Recenzja filmu Księgarnia z marzeniami (2017)
Isabel Coixet

Donkiszoteria bibliofilki

Coixet postarała się, żeby "Księgarnia z marzeniami" robiła dobre wrażenie. I ci, którzy w kinie szukają wyrazistych kreacji aktorskich oraz mocnych scen dialogowych, będą filmem ...
Filmweb sp. z o.o.
Afirmacyjne opowieści o potędze marzeń, o osobach, które mają odwagę sprzeciwić się status quo, zatrząść społecznością i otworzyć ją na nowe możliwości, kochane są przez widzów na całym świecie. "Czekolada", "Dziewczyny z kalendarza" – podobne tytuły można wymieniać godzinami. Ich wspólnym mianownikiem jest nie tylko zestaw bohaterów i ogólna struktura fabuły, ale też podobna paleta emocji, w której dominują wzruszenia, zachwyty, optymizm i nadzieja. Formalnie "Księgarnia z marzeniami" idealnie pasuje do tego nurtu kina. Jednak jego twórczyni zaproponowała inne spojrzenie na temat, zaprawiając go sporą dawką gorzkiego pragmatyzmu.


Reżyserką filmu jest pochodząca z Katalonii Isabel Coixet, a jednak "Księgarnia z marzeniami" jest dziełem na wskroś brytyjskim. Akcja rozgrywa się w niewielkim angielskim miasteczku i w obsadzie dominują Anglicy, z Emily Mortimer i Billem Nighym na czele. Nic w tym dziwnego, w końcu to Brytyjczycy są niekwestionowanymi mistrzami komedii obyczajowych opowiadających o ludziach, których marzenia rujnują niezmienny stan rzeczy. I Coixet stara się pozostać wierna tej formie. Florence Green (Mortimer) jest więc wzorcową protagonistką. Oto przejmuje popadające w ruinę domostwo i przekształca je w jedyną w miasteczku księgarnię. Nie czyni tego z rewolucyjnych pobudek, lecz kierując się swoim sercem  – miłością do książek i tęsknotą za zmarłym przed laty mężem-bibliofilem. Jej adwersarz jest skrojony równie klasycznie. To Violet Gamart (Patricia Clarkson), przedstawicielka lokalnego establishmentu, która nie zwróciłaby uwagi na ruderę, gdyby Florence nie wyskoczyła ze swoim pomysłem na księgarnię. W reakcji na jej zaskakującą inicjatywę Violet "odkrywa", że lepiej wie, na co przeznaczyć domostwo i zrobi wszystko, by zniszczyć stojącą jej na przeszkodzie kobietę. Reszta bohaterów również wygląda znajomo i podąża sprawdzonym narracyjnie szlakiem: część ulegnie urokowi marzenia bohaterki, część wykaże się słabością charakteru i stanie po stronie znanego porządku.

Coixet postarała się, żeby "Księgarnia z marzeniami" robiła dobre wrażenie. I ci, którzy w kinie szukają wyrazistych kreacji aktorskich oraz mocnych scen dialogowych, będą filmem usatysfakcjonowani. Mortimer, Nighy oraz Clarkson nie zawodzą, pokazując się na ekranie z jak najlepszej strony. Całość prezentuje się też bardzo dobrze pod względem wizualnym, choć jest to piękno surowe. Reżyserki nie interesuje bowiem afirmacja marzeń tak po prostu; Coixet stara się nadać im wagę poprzez konfrontację z bezduszną rzeczywistością. Dlatego też nie ma tu pompowania emocji za pomocą ferii żywych barw czy grającej na uczuciach muzyki. Gdyby "Księgarnia z marzeniami" była sokiem owocowym, to powiedzielibyśmy, że jest produktem ekologicznym, bez konserwantów i dodatku cukru.


Ta surowość odgrywa istotną rolę. Choć bowiem film Coixet formalnie przypomina typowe opowieści o jednostce wywracającej do góry nogami zastany porządek, to jego wymowa jest zupełnie inna. Reżyserka nie jest bezkrytyczna wobec protagonistki i nie ma najmniejszego problemu z wykazaniem jej nieżyciowej naiwności. Florence zmienia lokalną wspólnotę, ale nie wykazuje chęci, aby aktywnie wspierać ten proces. Nie chce nawet wziąć odpowiedzialności za swoją rewolucję. W starciu z mechanizmami rządzącymi prawdziwym światem jej postawa niewiele różni się od zachowania Don Kichota, który kurczowo trzymał się minionej ery rycerskości zamiast zmierzyć się z rzeczywistością. "Księgarnia z marzeniami" pokazuje też potęgę inercji pospólstwa. Jednak Coixet nie posuwa się aż tak daleko, by kompletnie przekreślić sens podążania za marzeniami. Tak naprawdę pokazuje, że warto to czynić. Podaje jednak bardziej wiarygodną cenę takiego działania. "Księgarnia z marzeniami" to solidnie zrealizowane kino próbujące pogodzić wiarę w potęgę marzeń z pragmatyzmem dnia powszedniego.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 89% uznało tę recenzję za pomocną (18 głosów).
Marcin Pietrzyk
ocenia ten film na:
1 10 6/10 niezły