14. MFF Tofifest: Rozmowa z Haną Jusic

  • Informacja nadesłana
  • autor: az
Swoją sekcję na 14. MFF Tofifest w Toruniu ma nowe kino chorwackie. Jedna z najbardziej prężnych kinematografii południowej Europy jest dziś silnie sfeminizowana. W szkołach filmowych dominują studentki, a absolwentki w swoich filmach komentują otaczającą je rzeczywistość bez taryfy ulgowej. Obraz Chorwacji w "Nie gap się w mój talerz Hany Jusic w niczym nie przypomina tego z folderów biur podróży. Za to zaskakująco blisko mu do Polski, o czym festiwalowicze będą mogli przekonać się w piątek, 21 października o 14:15 w toruńskim CK Jordanki.


Nad scenariuszem pokazywanego właśnie na Tofifest "Nie gap się w mój talerz" pracowałaś dwa lata. Z każdą kolejną wersją odbierałaś Marijanie, głównej bohaterce, kolejne radości życia.

Faktycznie, w pierwszych kilku wersjach scenariusza Marijana miała chłopaka. Potem była zakochana w facecie, który miał swoją historię. W końcu i jego wyrzuciłam, a Marijana została sama - bez faceta i bez miłości.

6_Quit_Staring_at_My_Plate_still.jpg


I bez nadziei na lepsze jutro. Strasznie samotna z niej dziewczyna.

Nie każdy film musi przecież nieść ze sobą romantyczną historię.

Ale ona przez cały czas jest zupełnie sama. Nikt jej nie wspiera, nie ma żadnych przyjaciół, choć przecież cały czas otaczają ją jacyś ludzie.

Chciałam ją pokazać jako osobę, która jest zawsze w otoczeniu rodziny. Jej członkowie nie szanują jej, ale nie chcą, żeby od nich odeszła. Niby są razem, a jednocześnie duszą się nawzajem. Marijana dusi się także wśród sąsiadów, kolegów z pracy i przez miasto. Jednocześnie jest przekonana, że tak jest lepiej, niż gdyby była bez tych wszystkich ludzi. Boi się tego drugiego rodzaju samotności, kiedy dookoła ciebie nie ma nikogo.

Marijana nie wie, czym jest wolność?

Chciałam się tym filmem rozliczyć z mitem wolności. Żyjemy w naiwnym przeświadczeniu, że wolność pokazuje nam kino Hollywoodu. Że każdego stać na to, by wyrwać się z klatki zwanej rodziną i rozpocząć życie na własnych warunkach. To bzdura. Jeśli dorastałeś w klatce, nie dasz rady od tak się z niej uwolnić. Za bardzo jesteś w niej urządzony. Czasem po prostu łatwiej jest zostać.

I młodzi Chorwaci tak robią?

Chorwaci i wielu innych mieszkańców krajów leżących na peryferiach Europy. Wszędzie tam, gdzie bieda wciąż jest problemem. Warunki ekonomiczne mają gigantyczny wpływ na to, czy ktoś może opuścić rodzinę. Znam wielu młodych Chorwatów, których nigdy nie będzie stać nie tylko na zakup, ale nawet na wynajęcie własnego mieszkania. W Chorwacji dzięki temu, że jest popularnym kierunkiem turystycznym, mnóstwo młodych osób trudni się sprzątaniem domków wypoczynkowych, zwłaszcza w rejonach nad morzem, na południu kraju, gdzie przemysł jest w zupełnej ruinie. Tam wszyscy żyją z turystyki. Latem mieszkają w garażach, bo mieszkania wynajmują turystom. A i tak nie stać ich na życie na własny rachunek.

Więzi między rodzinami są trwałe?

W wielu miejscach wciąż żyje się w bardzo tradycyjny sposób. Tam rodzina to nadal świętość: w małżeństwie trwa się, gdy mąż leje żonę, a żona zdradza męża, tak samo jak nie zostawia się rodziców, którzy na ciebie plują. W Zagrzebiu jest inaczej. Tam ludzie mają wielkomiejskie rozrywki, więc widzą alternatywy. Zresztą nie generalizujmy: są rodziny tradycyjne, są też ci, którzy widzą, że rodzina nie jest najważniejsza. Z tym, że tych drugich jest mniej.

quit_staring_at_my_plate-h_2016.jpg


W Polsce mówi się, że jest Polska A, czyli Warszawa, i Polska B, czyli cała reszta. Chorwacja też tak postrzega Zagrzeb i to, co poza nim?

