Trochę mnie śmieszy to zainteresowanie facetów i zazdrość wielu kobiet względem Megan Fox, biorąc pod uwagę, że z jej wypowiedzi wynika, że jest prawdopodobnie lesbijką tkwiącą głęboko w szafie.
Sama co prawda podaje, że jest biseksualna, i na ogół takie wyznanie ze strony gwiazdki filmowej oznacza, że mamy do czynienia z heteryczką chcącą przyciągnąć uwagę facetów. Cóż, ona bez wątpienia pragnie przyciągnąć uwagę facetów (na tym opiera swą karierę), ale ta kreacja medialna pęka, gdy zaczyna udzielać wywiadów i mówi coś bez przemyślenia skutków.
Ot, kiedyś powiedziała, że sama nigdy nie umówiłaby się z biseksualistką, bo biseksualistki sypiają z facetami, a faceci są brudni. Trochę dziwne wyznanie jak na kogoś, kto rzekomo sam sypia z facetami. Ale nie tak dziwne u nieco prostszych lesbijek (orientacja nie czyni człowieka ani głupszym, ani mądrzejszym od innych), wśród których bifobia nie jest niczym niezwykłym.
Na tym wyznaniu popularności nie zdobyła, zwłaszcza wśród mężczyzn, więc podejrzewam, że to była ta chwila, gdy powiedziała coś od siebie, bez kontaktu z agentem. I od tamtego momentu, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, zero wypowiedzi na takie tematy, tylko och jak ją pociągają jacyś faceci.
Inne subtelne wskazówki, jak jej historia o zauroczeniu w młodości pewną striptizerką, którą chciała „uratować”, czy wyznanie, że czuła się bardzo niekomfortowo podczas sceny pocałunku w „Jennifers body” z powodu ekipy facetów zgromadzonych wokół i wgapionych na nie (a więc podeszła do tego bardzo emocjonalnie), jeszcze tą teorię umacniają.
Jak napisałam, kariera Megan Fox opiera się przede wszystkim na byciu seksownym kociakiem, a jej main audience to heteroseksualni mężczyźni, nic więc dziwnego, że nie ma mowy o coming oucie – byłby to dla niej koniec kariery (bo nie oszukujmy się, to nie Jodie Foster, która zresztą po oficjalnym coming oucie też nigdzie już praktycznie nie gra, pomijając film o Melu Gibsonie z ręką w bobrze).
Ażeby to wszystko miało ręce i nogi, musi mieć rzecz jasna oficjalnego chłopaka. Tajemnicą poliszynela jest, że żyjącym w szafie lesbijkom i gejom Hollywood agenci aranżują parę pod publiczkę. Najlepiej z tym samym „problemem”. A więc ciekawe, czy Green jest gejem.