Zawrót głowy

Vertigo

1958 2 godz. 9 min.
7,8 35 472
oceny
7,8 10 35472
26 159
chce zobaczyć
8,8 21
ocen krytyków
{"rate":8.761905,"count":21}
{"type":"film","id":1323,"links":[{"id":"filmWhereToWatchTv","href":"/film/Vertigo-1958-1323/tv","text":"W TV"}]}
powrót do forum filmu Zawrót głowy
  • RustyRyan ocenił(a) ten film na: 10

    Od początku do końca. Właściwie oprócz użycia efektu dolly zoom (udanego, ale po latach pokazano jego lepsze zastosowanie) nie ma w tym filmie absolutnie nic ciekawego. Przede wszystkim jest koncertem wszystkich hollywoodzkich klisz tamtego okresu. Z kolei tam, gdzie stara się być oryginalny jest jeszcze gorzej, bo intryga prowadzona jest beznadziejnie. Nie ma tutaj za grosz tajemnicy. W jednej ze scen starającej się przekonać widza, że fryzura i kwiatki bohaterki Kim Novak są niemal identyczne do obrazu, który ogląda, operator robi maksymalne zbliżenia na obiekty, tak jakby Hitchcock miał zaraz pojawić się przed ekranem i powiedzieć "Zauważcie ta fryzura i te kwiaty są niemal identyczne". Z kolei w innej scenie, już po fałszywej śmierci bohaterki Kim Novak, kiedy Jimmy Stewart znalazł ją w hotelu, ta ślęczy nad jakąś kartką i zza kadru mówi coś w stylu "a więc mnie znalazłeś..." - no fajnie, ale to zdradza niemal wszystko o całej ten intrydze na sporo przed zakończeniem, a poza tym, czyżby tak wybitny twórca jak Hitchcock nie umiał widza naprowadzić na rozwiązanie zagadki inaczej niż poprzez wprowadzenie narratora do JEDNEJ sceny w filmie?
    Najgorzej jest jednak w ostatniej scenie, kiedy Kim Novak umiera tak samo jak miała umrzeć rzekomo we wcześniejszej fazie filmu. Jeszcze przed tym jednak bohaterowie prosto w oczy opowiedzą sobie CAŁĄ intrygę filmu. Tego właśnie potrzebujemy w filmach o tak grubych intrygach - rozjaśniania ich w ostatnich scenach. Żałosne, ale to nie jedyny film Hitchcocka, gdzie na końcu filmu decyduje się oddać wszystko widzom.

    Nie istnieje tu relacja między jakimikolwiek bohaterami. Wszystko jest tu papierowe, na czele z aktorstwem. Barbara Bel Geddes mówi, że jest głupia i jak by tego było mało zupełnie nienaturalnie gestykuluje, Kim Novak nie potrafi zmienić wyrazu twarzy i tembru głosu nawet, gdy zapłakana opowiada o swoim stanie psychicznym, Jimmy Stewart podobnie, choć on przynajmniej jest autentyczny w scenach, gdzie uaktywnia się jego lęk wysokości. Całości towarzyszy fatalna muzyka Bernarda Herrmanna, prymitywnie starająca się podsycić nastrój filmu, w każdej scenie, w której tylko gra (a gra w prawie każdej scenie). Scenariusz jest totalnym bełkotem, zdjęcia robią wrażenia.

    Ale zdjęcia i raptem parę scen, na których czuć choć minimalne napięcie, przepadają w czeluści nudziarstwa i bełkotu tego filmu. Rozumiem, że jako jeden z pierwszych pokazał tak złożoną intrygę miłosną; rozumiem, że jako jeden z pierwszych pokazał efekt dolly zoom, ale bycie prekursorem jest niczym, jeśli film jest tak kliszowaty i nudny jak ten. Patrzenie na listy Sight & Sound i TSPDT, gdzie film zajmuje odpowiednio pierwsze i drugie miejsce na listach najlepszych filmów wszech czasów, wzbudza we mnie nieustanne zażenowanie. To jeden z tych filmów, który został prawidłowo odebrany przez krytykę, a po latach zaczęto przekłamywać jego wartość. Z czystym sumieniem stwierdzam, że to film nudny, fatalnie poprowadzony i równje fatalnie napisany.