Oczywiście, na południu Chorwacji wszystko kręci się wokół morza i turystyki, tam jest nieco lepiej, bo ludzie mogą zarobić, plus - widzą, jak żyją ludzie z zagranicy. Natomiast w pozostałej części kraju warunki są nieporównywalnie gorsze. Przepaść jest ogromna. Jest wprawdzie kilka uniwersytetów rozsianych w innych częściach kraju, ale większość jedzie na studia do stolicy. Stamtąd nikt nie wraca do rodzinnej miejscowości. Dlatego jeśli pojedziesz do innych miast, zobaczysz, że żyją tam niemal wyłącznie wiekowi ludzie. Zagrzeb to Chorwacja młodych Chorwatów, reszta kraju - starych. Warto jeszcze wspomnieć, że w niektórych miastach, żeby dostać pracę, trzeba zapisać się do partii. A dziś rządzi prawica.

Kraj jest patriarchalny. A przemysł filmowy?

Kilka lat temu w przemyśle filmowym zaczęły pojawiać się kobiety. Coraz więcej dziewcząt idzie na studia do Szkoły Filmowej, a potem zaczyna kręcić filmy. Sytuacja kompletnie się zmieniła. Teraz, na przykład, pojawia się coraz więcej wykształconych reżyserek, które są znane chociażby ze znakomitych filmów studenckich. Niektórzy mówią, że w kinie chorwackim widać dziś falę kobiet. Moim zdaniem te czasy, gdy filmy kręcili wyłącznie heteroseksualni, butni ważniacy, bezpowrotnie minęły.

Ale w twoim filmie mężczyźni to wciąż wielcy patriarchowie, potężni ojcowie, którzy wszystko kontrolują, a reszta się ich boi.
Ale zadaj sobie pytanie, dlaczego tak jest. Jeśli zgłębić się w postać ojca, zobaczymy, że on jest osobą, która nie jest do końca tym, kim chciała być. Ożenił się z kobietą, która uważa się za gorszą od niego. Jemu nie podoba się to, jak ona prowadzi dom, jak wychowuje dzieci. Do tego syn, który im się "nie udał", bo jest opóźniony w rozwoju. Oni tak myślą. Ojciec tej rodziny się wstydzi. Uważa, że zasługuje na więcej. Dlatego nienawidzi jej, a także siebie, bo sam też jest jej częścią. Chciałam go pokazać jako człowieka bardzo smutnego, który uważa, że zmarnował życie. 

O każdym z tej filmowej rodziny chyba można tak powiedzieć.

To jest u nich wspólne. Postaci ojca i matki są bardzo nieszczęśliwe. Ojciec  najprawdopodobniej znęcał się nad rodziną przez całe życie, a potem, gdy dostał wylewu, matka wreszcie mogła się na nim odegrać. Pozycje się odwróciły, teraz to ona ma nad nim kontrolę. 

jpg


W czasie oglądania twojego filmu zastanawiałem się nad kwestią religii. Konserwatywna rodzina w rządzonym przez prawicę kraju nie przykłada do niej dużej wagi.

W Chorwacji widać dziś wielkie religijne ożywienie, czego nie było wcześniej. Jeśli zestawisz to z Polską, zobaczysz, że w krajach, które były pod bezpośrednim panowaniem Związku Radzieckiego w latach 90. religijność bardzo wzrosła. Tak było w Polsce. Natomiast w krajach byłej Jugosławii, rządzonej przez prozachodniego Tito, ten powrót do religii nie nastąpił. Dzisiaj nadrabiamy, niestety. Ludzie zwracają się ku religii w jej ekstremalnej formie. Partie prawicowe się do tego przyłożyły, bo wmawiają ludziom, że w czasach komunizmu, gdy nie byliśmy z religią za pan brat, było w kraju najgorzej, co jest manipulacją. W rodzinie pokazanej w filmie, która reprezentuje społeczność regionu Dalmacji, ludzie mają wciąż mniejsze ciągoty do religii. Co też ma swoje uzasadnienie, bo filmowy ojciec jest Serbem mieszkającym w Chorwacji. Nie jest katolikiem, tylko wyznawcą prawosławia. Do tego większość Serbów mieszkających w Chorwacji była komunistami albo należała do armii. Filmowy ojciec należał do armii jugosłowiańskiej, więc rodzina nie mogła być religijna. I tak zostało. Mieszane małżeństwa w Chorwacji są bardzo częste. I dlatego też ojciec czuje się źle, bo Serbowie w latach 90. ubiegłego wieku nie cieszyli się sympatią. Wielu Chorwatów ich nienawidziło. Wybijano im okna w domach, wyzywano ich, tracili pracę, a ich jedyną winą było to, że byli Serbami. A przecież całe swoje życie mieszkali w Chorwacji. Na krzyż filmowego ojca składa się także jego pochodzenie, którego się wstydzi. 

