Gadające czy kapuściane głowy?

  • Nasze Miasto
  • Inne
Łódź i Warszawa stworzyły filmy promujące miasta w staraniach o tytuł Europejskiej Stolicy Kultury. Łódź pokazała to co ma najlepszego - m.in. architekturę i ludzi z miastem związanych. Warszawa postawiła na kontrowersje. Pole kapusty przed Pałacem Kultury i Nauki, dziką plażę nad Wisłą, postkomunistyczne blokowiska, bar mleczny...

Łódź pokazała swój dopracowany, wyidealizowany wizerunek. Warszawa potraktowała sprawę z przymrużeniem oka. Choć nie wszystkim się to przymrużenie spodobało, to o warszawskim filmie zrobiło się głośno. Łódzki nie wywołał aż takich komentarzy. Z drugiej strony, pojawiły się opinie, że to film o Łodzi jest lepszy, choć bardziej standardowy.

"Łódź miasto kultury",15-minutowy obraz wyprodukowany przez Info Express, jest dynamiczny, kolorowy, sprawnie zmontowany. Znakomicie ogrywa wielkie nazwiska ludzi, deklarujących związek z Łodzią. Sekwencję otwiera David Lynch, amerykański reżyser filmowy, mówiący o tym, że zakochał się w naszym mieście i że jego zdaniem jest ono jak roślinka, gotowa w każdej chwili rozkwitnąć.

Słowem - klasyczna, dobrze, a nawet bardzo dobrze przygotowana promocja. Tylko czy to wystarczy? Czy dzisiejszemu odbiorcy nie potrzeba czegoś więcej - żartu, przewrotności, ciekawostki?

Warszawa w filmie "Re: Warszawa 2016. Odrodzeni w kulturze", wyprodukowanym przez Papaya Films, postanowiła pokazać swoje drugie oblicze, zwykle skrzętnie ukrywane. Minusy przedstawia tak, aby stały się "plusami".

Mariusz Wróbel, specjalista od PR w kulturze z Narodowego Centrum Kultury, zainteresował się oboma filmami dopiero na naszą prośbę.

- Warszawski film znalazłem w Internecie, łódzkiego nie. To pierwszy niepokojący sygnał - mówi. - To nie sztuka zrobić film, sztuką jest, żeby dotarł do odbiorców. Kto dziś nie istnieje w sieci, w ogóle nie istnieje.

Potwierdza, że warszawski film nie jest standardowy, że pokazuje inne strony miasta, ale równie prawdziwe.

- Rogatki upstrzone budami, billboardami, jakby się wjeżdżało do Szanghaju - taka też jest jego zdaniem warszawska rzeczywistość. - Film mówi, że jesteśmy tacy, jacy jesteśmy, ale to sprzyja naszemu rozwojowi kulturalnemu.

Broniąc warszawskiego filmu, znany muzyk jazzowy Michał Urbaniak powiedział, cytując nieżyjącego już językoznawcę Jerzego Kuryłowicza: "Co będziemy gówno czapką futrzaną przykrywać".

Przeciwnicy reklamówki argumentują, że dowcip, jest czytelny tylko w naszym kraju, że za granicą tego typu produkcja może utrwalić siermiężno-prowincjonalny wizerunek Polski i Polaka.

- Istnieje takie ryzyko. Z drugiej strony, w Unii Europejskiej, w Niemczech czy we Francji, jest potwornie dużo cukierkowych miasteczek z zadbanymi zabytkami. Ukazanie stolicy Polski w inny sposób może spowodować zaciekawienie- ocenia Wróbel.

Papaya Films jest także autorem filmu "Miasto Gdańsk: zobacz sam", przedstawiającego nadmorską metropolię jako niesamowite, tajemnicze miasto grozy. W filmie poruszają się firanki w oknach, skrzypią bramy i zrywają się z krzykiem ptaki. I nikt nie odczytuje tego wprost, a przez konwencję thrillera, horroru.

"Re:" w tytule warszawskiego filmu wskazuje na odpowiedź. Odpowiedź na dotychczasowe działania miast kandydujących do tytułu Europejskiej Stolicy Kultury. A do tej pory to Łódź uchodziła za lidera wyścigu o prestiżowy tytuł. Nasze miasto zorganizowało międzynarodową konferencję, prezentowało się w Brukseli, ogłosiło Komitet Honorowy z Andrzejem Wajdą, Danielem Olbrychskim oraz Janem i Juliuszem Machulskimi w swoim gronie. Przekaz filmu jest też taki: uwaga, Warszawa wchodzi do gry. Myślę, że taki był cel jego twórców i... został osiągnięty.