Jakub Socha

Miliarderzy

Gorączka złota
/fwm/article/Miliarderzy-135401 Getty Images © Jesse Grant
Filmweb sp. z o.o.
https://www.filmweb.pl/fwm/article/Willem+Dafoe+o+pracy+nad+%22Van+Gogh.+U+bram+wieczno%C5%9Bci%22-135204

Willem Dafoe o pracy nad "Van Gogh. U bram wieczności"

WYWIADPodziel się

Rozmawiamy z nominowanym do Oscara aktorem.

W piątek do kin wchodzi "Van Gogh. U bram wieczności" w reżyserii Juliana Schnabla ("Motyl i skafander", "Basquiat - Taniec ze śmiercią"), opowieść o ostatnich latach życia słynnego malarza. W roli głównej wystąpił Willem Dafoe, nominowany za tę kreację do Oscara. Aktor opowiedział nam o pracy nad filmem.

Sebastian Smoliński: Oglądałem ostatnio "Basquiat - Taniec ze śmiercią" (1996) Juliana Schnabla. Masz w tym filmie wspaniały epizod: grasz elektryka, który jest też artystą-amatorem

Willem Dafoe: Faktycznie! Lubię szczególnie jedno zdanie, które wypowiada moja postać, czyli dobiegający czterdziestki rzeźbiarz-pasjonat wykonujący na co dzień pracę fizyczną. Cieszy się, że nie zyskał rozgłosu i dodaje: "Miałem dzięki temu czas, żeby się rozwinąć". To bardzo zabawne, jest w tym trochę prawdy i rozumiem, o co mu chodzi. Jednocześnie to dobry żart z artystów i ich aspiracji.

Czy przeczuwałeś, że będziecie z Julianem pracować ponownie po kilkunastu latach?

W 2010 roku wystąpiłem w jego filmie "Miral", który kręciliśmy w Izraelu. Julian to mój przyjaciel, znamy się od wielu lat, w Nowym Jorku mieszkamy obok siebie. Czasem zaglądam do jego studia i patrzę, jak tworzy obrazy. Dotychczas nie pracowałem z nim jednak nad równie ważną i wymagającą rolą jak ta w "Van Goghu". Było to fantastyczne i intensywne przeżycie oraz wielki skok dla nas obu – także jeśli chodzi o naszą przyjaźń. Julian to wielkoduszny i znakomity nauczyciel, który pokazał mi, na czym polega malarstwo. Uwielbiam ten film, praca przy nim była dla mnie wielką radością.

Czy to, że Julian sam jest malarzem, stanowiło wyzwanie? Czy był pod tym względem szczególnie wymagający?

Spędziliśmy przy sztalugach bardzo dużo czasu. Pomagała mi również francuska artystka Edith Baudrand. Oboje uczyli mnie, jak malować. Był to klucz do zagrania tej postaci i do tego filmu w ogóle. Scenariusz jest mocny i ma piękne dialogi — wiele z nich zostało pożyczonych z listów van Gogha, a tylko część jest wymyślona. Kręciliśmy w miejscach, w których on niegdyś mieszkał. Było to niezwykłe doświadczenie: siedzieć godzinami na łonie natury i malować. Film jest w istocie właśnie o malarstwie, któremu oddałem się bardzo intensywnie. Trzeba pamiętać, że nie robiliśmy cięć, nie używaliśmy zastępczych malarzy, nie wstawialiśmy zbliżeń, żeby ukryć, kto w rzeczywistości maluje. Kiedy kamera pokazuje, że malujemy, to robimy to naprawdę. Było to niemałe wyzwanie, ale sprawiło, że film jest wyjątkowy. Dzięki temu nie jest zwykłym filmem biograficznym lub prostą ilustracją czyjegoś życia. Stał się przekazem subiektywnego doświadczenia. Wyobrażamy sobie, jakim człowiekiem Vincent van Gogh mógł być.

Kiedy kamera pokazuje, że malujemy, to robimy to naprawdę. Było to niemałe wyzwanie, ale sprawiło, że film jest wyjątkowy.
Willem Dafoe


Jak udało Ci się w krótkim czasie nauczyć malarskiego rzemiosła?

