nie jest walka o przetrwanie gatunku, nawet z jednostkami upośledzonymi i chorymi? - i na to pytanie, jeżeli ktoś miałby ochotę odpowiedzieć, proszę o wiadomość od kogoś, kto studiuje psychologię społeczną, bo interesuje mnie sedno problemu, a nie lawirowanie dookoła.

    Obiecuję, że to mój ostatni post haha :x :s

  • jagamiga1 ocenił(a) ten film na: 8

    martynique_90 Nie studiuję co prawda psychologii społecznej, ale zauważam, że trochę mieszasz pojęcia. Bakterie w nas, a i wirusy komensale, czy tez retrowirusy uśpione, a i fragmenty DNA intruzów wbudowane w nasz materiał genetyczny, mają o tyle wpływ na zachowanie ludzi, o ile ich rola jest powiązana w szlaku biochemiczno- metabolicznym z określonymi procesami. Np. jeżeli ujawnia się opryszczka, a ten wirus tkwi w wielu z nas na zawsze, powoduje niewątpliwy dyskomfort i tym samym determinuje zachowanie, niektórzy staja się złośliwi, inni znów zakompleksieni, ale to tylko bodziec, i jak widać reakcje będą różne w zależności od osoby. Instynkty pierwotne tkwią w nas jako atawizmy zupełnie niezależnie od mikroorganizmów, wzięły się z tego, że w pamięci genów zostają ślady po doświadczeniach przodków, jednak oprócz tzw. mózgu gadziego (akcja-reakcja), człowiek ma jeszcze mózg ssaczy i co najważniejsze korę mózgową, dzięki której jesteśmy istotami posiadającymi uczucia wyższe ( czasem myślę, że nie wszyscy :)), owa kora czyni nas ludźmi, poczytaj ten artykuł, porządkuje on moim zdaniem Twoje wątpliwości - http://www.psychologia.net.pl/artykul.php?level=594

  • martynique_90 A ja zupełnie inaczej interpretuję rozmowę z koleżanką z hotelu. Ebba szuka usprawiedliwienia w zachowaniu męża, dlatego rozmawia z Chalotte, niestety koleżanka nie potrafi jej nic wytłumaczyć, dlatego sugeruje, że to nie miejsce i czas. A jak to siedziały same w barze hotelowym i miały wiele czasu! Jednak scena w autobusie daje Ebbie odpowiedz. Jej znajoma nie posiada wartości, wartości wyższych jakim jest rodzina. Nie potrafi walczyć dla niej, bo w jej rodzinie każdy robi co chce (rozmowa w barze) i nie troszczy się o drugiego w rodzinie, nie poświęca się dla rodziny.
    P.S. Jak dla mnie film fantastyczny, ja takie uwielbiam :))

  • jagamiga1 ocenił(a) ten film na: 8

    martynique_90 Generalnie masz rację, ale w wypadku tego filmu jednak chodzi o sytuację zagrożenia życia, taka lawina nie schodzi na co dzień, zwykle nas dotyka inna, też trudna, codziennych spraw, Zauważ, że Tomas swoje prawdziwe ja odkrył nie w "zwyczajnym" życiu, gdzie grał rolę przykładnego ojca, a w sytuacji ekstremalnej, wtedy dopiero pokazał jaki jest w głębi. Ebba moim zdaniem jest zakładniczką, nie tylko swojej własnej wizji jak powinna wyglądać wzorowa rodzina, ale też skandynawskiego modelu wychowywania dzieci. Tam dziecko ma mieć komfort psychiczny i fizyczny, a rodzice muszą ukrywać swoje problemy, konflikty przy dzieciach mogą się skończyć odebraniem ich, i może też dlatego Ebba tworzy taki fałszywy obraz sielanki.

    Mnie się film bardzo podobał, bo daje do myślenia, uzmysławia, że nie warto grać kogoś kim się nie jest, gdyż prawdziwe ja zawsze wylezie z człowieka.
    Co do ról męskich i kobiecych, zdecydowanie jestem za zachowaniem zdrowego rozsądku i dostosowaniem wymagań do sytuacji, przecież jak facet ma gorzej płatna pracę i chęć zajmowania się dziećmi to niech to robi, a żona niech pracuje jeżeli taki jej wybór i dobrze zarabia. Znowu w odwrotnej sytuacji też nie ma nic złego , ważne żeby umieć podzielić się kompetencjami nie na siłę a w zgodzie z sobą, każda fałszywa nuta zawsze się skończy koncertem rozczarowań, jak w tym filmie.

  • majtiks ocenił(a) ten film na: 8

    jagamiga1 A zwrócił ktoś uwagę na scenę kiedy rodzina ostatni raz zjeżdżała po stoku - działo się to w czasie mgły. Wtedy to Ebba się gdzież zagubiła a bohaterski mąż przyniósł ją na rękach. ja mam wrażenia że scena ta została zainscenizowana przez małżonków aby dzieci mogły odzyskać ( nie wiem jak to ująć ) wiarę w ojca. Wydawało mi się to strasznie teatralne jakby rodzice umówili się i rozegrali
    taki scenariusz wydarzeń.