Nadal tak jest?

Nie, ale w niewielkich społecznościach ludzie wciąż pamiętają, kto jest Serbem a kto nie. Nikt nikomu nic nie zrobi, ale będzie się mówić: "To Serb". Nadal występują uprzedzenia. Może nie wśród ludzi o liberalnych poglądach, ale wśród konserwatystów, katolików chodzących do kościoła tak.

A jak wygląda sytuacja osób z niepełnosprawnością umysłową?

W miastach i wsiach Dalmacji zawsze spotyka się takie osoby. Nikša Butijer, jeden z aktorów, mówił mi, że zna mnóstwo takich przypadków z własnego otoczenia. Matki są bardzo przywiązane do upośledzonych synów, co nie zmienia faktu, że wstydzą się tego, że są częścią rodziny, w której występuje ktoś z dysfunkcją. Tam nikt takimi osobami się nie zajmuje, nie mają profesjonalnej opieki, po prostu mieszkają z rodziną i są pozostawieni sami sobie. Sytuacja robi się tragiczna, gdy rodzice umierają, bo takie osoby zostają kompletnie same. 

Jednak w twoim filmie niepełnosprawny umysłowo bohater wydaje się być otoczony wsparciem i opieką. Wychodzi z domu, odwiedza ojca w pracy…

Oczywiście, ale spójrz na to tak: on ma niemal 40 lat i jego jedynym zadaniem jest zaniesienie śniadania ojcu. On pewnie nigdy nie pracował, nie skończył szkoły.

Mógłby dostać pracę w Chorwacji?

W Zagrzebiu tak. Tam istnieją organizacje, stowarzyszenia pomagające takim ludziom. Im mniejsze miasteczko, tym mniejsze wsparcie dla takich osób. Nie ma rozbudowanej sieci pomocy. Wszystkie kraje w naszej części Europy są bardzo scentralizowane. Gdyby on mieszkał w Zagrzebiu, może pracowałby na przykład w jakiejś drogerii, jak Rossmann w Polsce, bo wiem, że tam zatrudnia się ludzi z zespołem Downa.

Byłaś kiedyś w Polsce?

Tak, dwukrotnie w Krakowie. Najpierw jako turystka, wtedy odwiedziłam Auschwitz. A drugi raz przyjechałam na warsztaty pisania scenariusza Torino Film Lab. Agata Czerner mówiła mi, że wasze drogerie mają zapis o zatrudnianiu osób z zespołem Downa.

A jak jest w Chorwacji?

W kilku drogeriach możesz ich spotkać w regionach, w których dominują Serbowie jako większość etniczna. Tak to u nas wciąż wygląda, że różnicujemy się ze względu na pochodzenie etniczne. W takim Vukovar, który w czasie wojny został poważnie zniszczony przez armię serbską, a właściwie niemal przez nią zajęty, jest wciąż zamieszkiwany przez wielu Serbów. Po wojnie wprawdzie wyjechali, ale potem wrócili i to licznie. Oni teraz chcą, żeby nazwy ulic i instytucji były zapisane także po serbsku. Chorwacki rząd chciał umieścić tablice z nazwami dwujęzycznymi, zapisanymi cyrylicą i alfabetem łacińskim. Chorwaci się wściekli i zaczęli je zrywać, rozbijać młotkami, zrobili straszny bałagan, musiała interweniować policja. A to wszystko działo się teraz, w 2016 roku. Przed nami jeszcze dużo pracy.


Rozmawiał: Artur Zaborski

zobacz też: