Recenzja filmu Świat w ogniu (2019)
Ric Roman Waugh

Hit z wypożyczalni

Fani "Olimpu w ogniu" i "Londynu w ogniu" mogą poczuć się rozczarowani. Patrząc na szczegóły intrygi, można uznać, że twórcy filmu nie znają fabuł tamtych obrazów, przez co powstało wrażenie ...
Filmweb sp. z o.o.
Macie już dość kina akcji stanowiącego element przerysowanych albo komiksowych widowisk? Zmęczyły Was eksperymenty, których celem jest nadanie gatunkowi nowej artystycznej wartości? Jeśli tak, to Ric Roman Waugh ma dla Was idealne rozwiązanie – film złożony wyłącznie ze elementów popularnych w czasach, kiedy akcyjniaki królowały w wypożyczalniach wideo. Twórcy "Świata w ogniu" nie silą się na oryginalność. Liczą, że swojskość formuły sprawi, że fani tego rodzaju rozrywki po prostu spędzą dobrze dwie godziny, relaksując się przy dźwiękach wystrzałów i eksplozji.

photo.title   photo.title

Już od pierwszych minut filmu intencje twórców są widoczne jak na dłoni. Poznajemy w niej protagonistów, antagonistów i ogólny zarys fabuły. Dla tych, którzy kino akcji pochłaniają jak tic taki, intryga przygotowana przez scenarzystów nie będzie kryła żadnych niespodzianek. I wydaje się, że jest to zabieg całkowicie świadomy ze strony reżysera. Waugh najwyraźniej wyszedł z założenia, że fabuła w filmach akcji ma jedynie charakter pretekstowy. Liczą się jedynie strzelaniny, walki wręcz, eksplozje. Dlatego też "Świat w ogniu" wypełniają w regularnych odstępach kolejne sceny akcji. Jest ich na tyle dużo, by widz nie miał okazji zacząć się nudzić lub (co byłoby zabójcze dla filmu!) rozkminiać szczegóły intrygi.

Film Waugha ma szansę spodobać się szczególnie tym, którzy zmęczyli się efekciarstwem oferowanym przez cykle "Szybcy i wściekli" i "John Wick". "Świat w ogniu" odwołuje się do klasycznych rozwiązań gatunkowych rozpowszechnionych w latach 80. i 90. Oferując nieprawdopodobne sploty okoliczności w scenach strzelanin i eksplozji, próbuje jednocześnie udawać rzecz przyziemną i możliwą do zaistnienia w rzeczywistości.

photo.title

Jednak fani "Olimpu w ogniu" i "Londynu w ogniu" mogą poczuć się rozczarowani. Patrząc na szczegóły intrygi, można uznać, że twórcy filmu nie znają fabuł tamtych obrazów, przez co powstało wrażenie wtórności, jakby leniwi scenarzyści poszli po linii najmniejszego oporu. Mocnej zmianie uległa też dynamika relacji Banninga z prezydentem. Bezpieczeństwo głowy państwa oczywiście pozostaje motywem działania bohatera, ale w ich interakcjach czuć dystans. Na szczęście twórcy "Świata w ogniu" wprowadzili nową postać, co do pewnego stopnia zniwelowały braki relacji ochroniarz-prezydent. Tą osobą jest ojciec Mike'a Banninga. Grany przez Nicka Noltiego Clay sprawia wrażenie kogoś wyjętego z zupełnie innego porządku filmowego. Jest dziwakiem naznaczonym traumą, kimś, kto lepiej funkcjonowałby w dramacie psychologicznym, a nie pozbawionym głębi kinie akcji. A jednak wyszła z tego bardzo przyjemna mieszanka, niczym czekolada z chili. Nolte jest tak dobry, że z łatwością "kradnie" każdą scenę. Ma też doskonałą ekranową chemię z Gerardem Butlerem, dzięki czemu sekwencje z tą dwójką należą do najlepszych w całym filmie. Przy zachowaniu wszystkich proporcji, wprowadzenie Noltiego jest tym dla serii "W ogniu", czym było pojawienie się Seana Connery'ego w "Indianie Jonesie i ostatniej krucjacie".

Nawet jednak Nolte nie jest w stanie wynieść ten film ponad przeciętność. "Świat w ogniu" jest jedynie solidną rzemieślniczą robotą, którą przyjemnie się ogląda, ale do której raczej nie będzie się chciało powrócić w przyszłości.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 65% uznało tę recenzję za pomocną (26 głosów).
Marcin Pietrzyk
ocenia ten film na:
1 10 5/10 średni

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)

Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię