Recenzja filmu Na głęboką wodę (2018)
James Marsh

Czasem nie warto marzyć

Film dzieli niemal wszystkie słabe i mocne punkty "Teorii". Marsh w obu stara się potraktować swoich bohaterów w sposób maksymalnie podmiotowy. Donalda łatwo byłoby wyśmiać lub potępić. ...
Filmweb sp. z o.o.
Kino uwielbia historie o wielkich marzycielach. Wizjonerach, budzących na początku szyderstwa i kpiny, którzy w finale śmieją się ostatni: wspinają się na niedostępną górę, pokonują własne słabości, triumfują nad przeciwnikami i przeciwnościami, odnoszą finansowy sukces, zapisują się w historii nauki, sztuki, sportu. "Na głęboką wodę" nie jest takim film. Reżyser James March mówi widzom coś wręcz przeciwnego: czasem najlepiej jest pozwolić marzeniom pozostać w strefie marzeń. Niektórzy wizjonerzy wcale nie triumfują.


Film oparty jest na prawdziwej historii Donalda Crowhursta. Donald wydaje się zwykłym, lekkoekscentrycznym Anglikiem z klasy średniej. Mieszka z sympatyczną rodziną w skromnym, lecz wygodnym domu w hrabstwie Devon. W garażu prowadzi jednoosobowe przedsiębiorstwo, produkujące aparaty nawigacyjne jego pomysłu. Na ekranie pojawia się, gdy w trakcie targów żeglarskich próbuje sprzedać urządzenie mierzące współrzędne geograficzne na podstawie fal radiowych. W biznesie radzi sobie bardzo średnio, ale rodzina nie wydaje się cierpieć biedy.

Większość ludzi na świecie uznałaby życie Donalda za w miarę spełnione. Jemu czegoś w nim jednak brakuje. Pociąga go horyzont, przygoda, nieznane. Pragnie jakoś zapisać się w historii. Szansy dostarcza konkurs żeglarski ogłoszony przez gazetę "Sunday Times". Redakcja oferuje pokaźną nagrodę dla osoby, która jako pierwsza samodzielnie opłynie glob łodzią żaglową – bez zatrzymywania się na postój na lądzie. 

Donald zgłasza się do konkursu. Projektuje własną łódź, na którą pieniądze zdobył od lokalnego przesiębiorcy pod zastaw wszystkiego, co posiadał. Im bliżej do dnia startu, tym bardziej widać, że katastrofa jest nieunikniona. Donald nie ma jednak odwagi się  wycofać – naciskają na niego sponsorzy, rzecznik prasowy przedsięwzięcia, lokalna społeczność. Niekorzystna umowa, jaką podpisał, zrujnowałaby go zresztą, gdyby posłuchał głosu rozsądku.


Crowhurst jest poniekąd odwrotnością bohatera poprzedniego dzieła Marsha – Stephena Hawkinga z "Teorii wszystkiego". Tam mamy genialnego młodego mężczyznę, który bez własnej winy zostaje przytłoczony przez okrutny wyrok losu – paraliżującą mięśnie chorobę – zachowuje jednak siłę moralną i jest w stanie dobrze przeżyć życie, realizując swój potencjał. W "Na głęboką wodę" bohater z własnej winy wplątuje się w sytuację, z której nie ma dobrego wyjścia, nakłada na swoje ramiona ciężary, jakich nie jest w stanie unieść.

Film dzieli niemal wszystkie słabe i mocne punkty "Teorii". Marsh w obu stara się potraktować swoich bohaterów w sposób maksymalnie podmiotowy. Donalda łatwo byłoby wyśmiać lub potępić. Niedzielny żeglarz marzący o samotnym rejsie dookoła świata i zostawiający rodzinę bez żadnego zabezpieczenia finansowego jest bez wątpienia postacią co najmniej nieodpowiedzialną. Twórcy "Na głęboką wodęokazują mu jednak maksimum empatii, starają się zrozumieć jego marzenia i wybory. W obrazie klęski Donalda potrafią ukazać elementarną godność. Co jest także zasługą dobrej, wyważonej, oszczędnej kreacji aktorskiej Colina Firtha

Niestety, podobnie jak w "Teorii" znacznie mniej uwagi poświęcono żonie bohatera. Chciałbym zobaczyć tę historię także z jej perspektywy. Trudno uwierzyć, że w zasadzie bez słowa sprzeciwu godzi się na jawnie szalone plany męża. Że nie jest na niego wściekła za wszystko, co sprowadził na swoją rodzinę. Odtwarzająca Clare Crowhurst Rachel Weisz jest przecież bardzo zdolną aktorką i naprawdę mogłaby dostać więcej do grania.

Drażni też czasami przesadny sentymentalizm w niektórych scenach. Biorąc jednak pod uwagę, z jaką głęboką empatią Marsh odpowiada o klęsce – w medium zajmującym się głównie hurtową sprzedażą snów o potędze – jestem mu go w stanie wybaczyć.  
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 86% uznało tę recenzję za pomocną (21 głosów).
Jakub Majmurek
ocenia ten film na:
1 10 6/10 niezły