Recenzja filmu Igrzyska śmierci: Kosogłos. Część 2 (2015)
Francis Lawrence

Cena bohaterstwa

"Kosogłos. Część 2" jest właśnie zapisem desperackiej, momentami beznadziejnej walki o samostanowienie, o własne "Ja". To nie jest widowisko o tym, jak rebelianci odbijają Kapitol z rąk ...
Filmweb sp. z o.o.
Każdy konflikt ma swoich bohaterów, którzy stają się twarzami, symbolami zmagań. Czasami bohaterem jest zbiorowość, znacznie częściej jednostka. Czy jednak zastanawialiście się, co kryje się za mitem stworzonym dla mas lub przez nie wymuszonym? Jaki wybór miał w kwestii własnej legendy jej pierwowzór? W przypadku masowych produkcji tego rodzaju pytania i refleksje pojawiają się niezwykle rzadko. Czasami są traktowane instrumentalnie jako koła zamachowe fabuły. Z tego właśnie powodu "Igrzyska śmierci: Kosogłos. Część 2" jest widowiskiem wyjątkowym. Kwestia ceny bohaterstwa nie tylko została przez twórców podjęta, ale stała się wręcz tematem przewodnim. Istotniejszym nawet od formy i widowiskowego rozmachu! Potrzeba olbrzymiej odwagi i wiary w to, co chce się przekazać, by sprzeciwić się oczekiwaniom, jakie Hollywood wdrukowywało w widzów przez ostatnie trzy dekady blockbusterów.
photo.title

Katniss z ostatniej części "Igrzysk śmierci" desperacko walczy o utrzymanie się przy życiu. Ale nie jest to batalia, do jakiej była przyzwyczajona. Tym razem zagrożone jest nie tyle jej ciało (choć wiele osób chętnie zmieniłoby je w biomasę), co duch. Katniss Everdeen z krwi i kości po prostu zanika. Zastępuje ją abstrakcja o jej twarzy i głosie, ale będąca zarówno produktem nadziei zdesperowanych mas, jak i wynikiem propagandowej manipulacji tych, którzy są u władzy. Za każdym razem, kiedy godzi się wykonać rozsądnie brzmiące sugestie przywódców rebelii, traci cząstkę siebie i zamienia w pozbawioną kontroli marionetkę. Los ten jest o wiele bardziej przerażający od biologicznej śmierci, ponieważ unieśmiertelnia ją w formie, która jest jej obca.

"Kosogłos. Część 2" jest właśnie zapisem desperackiej, momentami beznadziejnej walki o samostanowienie, o własne "Ja". To nie jest widowisko o tym, jak rebelianci odbijają Kapitol z rąk uprzywilejowanego "jednego procenta". Nie spodziewajcie się wielkich scen batalistycznych, imponującego rozmachem szturmu Walczących o Słuszną Sprawę. Obraz Francisa Lawrence'a to prawdopodobnie najskromniejsza, najbardziej cyniczna i gorzka część "Igrzysk śmierci". To także przystępna lekcja poglądowa, która ma uczyć młodych widzów nieufności wobec elit politycznych, zwłaszcza tych, którym z łatwością przychodzi szafowanie podniosłymi i patriotycznymi hasłami. To również opowieść o indywidualnym bohaterstwie, które w obliczu bezdusznego pragmatyzmu jawi się jako naiwne i pozbawione sensu.
photo.title   photo.title   photo.title

Oczywiście "Igrzyska śmierci: Kosogłos. Część 2" to wciąż blockbuster skierowany do młodej widowni. A jego reżyserem jest tylko Francis Lawrence. Dlatego też nie należy spodziewać się kina rozliczeniowego czy antysystemowego w rodzaju "Urodzonego 4 lipca". Reżyser potrafi nie zniszczyć materiału wyjściowego, ale wiele scen realizuje jak produkt taśmowy. Czasami cierpi na tym całość, jak choćby w wątku trójkąta Gale-Katniss-Peeta, który przyjmuje formę konfliktu miłosnego, choć przecież nakłada się na niego ciekawszy i niestety zmarnowany konflikt racji moralnych. Jednak na tle innych młodzieżowych dystopii "Kosogłos. Część 2" wypada o kilka klas lepiej. Jawi się jako film inteligentny, który wierzy w to, że młodzi odbiorcy chcą w kinie czegoś więcej niż tylko nieustającego bombardowania bodźcami w postaci scen akcji i komputerowych efektów specjalnych.

Owszem, film wciąż cierpi na nadmiar bohaterów, z którymi twórcy nie do końca wiedzą, co począć. Spokojnie można było kilka postaci usunąć z filmu, choć zdaję sobie sprawę z tego, że wielu fanów literackiego pierwowzoru za takie podejście zlinczowałoby twórców. Nie da się jednak ukryć, że całość znacznie zyskałaby na wartości, gdyby skupiono się wyłącznie na Katniss i jej najbliższym otoczeniu. Szczególnie że zarówno Jennifer Lawrence, jaki i Josh Hutcherson stworzyli bardzo udane kreacje aktorskie. To w dużej mierze dzięki ich grze film broni się jako opowieść o dramatach jednostek postawionych w sytuacji konfliktu totalnego.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 75% uznało tę recenzję za pomocną (395 głosów).
Marcin Pietrzyk
ocenia ten film na:
1 10 7/10 dobry

przeczytaj również recenzje użytkowników (3)