  • RustyRyan Ostro. Też miałem wrażenie, że film przereklamowany. I też się zawiodłem. Jednak gdyby poprawić kilka elementów np. mnie najbardziej irytowała ta przypadkowość spotkania sobowtóra żony policjanta (no co za piękny zbieg okoliczności - wkurza mnie jak to przez reżysera jest nadużywane, to takie pójście na łatwiznę), to film byłby dobry. Mam wrażenie, że Hitchocock go nie dopracował - powinien mniej kręcić filmów i bardziej się do nich przykładać. Na plus zaliczam samą intrygę (pomysł na film) oraz dobre zdjęcia.

  • ABEL ocenił(a) ten film na: 9

    RustyRyan Ale jaka atmosfera unosi się przez cały czas! Fakt, momentami nudzi, ale też intryguje. Przynajmniej mnie.

  • Bismarck ocenił(a) ten film na: 3

    ABEL Ale właściwie jaka atmosfera? W pierwszej połowie filmu owszem, pojawiała się jeszcze jakiś nastrój tajemniczości (będący zdecydowanie największym atutem całego obrazu), w pewnym momencie reżyser zabił jednak i to, wykładając widzowi całą intrygę niczym krowie na granicy.

    Po filmie który obrósł taką legendą oczekiwałem (dodajmy - lubiąc Hitchcocka) Bóg wie czego, dostałem zaś cieniutką intrygę opartą na nadmiarze zbiegów okoliczności - pełną hollywoodzkich klisz i papierowych bohaterów, których zachowanie było momentami zwyczajnie irracjonalne. Nie wspominając już o permanentnym łamaniu podstawowej zasady "show not tell" - karygodny grzech szczególnie w tak długim, ponad dwugodzinnym, dziele. Dodajmy do tego irytującą, dyktującą widzowi jak ma się czuć, muzykę oraz takie sobie aktorstwo (szczególnie pań) i wychodzi mocno przeciętne, męczące wręcz kino.

    Może nie trzeba było oglądać Wellsa dwa dni wcześniej, po starciu z nim każdy film z tego okresu wydaje się płytki...

  • Varza ocenił(a) ten film na: 1

    RustyRyan Zgadzam sie totalnie. Film jest mega nudny i nieciekawy.

  • Calvera81 ocenił(a) ten film na: 10

    Varza Na co ty się zgadzasz? Na akceptację swojej głupoty?

  • Varza ocenił(a) ten film na: 1

    Calvera81 Mógłbym ci pojechać ale nie będe sie zniżał.
    Chcesz sie kłócić i obrażać to wejdż na inne forum.
    My tu o filmach rozmawiamy.

  • astat_2 ocenił(a) ten film na: 5

    RustyRyan Obawiam się, że bez tych podpowiedzi w ogóle nie dałoby się zrozumieć, o co w tym filmie chodzi. W sumie film nie jest nudny, choć mocno się zestarzał.

  • RustyRyan Chcesz powiedzieć żeś ignorant czy to napisane tak specjalnie? Sama scena w której nasz bohater zmienia kobietę na sobowtóra tej niby-umarłej i w końcu ostatecznie ją przemienia i może do niej wrócić już coś mówi nie tyle o bohaterze filmu co o nas w ogóle. To o czym inni tylko wspominają nasz detektyw chce usilnie urzeczywistnić i wrócić do tego czasu. Chce w na swój rozumiany sposób cofnąć się w czasie i zatrzymać moment gdy był w swym mniemaniu najszczęśliwszy. Nie chodzi o miłość tylko o sam ten moment jego fantazji gdy poczuł spełnienie. Wszystkie te tandetne piosenki pop, które bez przerwy katują w radio prawią o tym bez przerwy to co Hitchcock pokazał w przewrotny sposób. W filmie dużą rolę odgrywa Czas - sam w sobie, który płynie niezależnie swoim nurtem.

    Mówiąc krótko, rozumiesz tyle z tego filmu co kot napłakał.