Tuż po starcie tegorocznego festiwalu w Berlinie przewodniczący Wim Wenders rozpętał medialną burzę. Kontrowersje wzbudziły jego wypowiedzi na temat sytuacji izraelsko-palestyńskiej (więcej na ten temat znajdziecie TUTAJ). Teraz Tricia Tuttle, dyrektorka festiwalu, wydała oświadczenie.
TRWA ANKIETA OSCAROWA! GŁOSY MOŻECIE ODDAWAĆ, KLIKAJĄC TUTAJCzy na Berlinale jest wolność słowa? Przeczytaj oświadczenie dyrektorki festiwalu
W tekście zatytułowanym "O mówieniu, kinie i polityce" Tuttle wzięła w obronę filmowców biorących udział w festiwalu oraz członków jury, wokół których rozpętała się medialna burza. Czytamy:
Ludzie wzywają do wolności słowa na Berlinale. Wolność słowa ma miejsce na Berlinale. Jednak od filmowców coraz częściej oczekuje się, że odpowiedzą na każde zadane im pytanie. Są krytykowani, jeśli nie odpowiedzą. Są krytykowani, jeśli odpowiedzą, a nam nie podoba się to, co mówią. Są krytykowani, jeśli nie potrafią streścić złożonych myśli w krótkim zdaniu, kiedy mikrofon jest przed nimi, kiedy myślą, że mówią o czymś innym.
Trudno zauważyć, że Berlinale oraz setki filmowców i ludzi pracujących nad tym festiwalem sprowadzono do czegoś, co nie zawsze dostrzegamy w dyskursie internetowym i medialnym. Przez następne dziesięć dni na Berlinale filmowcy będą nieustannie mówić. Będą mówić poprzez swoją pracę. Będą mówić o swojej pracy. Czasami będą mówić o geopolityce, która może, ale nie musi mieć związku z ich filmami. To duży, złożony festiwal. Festiwal, który ludzie cenią na różne sposoby i z wielu powodów.
W tegorocznym programie znajduje się 278 filmów. Niosą one ze sobą wiele perspektyw. Są filmy i ludobójstwie, o przemocy seksualnej w czasie wojny, o korupcji, o patriarchalnej przemocy, o kolonializmie czy nadużywaniu władzy państwowej. Są tu filmowcy, którzy w swoim życiu doświadczyli przemocy i ludobójstwa, którym grozi więzienie, wygnanie, a nawet śmierć za swoją pracę czy poglądy. Przyjeżdżają do Berlina i odważnie dzielą się swoją pracą. To się dzieje teraz. Czy wystarczająco nagłaśniamy te głosy?
Getty Images © Dominique Charriau Członkowie tegorocznego jury konkursu głównego festiwalu w Berlinie: Shivendra Singh Dungarpur, Min Bahadur Bham, Wim Wenders, Bae Doona, Hikari, Ewa Puszczyńska, Reinaldo Marcus Green
Tuttle podkreśliła też, że twórcy mają swobodę zarówno w wyborze tematów, jakie podejmują w swoich filmach, jak i wypowiedziach medialnych:
Niektóre filmy mówią o polityce przez małe p: badają władzę w życiu codziennym, mówią o tym, kto i co jest widoczne lub niewidoczne, włączone lub wykluczone. Inne dotyczą polityki przez duże P: rządów, polityki państwa, instytucji władzy czy wymiaru sprawiedliwości. To kwestia wyboru. Mówienie do władzy czasem odbywa się w sposób widoczny, a czasem w bardziej dyskretny, osobisty. W historii Berlinale wielu artystów stawiało prawa człowieka w centrum swojej twórczości. Inni tworzyli filmy, które postrzegamy jako ciche, acz radykalne akty polityczne, które skupiają się na małych, kruchych chwilach troski, piękna, miłości lub na ludziach, którzy dla większości z nas są niewidoczni, ludziach, którzy są zostawieni sami sobie. Poprzez swoje filmy pomagają nam oni nawiązać więzy z naszym wspólnym człowieczeństwem. A w tak podzielonym świecie to bardzo cenne.
Tym, co łączy tak wielu filmowców na Berlinale, jest głęboki szacunek dla ludzkiej godności. Nie wierzymy, że na tym festiwalu znajdzie się choć jeden filmowiec, który byłby obojętny na to, co dzieje się na świecie, który nie traktowałby poważnie praw, życia i ogromu cierpienia mieszkańców Gazy i Zachodniego Brzegu, Demokratycznej Republiki Konga, Sudanu, Iranu, Ukrainy, Minneapolis czy przerażająco wielu innych miejsc.
Artyści mogą dysponować swoim prawem do wolności słowa w dowolny sposób. Nie należy oczekiwać od nich, że będą komentować wszystkie szersze debaty na temat wcześniejszych lub obecnych praktyk festiwalu, na które nie mają wpływu. Nie należy również oczekiwać, że będą wypowiadać się na każdy polityczny temat, jaki zostanie im przedstawiony – chyba że sami zechcą. Festiwal potrwa do niedzieli, 22 lutego.
Zobacz zwiastun filmu "Strefa interesów"
Przypominamy zwiastun nagrodzonej dwoma Oscarami "
Strefy interesów". Odbierając statuetkę, reżyser
Jonathan Glazer potępił działania Izraela w Gazie. Jego słowa spotkały się z krytyką zarówno ze strony organizacji zrzeszające ofiary Holokaustu, jak i branży filmowej (więcej na ten temat znajdziecie
TUTAJ i
TUTAJ).