Recenzja filmu Dzień z życia blondynki (2014)
Steven Brill

Wielka draka w żółtej sukience

Reżyser zawdzięcza sukces wyłącznie komediowym umiejętnościom Banks. Aktorka nie oszczędza się. Szaleje na ekranie przez całe półtorej godziny. Jej entuzjazm jest zaraźliwy i sprawia, że nawet ...
Filmweb sp. z o.o.
"Lepiej późno niż wcale" to przysłowie z całą pewnością prawdziwe w odniesieniu do filmu Stevena Brilla. "Dzień z życia blondynki" to jedna z zabawniejszych komedii kinowych powstałych w Stanach w ubiegłym roku. A już z całą pewnością jedna z najśmieszniejszych spośród tych, w których główne role grały kobiety. Elizabeth Banks jest duszą i ciałem całego przedsięwzięcia, gwarantem pierwszorzędnej rozrywki.

photo.title

A przecież tak naprawdę "Dzień z życia blondynki" nie powinien był się udać. Fabuła komedii zbudowana jest dosłownie na jednym dowcipie. Oto atrakcyjna kobieta w seksownej sukience wyrwana zostaje ze środowiska, gdzie jej strój ma sens. Przez kolejne 20 godzin posądzana będzie więc głównie o to, że uprawia najstarszy zawód świata i to wcale nie w jego ekskluzywnym wydaniu. Film sprawia wrażenie, jakby powstał w wyniku wyzwania rzuconego Brillowi, by ten udowodnił, na ile sposobów będzie w stanie opowiedzieć jeden dowcip o dziwkach. Okazuje się, że reżyserowi i scenarzyście w jednej osobie inwencji starczyło na całkiem sporo gagów. Co nie zmienia faktu, że jest to wciąż ten sam dowcip. Brill zawdzięcza sukces wyłącznie komediowym umiejętnościom Banks. Aktorka nie oszczędza się. Szaleje na ekranie przez całe półtorej godziny. Jej entuzjazm jest zaraźliwy i sprawia, że nawet słabsze gagi są w stanie wywołać uśmiech. Banks rzadko ma okazję grywać w głupawych komedyjkach (w zasadzie ostatnio mogła puścić wodze szaleństwu jedynie w "Movie 43"), może właśnie dlatego z taką werwą poddała się wymogom roli. Nieważne, liczy się jedynie efekt, który jest bardziej niż zadowalający.

Co istotne, Banks wcale nie jest jedynym jasnym punktem komedii. Sporo radości zapewniają postaci drugiego planu. Szczególnie trudne zadanie miała Sarah Wright. Jej zadaniem było bowiem wypowiadanie z poważną miną bredni i najgorszych dowcipów-sucharów, jakie można sobie wyobrazić. Jestem pod wielkim wrażeniem, że potrafiła przy tym zachować kamienną twarz. Dzięki temu zdania, które powinny wywoływać zażenowanie, są mimo wszystko kolejnym powodem do uśmiechu.

photo.title photo.title photo.title

Najsłabszym elementem jest Gordon, postać grana przez Jamesa Marsdena. Jego rola została rozwinięta ponad miarę. Wątek romantyczny był tu zupełnie niepotrzebny i Gordon spokojnie mógł pozostać facetem na jedną noc, który miał pecha i wplątał się w aferę z kobietą w żółtej sukience.

Trzeba sobie jasno powiedzieć, że "Dzień z życia blondynki" nie należy do komedii ambitnych. Brill stworzył film lekki, przyjemny i odrobinę idiotyczny. Fabuła bazuje raczej na żywiołowości i entuzjazmie jej twórców, a nie na wyrafinowanych gagach. Dlatego też doskonale spełni się w roli "odmóżdżacza", jako relaks po całym dniu stresów i gonitw za sukcesami zawodowymi/szkolnymi/osobistymi.

Czy uznajesz tę recenzję za pomocną? 82% uznało tę recenzję za pomocną (61 głosów).
Marcin Pietrzyk
ocenia ten film na:
1 10 7/10 dobry

przeczytaj również recenzje użytkowników (1)

Ostatnio odwiedzone
wyczyść historię