  • jagamiga1 ocenił(a) ten film na: 8

    majtiks Tak, też tak to odebrałam, napisałam o tym w założycielskim poście, że Ebba oszukała, a przynajmniej próbowała, dzieciaki, bo uważam, iż ona była inicjatorka pomysłu. Ebba starała się zachowywać pozory przy dzieciach zapominając o ich wrażliwości i wyczuwaniu panującego między rodzicami napięcia, nie trzeba wcale słów i dobitnych gestów, dzieciaki mają świetny "psychoradar".

  • majtiks ocenił(a) ten film na: 8

    jagamiga1 Tak to prawda - dzieci wszystko wiedziały o tym co się dzieje pomiędzy rodzicami pomimo że wychodzili na korytarz. Ostlund zafundował przewrotną końcówkę kiedy to Ebda nie podołała zadaniu - choć trzeba przyznać że sytuacja była troszkę inna ( nie usprawiedliwiam bohaterki) i gdybym nie doczytał na ten temat w powyższych postach nie zauważyłbym tej sceny. Btw widziałeś inne filmy Ostlunda ?

  • jagamiga1 ocenił(a) ten film na: 8

    majtiks Właśnie nie, żadnego innego nie widziałam, ale mam zamiar poznać resztę jego filmografii, bo ten film doceniam, niby niepozorny i cichy, a krzyczy emocjami.

  • majtiks ocenił(a) ten film na: 8

    jagamiga1 Ja widziałem "Play" też bardzo dobry

  • jagamiga1 ocenił(a) ten film na: 8

    majtiks Opis wygląda ciekawie, to zacznę od niego.

  • majtiks Mnie przeszło przez myśl, że Ebba zainicjowała swoje chwilowe zniknięcie nie tylko przed dziećmi, ale także przed Tomasem. Byłby to jej sposób na "słabego" męża, by "przestał się on nad sobą użalać" i urósł we własnych oczach; tylko wtedy na powrót mógł stać się dla niej podporą.

  • majtiks ocenił(a) ten film na: 8

    cubanon Hmm. Ja myślę sobie że to wszystko się już stało wcześniej tzn. w scenie kiedy Thomas płacze w pokoju a potem podchodzi żona i dzieci i wszyscy razem się przytulają. To jet katharsis i moment odkupienia winy ojca rodziny. Kiedy przychodzi do kolejnej "próby" już w autobusie to Thomas staje na wysokości zadania. Pomiędzy tymi dwoma scenami umieszczam tę o której pisałem czyli zagubienie Ebby we mgle.
    I tu mam jeszcze pytanie do jagamiga1 piszesz w pierwszym poście że "Pomysłem z udawaniem, że grozi jej niebezpieczeństwo Ebba może oszukała swoje małe dzieci, a i to wątpię, dzieciaki są mądrzejsze niż się dorosłym wydaje, ale na pewno oszukała siebie." O jakiej sytuacji piszesz. O tej w autobusie ?

  • majtiks W salonie kiedy Thomas przeżył załamanie nerwowe jego dzieci zaczęły się do niego tulić, ale żona nie chciała w tym uczestniczyć. To one musiały ją wołać, a córka podejść i przyciągnąć za rękę. Jak już tam była, to też nie tuliła męża, tylko głaskała dzieci po głowach. Moment wybaczenia przyszedł później, na stoku moim zdaniem.

  • cubanon Zobaczyła, że dzieci obrały front męża i nawet gdy wjeżdżali kolejką na górę siedziały przy nim, a nie przy niej. Musiała się złamać, jeśli nie chciała by i one odwróciły się od niej. Uważam ponadto, że męża potraktowała również jak dziecko; pomyślała: dam mu się wykazać by podniósł swoją samoocenę, urośnie w siłę, a ja wtedy udam że znów jest dla mnie wsparciem.

  • neon_ka ocenił(a) ten film na: 7

    cubanon Moim zdaniem przebaczenie jednak nie nastąpiło wcale, a jedynie pozór przebaczenia.
    Kiedy po opuszczeniu autobusu schodzą już drogą w dół, Ebba prosi o niesienie córki nie męża ale Matsa, co w moich oczach pokazuje, że nadal nie widzi w Tomasie mężczyzny, na którym może się oprzeć i który jest odpowiedzialny. Sam Tomas również nie reaguje, gdy jego córkę bierze na ręce przyjaciel, tylko idzie jako ten macho z papieroskiem w ręce, jako symbolem męskości.

  • BohseOnkelz ocenił(a) ten film na: 5

    neon_ka Papieros w ręce symbolem męskości??;p dobre