Próbowałem po prostu robić to tak dobrze, jak tylko umiałem. Julian uczył mnie, jak malować po trosze w stylu van Gogha, a po trosze tego, jak on sam maluje. Dowiedziałem się wielu rzeczy i technicznych szczegółów, które wpłynęły na moje postrzeganie sztuki i rzeczywistości. Uczyłem się, jak robić poszczególne ruchy pędzlem, jak dotykać płótna, jak patrzeć i malować światło, a nie tylko śpieszyć się i za wszelką cenę oddawać w obrazie reprezentację rzeczywistości. Przekonałem się, żeby nie bać się używać kolorów: kolor powinien oddawać to, jak widzisz świat, przekazywać twoją ekspresję.

Czy światło na Prowansji różni się od światła w Nowym Jorku?

Bardzo! Kręciliśmy film, kiedy był tam zimno i można było odczuć samotność. Latem Prowansja wygląda pięknie, wszędzie są turyści, ale zimą jest pusto, ponuro, a słoneczniki są martwe i wysuszone. Kiedy tam mieszkaliśmy, cały czas pracowałem, malowałem, kręciliśmy kolejne sceny. W całości zanurzyłem się w tym miejscu. Nie było obok mnie żony, spędzałem czas sam, malowałem na świeżym powietrzu. Sprzyjało to medytacji i rozważaniom nad charakterem i osobowością van Gogha.

Jesteś wegetarianinem...

Czasem zjem jakąś rybkę.

...i mówisz wprost, że nie zjadasz zwierząt, bo przemysłowa produkcja mięsa to jedna z głównych przyczyn zagłady naszej planety. Czy van Gogh, ze swoim umiłowaniem natury, był Ci pod tym względem bliski jako człowiek?

Zdecydowanie. Natura była ściśle związana z jego duchowymi poszukiwaniami. Religia i duchowość bardzo mnie interesują — szczególnie teraz, kiedy jestem coraz starszy. Jeśli nie przygotowujesz się do śmierci i nie myślisz ani o niej, ani o tym, jak dobrze i bez strachu przeżyć własne życie, to jesteś głupcem. A jedyny sposób, by się do tego przygotować, to zgłębić podstawowe kwestie egzystencjalne.


Czy pomogła Ci w tym praca przy filmie?

Myślę, że tak. Van Gogh pod koniec życia pogodził się z wizją własnej śmierci. Pisał, że nie chce jej na siebie sprowadzać, ale gdyby sama przyszła, przywitałby ją z akceptacją. Nie chciał umierać. Opowiadamy tylko jedną z możliwych wersji ostatnich lat jego życia, ale niewykluczone, że nie popełnił samobójstwa, że ktoś go postrzelił. Mamy trochę dowodów na poparcie tej tezy, inni dowodzą czegoś wręcz przeciwnego – ale nie o to w tym momencie chodzi. W czasie, kiedy toczy się akcja filmu, van Gogh miał bardzo produktywny okres i był nastawiony do życia całkiem optymistycznie – widać to w listach, które pisał do swojego brata. Wydaje się jasne, że najtrudniejsze było dla niego pogodzenie ekstazy, jakiej doświadczał będąc blisko natury i malując, z codziennym, zwyczajnym życiem, z prostymi czynnościami i relacjami z ludźmi. Malował wówczas niemal jeden obraz dziennie. Pod koniec życia był niezwykle twórczy i pełen energii.

Widziałeś polsko-brytyjską animację "Twój Vincent" (2017) o życiu van Gogha?

Tak – to zupełnie inny film. Poznałem twórców "Twojego Vincenta" w Los Angeles. Szanuję wysiłek, jaki włożyli w swój projekt, ale podeszli do tej postaci zupełnie inaczej niż my. Ich intencje były odmienne, do czego mieli zresztą pełne prawo.

Nie zbliżyli się za bardzo do życia wewnętrznego Vincenta.

Próbowali zrobić animację oddającą styl plastyczny tego malarza – to interesujący pomysł, ale mnie bardziej pochłonęło samo malowanie. Nie chcę porównywać obu filmów. Autorzy "Twojego Vincenta" to bardzo mili ludzie i wykonali ważną pracę. Ja natomiast byłem całkowicie skupiony na tym, co próbowaliśmy zrobić my – pokazać malarstwo, które dzieje się na waszych oczach.
8