Recenzja filmu Zawód: Szpieg (2001)
Tony Scott

Szpiedzy nie tacy jak Bond. James Bond

Zimna wojna, to były czasy! Przystojni szpiedzy co pięć minut ratowali świat od wybuchu trzeciej wojny światowej. Z bombami w zegarkach, spadochronami w marynarkach, walczyli z sowietami, ...
Filmweb sp. z o.o.
  • recenzja kinowa Zawód: Szpieg (2001)
Zimna wojna, to były czasy! Przystojni szpiedzy co pięć minut ratowali świat od wybuchu trzeciej wojny światowej. Z bombami w zegarkach, spadochronami w marynarkach, walczyli z sowietami, psychopatami i całą bandą ponurych indywiduów. Z ich ramion wdzięcznie spływała tyle piękna, co niebezpieczna kobieta. Taki obraz ponurego okresu w dziejach świata zarysował w mojej świadomości Ian Fleming i jego uwodzicielski James Bond i z takim właśnie wyobrażeniem szłam do kina na nowy film Tony'ego Scotta. Bardzo się zawiodłam. "Zawód: szpieg" to opowieść nie tylko o blaskach bycia tajnym agentem, ale także o cieniach, o problemach, jakie powoduje życie w ciągłym ukryciu. To znakomita od strony formalnej, fikcyjna historia opowiadana tak wiarygodnie i sugestywnie, że zaczyna się w nią wierzyć.

Jest rok 1991, Chiny. Podczas akcji odbijania więźnia jeden z agentów, Tom Bishop, zostaje aresztowany. Skazany na karę śmierci ma tylko kilkanaście godzin życia przed sobą. W tym samym czasie, na drugiej stronie globu, w siedzibie głównej CIA zbierają się jego zwierzchnicy, aby rozpatrzyć sytuację Bishopa i podjąć ważne decyzje w jego sprawie. Dzielą się na dwa "obozy". Jeden tworzą młodzi, głodni sukcesu biurokraci, dla których życie Toma nie przedstawia dużej wartości. Drugi - należący do tak zwanej starej szkoły Nathan Muir, którego celem jest ocalenie Bishopa.
Muir, jako ten, który zwerbował kłopotliwego szpiega, opowiada o jego sposobie działania, charakterze, skuteczności. Przy cichej aprobacie ze strony najwyższych urzędników, przeprowadza własną, tajną akcję szpiegowską na terenie CIA. Wie, że stawka jest wysoka, a czas działa na jego niekorzyść.

Dawno nie widziałam filmu, którego fabuła tak wciąga. Dzięki temu, że akcja rozgrywa się na dwóch płaszczyznach czasowych (opowieściom Muira towarzyszą retrospekcje), przez całe 120 minut film ogląda się bardzo dobrze, nie pojawia się nawet na chwilę uczucie znużenia. Nawet sceny w pokoju przesłuchań w siedzibie CIA, choć z pozoru statyczne, pulsują energią i skupiają uwagę. Nie tylko główna intryga została dobrze zbudowana, także pierwszoplanowi bohaterowie są silni, wyraziści. Nie ma w ich zarysie wahań, nagłej, nieuzasadnionej zmiany charakteru, co jest zasługą zarówno scenarzysty jak i aktorów.

Dwaj amanci i Robert Redford i Brad Pitt, grają jak na wielkie gwiazdy kina przystało. Dzięki ich udziałowi, film "Zawód: szpieg" znajdzie uznanie u szerszej widowni. Panowie przyjdą obejrzeć film akcji, młode dziewczyny Pitta, a ich mamy starzejącego się, ale wciąż promieniującego urokiem Redforda.
Właśnie jego rola podobała mi się szczególnie. Postać Redforda starzeje się na ekranie o 16 lat - poznajemy Muira w roku 1975 - co aktor oddaje w swojej grze. Nie tylko charakteryzacja go zmienia, ale także spojrzenia, gesty i postawa. Nathan, jakiego widzimy w retrospekcji z wojny wietnamskiej, jest cynikiem, któremu zależy przede wszystkim na wykonaniu zadania. Po latach, w pokoju przesłuchań to pozornie ten sam twardziel, a jednak można wyczytać z jego twarzy lęk o los przyjaciela.
Brad Pitt też zagrał dobrze, ale w jego wypadku to już pewien standard, poniżej którego nie schodzi.

Z pewnością warto zwrócić uwagę na formę filmu. Dużo jest ujęć kręconych z helikoptera, nadających akcji tempo. Szybki lot i nagłe zatrzymanie kamery, mogące się kojarzyć z "Matriksem", a także ujęcia robione z ręki przykuwają uwagę widza i nie pozwalają mu się nudzić. Kolory taśmy filmowej zostały dobrane do opowiadania. Siedziba CIA tonie w spokojnych, statycznych błękitach, natomiast Wietnam pulsuje żywymi odcieniami żółci. Kontrast między tymi dwoma światami - przeszłości i teraźniejszości - jest także na poziomie formy, nie tylko treści.

Akcja filmu dzieje się w kilku miejscach - w Chinach, Berlinie, Bejrucie. Co ciekawe, w żadnym z tych miejsc nie były robione zdjęcia do filmu. "Zawód: szpieg" to obraz, który w pełni wykorzystuje magiczne możliwości scenografii i charakterystycznego dla kina "oszustwa". Siedziba CIA i jej długie korytarze to w rzeczywistości piętra budynku, w którym mieści się londyńska firma farmaceutyczna. Wietnam to Maroko, Berlin to Budapeszt. Aż trudno uwierzyć, że żadne z miejsc pokazanych przez twórców nie jest tym, za które uchodzi.

Znakomitą oprawę stanowią nie tylko zdjęcia, ale i muzyka, którą napisał Harry Gregson-Williams. Od dynamicznej przez klasyczną aż do stylizowanej na plemienną, jest odbiciem akcji i pomaga stworzyć nastrój miejsca, w którym znajdują się w danym momencie bohaterowie.

"Zawód: szpieg" Tony'ego Scotta to niewątpliwie film warty uwagi. Pokazuje życie tajnych agentów od innej, mniej cukierkowej strony, ale zachowuje lekkość opowiadania. Znakomite zdjęcia oraz role Redforda i Pitta to drugi powód, żeby wybrać się do kina. To dobry film na wyprawę do kina w pojedynkę, a także na randkę - chłopak będzie obserwował działania szpiegów, dziewczyna - przystojnych aktorów. Gorąco polecam.
Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 77% uznało tę recenzję za pomocną (96 głosów).

przeczytaj również recenzje użytkowników (2)

Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię