Na podstawie Martwego zła i Romulusa widać, że jest zachowawczym reżyserem: polega na istniejących już pomysłach, które przetwarza na sposób, który (jak mu się wydaje) podoba się współczesnemu odbiorcy. Od siebie dorzuca więcej krwi, więcej cierpienia, szoku, efektów specjalnych, czyli robi remake'i na sterydach. Wychodzi to słabo, w najlepszym wypadku średnio.
Jak go można określić?
To szarlatan kina, pozbawiony oryginalności.