Recenzja filmu Uwolnij mnie (2016)
Federica Di Giacomo

Szatan kazał tańczyć?

Siła "Uwolnij mnie" płynie z kontrastów. Egzorcyzmy stanowią jedynie przerywnik w codzienności ich bohaterów. Po wtorkowej mszy płynnie wraca się do rodziny, domu, pracy… Słowem – spokojnego, ...
Filmweb sp. z o.o.
Wyobrażenia o figurze egzorcysty i jego nadprzyrodzonej działalności zostały w dużej mierze ukształtowane za sprawą kultury masowej. Trudno mieć co do tego wątpliwości. Kino odegrało w tym procesie kluczową wręcz rolę – wystarczy pomyśleć o słynnej serii zainicjowanej przez Williama Friedkina, a kontynuowanej przez szereg (mniej lub bardziej zręcznych) naśladowców amerykańskiego mistrza. Każdy z nas jest zatem dysponentem wiedzy (sic!) i pewnych przekonań o egzorcyzmach, nawet jeśli nigdy bezpośrednio (w domyśle – "poza ekranem") nie był ich świadkiem bądź, co rzadsze i czego nikomu nie życzę (znak krzyża), przedmiotem. Przed zainteresowaną dość oklepanym popkulturowo tematem reżyserką "Uwolnij mnie" pojawiło się zatem dość trudne zadanie: opowiedzieć o autentycznych praktykach sycylijskiego egzorcysty-weterana i jego podopiecznych, lecz nie w konwencji fabularnego kina grozy, tylko za sprawą obserwacyjnego dokumentu. Czy Federice Di Giacomo udało się wyjść z tej filmowej potyczki obronną ręką i rozdzielić na ekranie fikcjonalny plew od realnego ziarna? O jakich dylematach współczesnego świata twórczyni pragnie widzom opowiedzieć za sprawą "Uwolnij mnie"?


Centralnym bohaterem "Uwolnij mnie" jest sędziwy ojciec Cataldo Migliazzo. Nie tylko mieszkańcy Sycylii, lecz także ludzie z całej Italii tłumnie zjeżdżają się na jego wtorkowe "msze wyzwolenia". Gdyby chcieć posłużyć się słowami święcącego triumfy internetowej popularności księdza Natanka, niektórymi wiernymi rzeczywiście spazmatyczna siła "miota po Kościele niczym wskazówkami zegara". W trakcie tych groteskowych widowisk sycylijski klecha konsekwentnie nakazuje "szatańskim mocom" odejście z ciała i psychiki zainfekowanego złem osobnika, posiłkując się przy tym krzyżem, wodą święconą czy Biblią. Reżyserka podchodzi do tych – jakże potężnych wizualnie i irracjonalnych mentalnie – spektakli skromnie i z dystansem. Nie ma zbliżeń, planów i kontrplanów, kamera jest raczej statyczna, podobnie jak zalęknione otoczenie ulega petryfikacji. Egzorcyzmy z jej perspektywy przekształcają się w przejmujący "teatr okrucieństwa i uniżenia", którego istoty nie jesteśmy w stanie w pełni pojąć. Jednakże wraz z ich zakończeniem wyczuwamy solidarne poczucie ulgi. 

Siła "Uwolnij mnie" płynie jednak z kontrastów. Opisane wyżej widowiska stanowią jedynie przerywnik w codzienności ich bohaterów. Po wtorkowej mszy płynnie wraca się do rodziny, domu, pracy… Słowem – spokojnego, zwyczajnego życia. Ojciec Cataldo z kapłana przemienia się po prostu w terapeutę, z którym opętani umawiają się na kolejny, a potem jeszcze kolejny seans. Di Giacomo sprawnie ukazuje strywializowanie egzorcyzmów, interpretowanych powszechnie jako potężna broń Kościoła w walce ze złem absolutnym. Podopieczni sycylijskiego egzorcysty wpadają do zakrystii z siatkami świeżo wypełnionymi zakupami, część z nich domaga się zaś pomocy przez telefon. Choć wiekowy ksiądz próbuje dostosować swoją archaiczną praktykę do wymogów i tempa nowoczesności, wielokrotnie podkreśla on, że owe anomalie u wiernych są nie tylko jednorazową sprawką psotliwego szatana, ale skutkiem ubocznym szeroko pojętego "współczesnego życia". Wspomniany kontrast między sacrum a profanum staje się rzecz jasna wehikułem dla tragikomicznego humoru, ale również zasadnym przyczynkiem do refleksji nad znaczeniem pracy ojca Cataldo, pojętej niestety jako rodzaj placebo. Czy te efekciarskie egzorcyzmy są zatem doprawdy efektywne? Owa niejednoznaczność działa zdecydowanie na korzyść dokumentu Di Giacomo.


"Uwolnij mnie" nie jest filmem traktującym o dogmatach wiary ani dziełem silącym się na analizę współczesnej kondycji Kościoła katolickiego. Reżyserka nie szuka w działalności duchownych kontrowersji i przewinień, nie tworzy też na cześć ich działalności dobrodusznej laurki. Z pewnością udaje się Di Giacomo zbudować emocjonalny pomost miedzy widownią a nieustannie poszukującym tytułowego uwolnienia postaciom – na dalszy plan schodzi kwestia tego, czy oni aby przypadkiem nie udają czy też, kolokwialnie mówiąc, nie podkręcają swoich reakcji. Nie mamy wątpliwości co do prawdziwości ich cierpienia, dojmującej samotności i stanów kryzysowych niezależnie od tego, czy sami jesteśmy mniej lub bardziej wierzący. Po seansie pojawia się jednak ważna myśl: czy rosnące, globalne zapotrzebowanie na egzorcyzmy nie stanowi – paradoksalnie – rodzaju uzależnienia w świecie, którego kształt determinują wszelakie nałogi? Warto zmierzyć się z dokumentem Di Giacomo, aby samemu spróbować odpowiedzieć na to, a także inne pytania. "Uwolnij mnie" to przede wszystkim przejmujące studium o samotności i zniewoleniu współczesnego człowieka, któremu nie tylko szatan każe tańczyć.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 67% uznało tę recenzję za pomocną (3 głosy).
Diana Dąbrowska
ocenia ten film na:
1 10 8/10 bardzo dobry