Recenzja filmu Płynące wieżowce (2013)
Tomasz Wasilewski

Co zrobić z tą miłością?

Wasilewski nie każe widzowi wytężać wyobraźni. W jego filmie znajdziecie wyjątkowo odważne i dobrze zagrane jak na polskie kino sceny erotyczne. Mam tylko wrażenie, że te w wydaniu hetero ...
Filmweb sp. z o.o.
W domach z betonu – wbrew temu, co śpiewała Martyna Jakubowicz – można znaleźć miłość. W filmie Tomasza Wasilewskiego jest to jednak uczucie wstydliwe, niosące ze sobą same problemy, trudne do zaakceptowania przez otoczenie. Nie da się go zabić, ale też nie sposób pozwolić mu istnieć. Klincz.

W "Płynących wieżowcach" mieszka dobrze rokujący pływak Kuba (Mateusz Banasiuk). Ubrany  w dres, ostrzyżony na jeża podczas nudnego wernisażu z miejsca wypija "na znieczulenie" podwójną lampkę wina. Na osiedlu nie daje sobie w kaszę dmuchać i, kiedy trzeba, puszcza w ruch twarde pięści. Wypisz, wymaluj: heteroseksualny samiec alfa. Kiedy jednak na horyzoncie pojawi się ładniutki Michał (Bartosz Gelner), Kuba odkryje swoje inne oblicze.

Polskie kino i telewizja lubią pokazywać homoseksualistów albo jako przegiętych ekscentryków, albo nadwrażliwych odmieńców. Wasilewski – co mu się chwali – próbuje zerwać z tą uproszczoną optyką. Zresztą, wszyscy jego bohaterowie niezależnie od płci i upodobań erotycznych mają dwie twarze. Dziewczyna Kuby, Sylwia, jest nie tylko zranioną białogłową, ale i wojowniczką walczącą o ukochanego na przekór jego orientacji. Matka Michała niby akceptuje odmienność syna, ale nie pozwoli, by jego niespodziewany coming out zepsuł rodzinny obiadek. Wreszcie matka Kuby, która niedoszłej synowej nie znosi, ale w wiadomej sprawie będzie dzielnie ją wspierać.

"Płynące wieżowce" można czytać jako opowieść o pozornej tolerancji – wielu deklaruje ją tak długo, jak nie musi wykazać się nią w stosunku do najbliższych; o niemożliwych do zrzucenia kajdanach, które nakładają nam rodzina i społeczeństwo; wreszcie o młodzieńczym zagubieniu. Kuba przez większość filmu ewidentnie miota się: raz pozwala koledze z drużyny na fellatio w ubikacji, by za chwilę próbować dowieść swej męskości w łóżku z dziewczyną; raz całuje się namiętnie z Michałem, by potem zaspokoić ustami śpiącą Sylwię. Czy jego zachowanie na basenie w trakcie ważnych kwalifikacji to wymierzona samemu sobie kara za grzechy?

Wasilewski nie każe widzowi wytężać wyobraźni. W jego filmie znajdziecie wyjątkowo odważne i dobrze zagrane jak na polskie kino sceny erotyczne. Mam tylko wrażenie, że te w wydaniu hetero pokazują jednak ciut więcej. Już w swoim poprzednim dziele "W sypialni" reżyser dał dowód na perfekcyjne opanowanie warsztatu audiowizualnego. Tutaj potwierdza rzemiosło: zrealizowane w większości w nocy zdjęcia Jakuba Kijowskiego sugestywnie odmalowują Warszawę jako wielką sypialnię naznaczoną marazmem.

"Płynące wieżowce" od początku dryfują w kierunku uniwersalnej opowieści, która mogłaby się wydarzyć pod każdą szerokością geograficzną. Brakuje w niej jednak szczegółów i smaczków uwiarygadniających historię. Nie dowiemy się, z czego bohaterowie żyją, jakie mają zainteresowania i plany na siebie. A przecież nie od dziś wiadomo, że niejedna miłość skończyła się tam, gdzie zaczęło się prawdziwe życie.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 80% uznało tę recenzję za pomocną (289 głosów).
Łukasz Muszyński
ocenia ten film na:
1 10 5/10 średni